PAP/EPA

Głównodowodzący wojsk USA na Bliskim Wschodzie: Zbadamy, czy w Jemenie broń nie wpadła w niepowołane ręce

Będziemy musieli przyjrzeć się temu, czy broń dostarczana przez nas do Arabii Saudyjskiej nie dostała się w niepowołane ręce – powiedział we wtorek podczas przesłuchania w amerykańskim Senacie, głównodowodzący wojsk USA na Bliskim Wschodzie, gen. Joseph Votel.

Przesłuchanie gen. Votela w senackiej komisji sił zbrojnych miało związek z niedawnym reportażem wyemitowanym przez stację telewizyjną CNN, zgodnie z którym część amerykańskiego uzbrojenia oraz pojazdów opancerzonych dostarczanych w ramach umów bilateralnych do Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratów arabskich wpadła w ręce jemeńskich bojówek powiązanych z Al-Kaidą oraz salafickich milicji i innych ugrupowań w Jemenie.

„Musimy się uważnie przyjrzeć zarzutom przedstawionym w reportażu i w tym konkretnym przypadku sprawdzić, co tak naprawdę się stało” – zaznaczył b. szef Centralnego Dowództwa USA, który od kwietnia 2016 r. stoi na czele sił USA na Bliskim Wschodzie.

„Powinniśmy byli to lepiej sprawdzać” – dodał.

W materiale wyemitowanym przez CNN pokazano opancerzone pojazdy minoodporne, które znalazły się w rękach sił nie mających nic wspólnego z koalicją, na której czele stoi Arabia Saudyjska, zwalczającą w Jemenie proirańskie, szyickie oddziały rebeliantów Huti. Obecni dysponenci tego uzbrojenia twierdzili, że zakupili je na wolnym rynku.

Zgodnie z amerykańskim prawem – zaznacza w komentarzu AFP – odsprzedaż bądź użyczenie pochodzącego z USA uzbrojenia musi być każdorazowo uzgodnione z Pentagonem.

„Podchodzimy z największą powagą do zarzutów niewłaściwego użytkowania amerykańskiego wyposażenia obronnego i zamierzamy wszcząć śledztwo natychmiast, gdy tylko pojawią się dowody potwierdzające te podejrzenia” – oświadczył we wtorek rzecznik Pentagonu, Johnny Michael.

Na kolejnym, ostatecznym etapie śledztwo przejmie amerykański Departament Stanu – wskazuje w komentarzu francuska agencja AFP. Resort dyplomacji USA czeka w chwili obecnej na informacje uzupełniające – pisze.

Jemen pogrążony jest w chaosie od 2011 roku, gdy społeczna rewolta położyła kres wieloletnim dyktatorskim rządom prezydenta Alego Abd Allaha Salaha. Konflikt nasilił się, gdy w marcu 2015 roku interwencję w tym kraju rozpoczęła międzynarodowa koalicja arabska pod wodzą Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratów Arabskich, która walczy z rebeliantami Huti, wspieranymi przez Iran.

Koalicja, walcząca pod hasłem przywrócenia do władzy prezydenta Abd ar-Raba Mansura al-Hadiego, jest wspierana przez Stany Zjednoczone dążące do usunięcia z Jemenu wszelkich sił związanych z międzynarodowym terroryzmem islamskim i przyczółków wpływu Iranu w tym państwie.

Decyzję o wsparciu USA dla Arabii Saudyjskiej ogłosiła w 2015 roku administracja ówczesnego prezydenta USA Baracka Obamy. Podano wtedy, że interweniujące wojska w Jemenie otrzymają wsparcie logistyczne i wywiadowcze ze strony Stanów Zjednoczonych. Amerykanie zaznaczyli wówczas, że bezpośrednia akcja militarna sił USA w Jemenie nie jest planowana. Utworzono jedynie komórkę koordynującą współpracę z Arabią Saudyjską.

W grudniu 2018 r. amerykański Senat przegłosował rezolucję, w której rekomendował wycofanie wsparcia USA dla Arabii Saudyjskiej i jej zaangażowania w uregulowanie konfliktu w Jemenie. Decyzja senatorów miała związek z inną rezolucją, uznającą saudyjskiego księcia Muhammada ibn Salmana za odpowiedzialnego za brutalny mord na niewygodnym dla Rijadu dziennikarzu Dżamalu Chaszodżdżim.

Według ONZ wojna w Jemenie pochłonęła od 2015 r. prawie 10 tys. ofiar i wywołała „największy kryzys humanitarny na świecie”. Ocenia się, że ponad 14 mln Jemeńczyków jest realnie zagrożonych głodem.

PAP/RIRM

drukuj