fot. flickr.com

Francja: dziś początek szczytu grupy G7

Już dziś we francuskim Biarritz rozpocznie się coroczny szczyt grupy G7. Po raz kolejny odbędzie się on bez udziału Rosji.  

Przez dwa dni przywódcy USA, Francji, Japonii, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Włoch oraz Kanady, a także przedstawiciele Unii Europejskiej będą rozmawiać o wyzwaniach w dziedzinie gospodarki, polityki zagranicznej i ochrony środowiska. Przewodnim tematem szczytu ma być zwalczanie nierówności – mówi politolog Jarosław Komorniczak.

– Francja, która teraz przewodniczy pracom grupy G7, jako swój główny sztandar uczyniła kwestię równości. Równości gospodarczej, społecznej, ale również kwestie bezpieczeństwa, więc te tematy na pewno będą się pojawiać. Na pewno pojawi się temat zwiększenia współpracy z państwami Afryki. Oczywiście pojawią się kwestie spraw ważnych z punktu widzenia polityki międzynarodowej, czyli kwestia polityki bliskowschodniej, kwestia Iranu, kwestia Korei – wskazuje Jarosław Komorniczak. 

Do 2014 roku członkiem grupy skupiającej najbogatsze państwa świata była także Rosja – przypomina dr Leszek Pietrzak, historyk. 

– Rosja została wykluczona z G7 po aneksji Krymu, po tym, jak sprowokowała, jak wywołała wojnę na wschodniej Ukrainie. Teraz coraz częściej pojawia się kwestia jej ponownego przyjęcia do grupy państw G7 – zauważa dr Leszek Pietrzak.

Przeciwna temu posunięciu jest Unia Europejska, z kolei Stany Zjednoczone opowiadają się za powrotem do formatu G8 – z udziałem Rosji. A co na to pozostali przedstawiciele grupy G7? 

– Na dzisiaj Niemcy i Wielka Brytania wydają się być przeciwne. Bardziej zachowawczym w tym zakresie jest prezydent Francji Macron, który nie wyklucza definitywnie członkostwa Rosji w G7, ale uzależnia to od osiągnięcia jakichś celów, które byłyby korzystne dla Europy. Takim celem miałaby być kwestia zamknięcia sprawy Ukrainy przez Rosję – wyjaśnia dr Leszek Pietrzak.   

Głos w sprawie zabrał ukraiński prezydent Wołodymyr Zełenski, który kwestię powrotu Rosji do G7 uzależnia od zwrotu przez nią należącego do Ukrainy Krymu.

– Od marca 2014 roku, po wykluczeniu Rosji z G8, nic się nie zmieniło. Ukraiński Krym nadal jest okupowany, ukraiński Donbas wciąż cierpi z powodu wojny. Zwrot okupowanego Krymu, wstrzymanie działań bojowych w Donbasie oraz uwolnienie ponad 100 więźniów politycznych i ukraińskich marynarzy będzie prawdziwym sygnałem dla świata, że Rosja gotowa jest ponownie zająć swoje miejsce w porządku dziennym wysokiej dyplomacji – akcentuje Wołodymyr Zełenski.

Kwestia ta nie może zostać pominięta. Wówczas Rosja czułaby się bezkarna – dodaje politolog Jarosław Komorniczak.

– Wydaje się, że wycofanie się państw grupy G7 z żądania uregulowania kwestii Krymu zanim Rosja wróci do obrad grupy, byłoby sygnałem dla Rosji, że de facto może robić cokolwiek, a ewentualne skutki będą prędzej czy później zakończone – ocenia Jarosław Komorniczak.

W niedzielę na marginesie szczytu G7 ma dojść do spotkania premiera Wielkiej Brytanii Borisa Johnsona z szefem Rady Europejskiej Donaldem Tuskiem.

 – Tusk tu tak naprawdę jako przewodniczący ma niewiele do powiedzenia. Tutaj przede wszystkim decydującą rolę odnośnie gospodarki czy gospodarczych kwestii wyjścia Wielkiej Brytanii będą miały Francja i Niemcy – podkreśla politolog dr Andrzej Zapałowski.

Francja, choć boryka się z wieloma wewnętrznymi problemami, nadal chce być główną siłą europejskiej i światowej polityki. Potwierdzeniem tego jest zapowiedź Prezydenta Emmanuela Macrona, jakoby to jego kraj miał być rzecznikiem Europy podczas szczytu G7.

– Francja będzie przede wszystkim pilnować jak każdy kraj swoich interesów. Od dawna pokazuje, że raczej nie ma myślenia w perspektywie Unii jako o szerokiej wspólnocie niezależnych państw, która miałby swoją własną politykę – mówi Jarosław Komorniczak.

A takie postrzeganie wspólnoty przez Francję jest zgoła inne od postrzegania Unii Europejskiej chociażby przez kraje Grupy Wyszehradzkiej, w tym Polskę. Okazją do tego, by przekonać Emanuela Macrona do modelu Unii jako wspólnoty autonomicznych państw, będzie zapowiadana na początek przyszłego roku wizyta prezydenta Francji w Warszawie.

TV Trwam News/RIRM

drukuj