fot. tv trwam

J. Sachajko: Badania nad dodatkami do żywności muszą być w Polsce prowadzone

Badania nad dodatkami do żywności muszą być prowadzone w Polsce, tak by była pewność, że one nie szkodzą zdrowiu – mówił na posiedzeniu sejmowej komisji rolnictwa jej szef Jarosław Sachajko (Kukiz’15). NIK poinformował, iż system nadzoru nad stosowaniem dodatków jest niewystarczający.

W środę sejmowa komisja rolnictwa zapoznała się z raportem Najwyższej Izby Kontroli dotyczącym stosowania dodatków do żywności. Raport powstał pod koniec 2018 r., ale – jak wskazywali goście komisji – reprezentacji organizacji rolniczych – nie wzbudził dostatecznego zainteresowania, a tymczasem, ich zdaniem, jego wyniki są „zatrważające”.

Dodatki do żywności to substancje, które w normalnych warunkach nie są spożywane same jako żywność i nie są stosowane jako charakterystyczny składnik żywności. Dodaje się je po to, aby zapobiec niekorzystnym zmianom smaku, barwy, zapachu, wydłużyć okres trwałości, zwiększyć atrakcyjność wyrobu, umożliwić tworzenie nowych produktów, np. typu „light”, ale także po to, by zwiększyć efektywność procesu produkcyjnego – poinformował dyrektor łódzkiej delegatury NIK Przemysław Szewczyk.

Aktualnie dopuszczonych jest do stosowania w żywności ponad 300 substancji oznaczonych różnego rodzaju „E”, które mogą pełnić 20 różnych funkcji technologicznych.

„Wyniki naszej kontroli wskazują, że istniejący system nie gwarantuje pełnego bezpieczeństwa żywności” – powiedział Szewczyk. Dodał, że „wykazano szereg wad systemu nadzoru nad stosowaniem dodatków do żywności, m.in. rozproszenie i nakładanie się kompetencji różnych inspekcji czy nieefektywna ich współpraca”.

Z kontroli NIK wynika, że inspekcje nie badają każdorazowo wszystkich dodatków znajdujących się w produktach. Nie weryfikują dokładnie, czy to co napisane jest na opakowaniu, zgadza się z tym, co jest w środku. Dodatkowo sprawdza się jedynie limity danego „E” w produkcie, nie biorąc pod uwagę ich kumulacji w codziennej diecie i jak to może wpływać na zdrowie.

Jak zauważył przedstawiciel NIK, niewiele jest produktów, do których nie wolno stosować dodatków. Są to m.in. żywność nieprzetworzona, miód, masło, mleko pasteryzowane i sterylizowane, naturalna woda mineralna, kawa, herbata liściasta. W innych można znaleźć nawet po kilkanaście tych „ulepszaczy”, np. w kiełbasie stwierdzono ich aż 19, a „zdrowa” sałatka warzywna miała ich 12.

Szewczyk zaznaczył, że najbardziej narażone na przekroczenie akceptowanego dziennego spożycia dodatków w pożywieniu, ze względu na niższą masę ciała i upodobania smakowe, są dzieci – głównie w wieku do 10 lat. Najwięcej ich jest bowiem w produktach, które dzieci lubią najbardziej, czyli ciastach, aromatyzowanych napojach, lodach, parówkach.

Wypowiedź przedstawiciela NIK wzbudziła oburzenie zaproszonych gości – reprezentantów organizacji rolniczych. Zarzucili oni państwowym inspekcjom czuwającym nad bezpieczeństwem żywności, że nie dostatecznie kontrolują produkty, nie prowadzą badań dotyczących szkodliwości dla zdrowia dodawanych substancji i dopuszczają „do masowego trucia ludzi”, stąd wzmożona zachorowalność na raka.

Mówiono też o tym, że po raz kolejny w tej kadencji Sejmu nie udało się doprowadzić do powstania jednej inspekcji bezpieczeństwa żywności, która mogłaby kompleksowo kontrolować produkty rolno-spożywcze.

PAP/RIRM

drukuj