Funkcjonariusze nie przyszli po autograf

Z dr. Józefem Szaniawskim, autorem m.in. książki „Grunwald pole
chwały”, wykładowcą Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w
Toruniu i Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, rozmawia Marta
Ziarnik

Dlaczego straż miejska kazała Panu się wylegitymować?

Ponieważ stałem samochodem w miejscu, w którym stawać nie można. Ale ja
miałem przepustkę, która mnie do tego uprawniała. Ponadto miałem przy
sobie około 250 książek, które ważyły około kilkaset kilogramów. To jak
miałem je przywieźć na plac? W kieszeni? Natomiast było widać, że
strażnicy czekali około 40-50 minut, żeby rozeszli się wreszcie ludzie,
którzy przyszli po książkę i autograf. Czyli ewidentnie czekali, aż będę
już sam na placu. Widać było, że to nie jest jakaś rutynowa kontrola,
tylko że oni przyjechali na jakąś specjalną akcję. Kilka razy przecież
Radio Maryja ogłaszało na antenie, że w niedzielę w południe będę
podpisywał moją najnowszą książkę poświęconą 600-leciu bitwy pod
Grunwaldem. Później policjanci powiedzieli mi, że straż miejską
przysłano z placu Bankowego, że nie jest to normalny patrol i dlatego
tak się zachowują.

Strażnicy długo czekali, zanim podjęli interwencję…

Tak, to prawda. Strażnicy podeszli do mnie dopiero w momencie, gdy
ludzie się już rozchodzili. Czyli było to około godziny 13.15. Nagle
jednak, gdy ci wszyscy ludzie zobaczyli, że coś jest nie tak, że
zatrzymała mnie straż miejska, zaczęli podchodzić, aby zobaczyć, czy nie
dzieje mi się żadna krzywda. Kiedy trwała moja wymiana zdań ze
strażnikami, kilkadziesiąt osób zaczęło wykrzykiwać w ich stronę:
„Hańba!, Hańba!”. Zdenerwowani ludzie zaczęli także przynosić strażnikom
ulotki agencji towarzyskich, które leżą na chodnikach i są wkładane za
wycieraczki samochodów i rzucali im je pod nogi, mówiąc: „Tym się
zajmijcie!”. Dopytywali także o to, dlaczego kiedy przechodziła tędy
dzień wcześniej parada homoseksualistów, to nie było problemu, a kiedy
znany historyk powiązany z Radiem Maryja podpisuje książkę, to problem
już jest.

Jak na takie zachowanie zebranych osób reagowali strażnicy?

Nic nie powiedzieli. Udawali, że nie słyszą. Jednak chwilę później już
się – że tak powiem – zmyli. Wcześniej jednak zagrozili mi, że skierują
przeciwko mnie sprawę do sądu.

Na jakiej podstawie?
– Tego nie powiedzieli.

A co w tej sprawie powiedziała wezwana na miejsce policja?

Kiedy policja przybyła na miejsce, okazałem im swoje dokumenty i
przedstawiłem sprawę. Wówczas funkcjonariusz powiedział strażnikowi
miejskiemu, że może już odjechać, gdyż ja nie miałem obowiązku podawać
jemu swoich dokumentów. Dla policji nie było żadnego problemu. Co
ciekawe, także przybyli policjanci nie dali strażnikom moich dokumentów,
choć ci się o to do nich zwracali. Chciałbym w tym momencie zauważyć,
że policja wypełniała swoje obowiązki i wyjaśniła sprawę. Jestem też
absolutnie pełen podziwu dla tych funkcjonariuszy, którzy opanowali
sytuację. Natomiast straż miejska doprowadziła do naruszenia
bezpieczeństwa i zakłócenia porządku na placu Zamkowym, gdyż
antagonizowała spokojnych ludzi, którzy nic złego nie robili.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj