IPN szuka grobów żołnierzy BOA

Grobów pomordowanych żołnierzy Bojowego Oddziału Armii poszukuje Instytut Pamięci Narodowej. Trudność tych prac polega na tym, że komuniści po wykonaniu wyroku śmierci zwykle zakopywali ciała w tajemnicy, nie zezwalając na pogrzeb. Szczątki czterech żołnierzy udało się zidentyfikować na cmentarzu Centralnym w Szczecinie. Nie wiadomo, czy uda się odkryć miejsce pochówku piątego, Edmunda Kosieradzkiego, gdyż nie został on uwzględniony w dokumentacji cmentarnej.

Historia utworzenia oddziału sięga II wojny światowej. Najprawdopodobniej w grudniu 1944 r. na terenie Obwodu Wołkowyskiego AK rozpoczęto tworzenie grupy dywersyjnej o nazwie BOA. Terenem jej działania była Grodzieńszczyzna, a dokładniej okolice Wołkowyska i Zelwy. Już w czerwcu 1945 r. żołnierze BOA, wspólnie z innymi oddziałami Kedywu – „Redutą” i „Wichrem”, zlikwidowali 14 pracowników i współpracowników NKWD, a 10 kolejnych publicznie wychłostali. – W trakcie gdy wojska sowieckie przesuwały się w kierunku wschodnim, na mocy rozkazu ówczesnego dowództwa Armii Krajowej oddział przeszedł linię Curzona, trafił do Koszalina, a stamtąd Państwowy Urząd Repatriacyjny skierował jego członków do Bobolic, gdzie założyli spółdzielnię „Robotnik” – informuje dr Zenon Kachnicz, historyk z Politechniki Koszalińskiej.

Tworząc grupę rzemieślniczo-stolarską jako przykrywkę swej działalności, żołnierze BOA prowadzili dalszą walkę z „władzą ludową”. Mieli rozwiniętą sieć współpracowników i informatorów.

Wiosną 1946 r. oba oddziały – BOA i szwadron por. Zdzisława Badochy „Żelaznego” – przystąpiły do działań propagandowych i dywersyjnych. Zajęto posterunek milicji i Urzędu Bezpieczeństwa. Dwóch funkcjonariuszy UB wywieziono i po przesłuchaniu rozstrzelano w lesie.

Niestety, działania operacyjne UB wsparte donosami agentów doprowadziły do zatrzymania większości członków oddziału. Postawiono ich przed Wojskowym Sądem Rejonowym i zostali skazani w procesie pokazowym w Szczecinie w dniach 16-21 sierpnia 1948 r. na wieloletnie więzienie. Sześciu z nich wymierzono karę śmierci, z czego 5 wyroków wykonano. Od strzału w tył głowy zginęli: Wacław Kasprzyński vel Borodziuk, Edward Kokotko, Zenon Łozicki, Waldemar Klimczewski i Edward Kosieradzki. Fakt, że mimo ówczesnych procedur prawnych zamiast rozstrzelania przed plutonem egzekucyjnym zastosowano znany z Katynia sposób mordowania, potwierdziły ekshumacje przeprowadzone na cmentarzu Centralnym w Szczecinie. – Z danych, które mieliśmy dostępne, czyli obrażenia i wiek – wszystko się zgadzało. Oczywiście idealną sytuacją byłoby, gdybyśmy mogli zrobić badania genetyczne. Zawsze do tego dążymy, ale w przypadku, gdy nie mamy bliskich członków rodziny, pozostaje nam tylko i wyłącznie dokumentacja cmentarna – powiedział nam dr Andrzej Ossowski z Zakładu Medycyny Sądowej PAM w Szczecinie.

Do tej pory IPN nie udało się ustalić, gdzie spoczywa piąta ofiara procesu, Kosieradzki. – Nie jest ujęty w dokumentacji cmentarnej. Wokół terenu przez nas przebadanego również nie natknęliśmy się na jego mogiłę. Prace będą kontynuowane, może uda się go odnaleźć. Tak naprawdę poszukiwania dopiero się zaczęły – podkreśla Andrzej Ossowski.


Jacek Dytkowski
drukuj