Gwałt na historii

Barack Obama się nie popisał. Podobnie jak w 2009 r., gdy decyzję o rezygnacji z budowy tarczy antyrakietowej na terytorium Polski ogłosił 17 września, w rocznicę sowieckiej agresji na Polskę. A także wtedy, gdy zrezygnował z przylotu na pogrzeb pary prezydenckiej. To szczególnie żałosny fakt: w czasie gdy na Wawelu trwały uroczystości pogrzebowe, Obama po prostu grał sobie w golfa. To zły prezydent nie tylko dla Ameryki, ale również dla Polski, która w kalkulacjach amerykańskiej administracji jest państwem europejskich peryferii, bez większego znaczenia strategicznego. Jednak nieliczenie się z wartościami symbolicznymi to wielki nietakt i świadectwo, w jaki sposób jesteśmy przez obecnych zarządców Białego Domu oceniani i wyceniani. Nie ma również wątpliwości, że funkcjonowanie terminu „polskie obozy koncentracyjne” to efekt dziesięcioleci zaniedbań polskiej, a wcześniej PRL-owskiej dyplomacji. Zbitka pojęciowa „polskie obozy” to efekt antypolskich kampanii. Utożsamiały one miejsce kaźni milionów Żydów z miejscem ich życia, oskarżając Polaków jako katolików o współudział w ludobójstwie, jednocześnie milcząc na temat udzielanej im pomocy, zaciemniając historyczny kontekst tego, co działo się na terytorium II Rzeczypospolitej okupowanej przez Niemcy i Związek Sowiecki. Od lat Polska stara się tego rodzaju wystąpienia piętnować. Z takim jednak skutkiem, że przy okazji wręczania ważnego odznaczenia Janowi Karskiemu, człowiekowi, który dla Amerykanów powinien być wyrzutem sumienia w kontekście ludobójstwa, jakie miało miejsce w Europie, amerykański prezydent użył krzywdzącego nas skrótu pojęciowego. Swoiście ten problem ujął we wczorajszym komentarzu były szef MSZ w rządach postkomunistów Włodzimierz Cimoszewicz. Oświadczył, że gafy Obamy nie lekceważy, ale obawia się „festiwalu wzmożenia patriotycznego w Polsce, gdzie politycy będą się licytować w twardości reakcji”. – Jeszcze skończy się to wypowiedzeniem wojny Stanom Zjednoczonym – kpił Cimoszewicz. Ludzie o takiej mentalności pracują w polskiej dyplomacji od dziesięcioleci. Nie ma się co dziwić, że nikt nas nie szanuje.

 Maciej Walaszczyk

drukuj