K. Chyliński: Byłem na drodze do potępienia, ale dzięki czyjejś modlitwie różańcowej dostałem się pod opiekę Matki Bożej, która doprowadziła mnie do Jezusa
Jeżeli ktoś długo trwa w danym grzechu, to dochodzi do zniewolenia duchowego. Człowiek wtedy znajduje się na drodze do potępienia i ja na tej drodze byłem. Ale zszedłem z tej ścieżki, m.in. dzięki temu, że ktoś modlił się za mnie na różańcu. Kiedy się o tym dowiedziałem, sam zamówiłem różaniec i od tego momentu zaczęła się moja modlitwa. Nauka Kościoła głosi, że Matka Boża zawsze prowadzi do Jezusa i to się wypełniło w moim życiu – opowiedział Karol Chyliński, pielęgniarz Hospicjum im. Jana Pawła II w Toruniu, w programie „Wierzę w Boga” w TV Trwam.
Przez całe życie Karol Chyliński wiedział, że Pan Bóg istnieje, choć przyznał, że on sam żył tak, jakby Stwórca nie istniał. Po wyprowadzce z domu przestał chodzić do kościoła i popadł w grzech nieczystości. Zaczęły się życiowe problemy.
– Człowiek nie widzi, że jego postępowanie jest złe. Jeżeli ktoś długo trwa w danym grzechu, to dochodzi do zniewolenia duchowego. (…) Człowiek wtedy znajduje się na drodze do potępienia i ja na tej drodze byłem – zaznaczył pielęgniarz Hospicjum im. Jana Pawła II w Toruniu.
Po 30. roku życia poznał dziewczynę, która później została jego żoną. Zanim to jednak nastąpiło, mieszkali bez ślubu. Wojownik Maryi powiedział, że „cały czas czuł w sercu, że coś jest nie tak”.
– Człowiek goni za czymś i nie wie, czego mu brakuje, a tak naprawdę brakuje mu miłości Boga. „Niespokojne jest serce ludzkie, dopóki nie spocznie w Bogu”. To był trudny okres. W pewnym momencie dziewczyna powiedziała, że jest w ciąży. Już wcześniej w podświadomości miałem zapisane, że gdyby była w ciąży, to weźmiemy ślub. Poprosiłem ją o rękę – opowiadał.
Zły duch działał.
– Przyszły myśli, że wesele to pieniądze, dodatkowe kłopoty i zmartwienia. Nie miałem siły. Takie jest działanie złego ducha, że nie można wykonać czegoś (dobrego – red.), bo on zabiera siły – podkreślił Karol Chyliński.
Przed zawarciem sakramentalnego związku małżeńskiego istotnym etapem było przystąpienie do spowiedzi. Pielęgniarz poszedł do niej bez przygotowania. Wtedy jeszcze nie rozumiał, czym jest spowiedź.
– Ksiądz powiedział, że w ramach pokuty codziennie przez dwa tygodnie mam odmawiać litanię loretańską. Dla mnie było to niewyobrażalne. (…) Dalej nie chodziliśmy do kościoła. Urodził się Zbyszek. Kiedy miał 2,5 roku, zaczęliśmy regularnie chodzić na niedzielne Msze święte. Zaczęło się od tego, że jako malutki chłopiec zaczął widocznie uczestniczyć we Mszy świętej, śpiewając na cały kościół. (…) Tym motywował mnie do chodzenia na niedzielną Mszę świętą. (…) 1 stycznia przyszło mi do głowy, że trzeba odprawić pokutę. (…) Regularnie zacząłem odmawiać litanię. W międzyczasie działy się różne rzeczy, jak na przykład to, że przestałem przeklinać – relacjonował Wojownik Maryi.
W Wielkim Tygodniu Karol Chyliński razem z żoną wybrali się na przedświąteczne zakupy do toruńskiego centrum handlowego. Tam pojawiła się myśl, aby pojechać i zwiedzić Sanktuarium NMP Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i św. Jana Pawła II w Toruniu.
– Chodzimy, oglądamy. Kiedy zobaczyłem konfesjonał, to się zachwyciłem. Wiedziałem, że przyjdę tam do spowiedzi. Tylko to miałem w głowie. (…) Przez regularną Mszę św. i codziennie odmawianą litanię moje serce było przygotowane, żeby przyjąć Słowo Boże. Ziarno padło na właściwy grunt. (…) Jak szedłem do spowiedzi, to wiedziałem co mam powiedzieć, czego nie powiedziałem we wcześniejszych spowiedziach, a powinienem. (…) Wszedłem do konfesjonału, uklęknąłem i pamiętam tylko, że zdążyłem powiedzieć: „Proszę księdza, co ja zrobiłem”. (…) To była łaska żalu. Upadłem w konfesjonale i zacząłem płakać. Nie pamiętam, co powiedziałem. Płakałem. W końcu ksiądz powiedział do mnie: „Podnieś się, mężczyzną jesteś” – mówił pielęgniarz Hospicjum im. Jana Pawła II w Toruniu.
– Usłyszałem odpowiedź. To było natchnienie, wewnętrzny głos, który powiedział, że spotkało mnie to dlatego, że ktoś się za mnie modlił na różańcu. Jak to usłyszałem, to zalałem się łzami. Zaraz zamówiłem różaniec i od tego momentu zaczęła się moja modlitwa. (…) Podczas odmawiania różańca, jadąc do pracy miałem takie doświadczenie, jakbym odmawiał różaniec, a słyszał tylko „Jezus. Amen”. Było tak, jak głosi nauka Kościoła, że Matka Boża zawsze prowadzi do Jezusa. To się tak wypełniło w moim życiu – zaznaczył Karol Chyliński.
– Proszę Maryję, żebym wytrwał w wierze do końca. Moim głównym zadaniem jest doprowadzenie rodziny do wiary i sprawienie, aby ona tę wiarę kontynuowała – dodał.
radiomaryja.pl



