Ile zbierze rząd?

Według założeń, przyjęty nocą budżet ma nas wyprowadzić z procedury nadmiernego zadłużenia, która jest na razie zamrożona w stosunku do Polski. To jest nasze zobowiązanie. Ono się przesuwa już po raz kolejny. Z tym deficytem mamy z tego zadłużenia wyjść. A jak będzie? Zobaczymy.

To już miało być w roku 2012, potem przesunęło się na 2013, następnie na 2014, a teraz słyszymy, że stanie się to w 2015. Mam zastrzeżenia co do założonych wskaźników makroekonomicznych. Założono wzrost PKB na poziomie 3,4 proc. Trudno powiedzieć, czy tak będzie, ale przy tym procesie deflacyjnym, braku odbicia inwestycyjnego wzrost nie musi być aż tak wysoki. Zwróćmy też uwagę na realność wpływów podatkowych. Jeżeli inflacja będzie na poziomie jednoprocentowym, to się wydaje, że podatki nie będą tak wpływały, jak życzy sobie tego minister finansów.

Zagrożeń jest sporo, zwłaszcza że mamy bardzo dużo niewiadomych w gospodarce europejskiej. Tam też nie jest ciekawie. Gospodarka krajów strefy euro jest na pograniczu recesji. W recesji są już Włochy, być może wkrótce będą Francuzi. Głębokie spowolnienie obserwujemy w Niemczech, a to jest nasz czołowy rynek eksportowy. Możemy mieć i w tej dziedzinie problemy.

Według założeń, deficyt w 2015 r. nie powinien przekroczyć 46 mld 80 mln zł. Wydatki są wyraźnie większe, niż były w tym roku. Zaplanowano je na 343 mld 332 mln 925 tys. zł, wobec 325 mld 287,4 mln zł przewidzianych na ten rok. Dochody zaplanowano na 297 mld 252 mln 925 tys. zł wobec 277 mld 782,2 mln zł zaplanowanych na bieżący rok. To jest trochę budżet wyborczy z punktu widzenia Platformy i Polskiego Stronnictwa Ludowego. Zobaczymy, czy te wydatki uda się pokryć zebraniem podatków. Od wielu już lat polski minister finansów był przyzwyczajony do paroprocentowej inflacji. Teraz wszystko wskazuje na to, że procesy deflacyjne od 5 miesięcy, a grudzień będzie podobny, doprowadzą najprawdopodobniej do tego, że rok 2014 skończymy brakiem wzrostu cen. Z punktu widzenia konsumentów to jest bardzo dobra wiadomość, ale z punktu widzenia producentów, bo tam mamy deflację, jeżeli chodzi o ceny zbytu, to jest poważny problem. Jeżeli to się przeniesie także na 2015 r., to może wystąpić problem z zebraniem podatków.

Szczególnie podatku VAT, bo on zawsze jest oparty na wskaźniku inflacyjnym. Tak więc przy zerowym czy jednoprocentowym wzroście cen zawsze jest trudno ministrowi finansów zebrać podatki o charakterze przychodowym.

Dr Zbigniew Kuźmiuk

Autor jest ekonomistą, posłem do Parlamentu Europejskiego.

NaszDziennik.pl

drukuj