fot. pixabay.com

Filipiny: Szef dyplomacji wulgarnie kazał Chińczykom wynosić się z filipińskich wód morskich

Minister spraw zagranicznych Filipin, Teodoro Locsin Jr., w nieparlamentarnych słowach skomentował na Twitterze chińską obecność na filipińskich wodach. „Chiny, przyjaciele, jak by to grzecznie ująć?” – rozpoczął Locsin anglojęzycznego tweeta. „W…” (ang. treść: „Get the f… out”) – dokończył.

72-letni dyplomata skomentował w ten sposób chińską aktywność na należnych Filipinom wodach Morza Południowochińskiego. Rząd w Manili nazywa je Morzem Zachodniofilipińskim. Oskarżył przy tym Pekin o prowadzenie tam tych samych działań, za które krytykuje on Filipiny i porównał komunistyczny rząd do „szpetnego przygłupa”.

Niektórzy z komentujących wypowiedź internautów gratulowali Locsinowi odwagi, inni zwracali uwagę na język nieprzystojący szefowi MSZ. Część obserwatorów widzi w takiej retoryce naśladowanie tzw. wilczej dyplomacji, czyli konfrontacyjnego sposobu, w jaki Chiny w ostatnich latach prezentują swoje stanowisko na arenie międzynarodowej.

Niedyplomatyczna wypowiedź padła w czasie trwających od wielu tygodni napięć i wymian not między oboma państwami w związku z sytuacją na spornym akwenie. W marcu w rejonie płycizny Scarborough, leżącej wewnątrz filipińskiej specjalnej strefy ekonomicznej, wykryto około 200 chińskich kutrów i innych jednostek. Pod koniec kwietnia filipińska marynarka wojenna i straż przybrzeżna rozpoczęły w tym rejonie ćwiczenia.

Tweet Locsina trafił do sieci w poniedziałek, tuż po tym, gdy kierowany przez niego resort odrzucił pretensje Pekinu do filipińskich wysp i leżącej około 240 km od głównej wyspy kraju płycizny Scarborough. Skrytykowano także dyplomatyczną i wojskową reakcję Chin na trwające manewry.

Władze w Manili oskarżyły Chińczyków o śledzenie filipińskich załóg. Według oświadczenia MSZ załogi chińskich okrętów miały także podejmować próby blokowania biorących udział w ćwiczeniach jednostek, dokonywać niebezpiecznych manewrów i nadawać konfrontacyjne komunikaty radiowe. Jak podaje CNN Philippines, w prowadzonych od przeszło tygodnia ćwiczeniach bierze udział około 300 filipińskich marynarzy.

26 kwietnia Chiny skrytykowały manewry żądając od rządu w Manili, by ten „powstrzymał działania komplikujące sytuację i prowadzące do eskalacji sporów”. Żądania te odrzucił dwa dni później filipiński minister obrony Delfin Lorenzana.

Z kolei 29 kwietnia głos w sprawie zabrał prezydent Filipin Rodrigo Duterte. Stwierdził, że choć jego kraj ma wobec Chin dług z wielu powodów, m.in. dostarczenia darmowych szczepionek przeciwko koronawirusowi, to interes narodowy nie może być obiektem negocjacji. Jak dodał, Manila nie wycofa okrętów z wód, które w myśl międzynarodowego prawa morskiego leżą wewnątrz filipińskiej specjalnej strefy ekonomicznej.

Pekin zgłasza historyczne pretensje do 90 proc. obszaru Morza Południowochińskiego, w tym do wód w świetle obowiązującego prawa międzynarodowego należących do okolicznych państw – poza Filipinami także Wietnamu, Malezji i Brunei. Chińczycy zbudowali tam wiele sztucznych wysp, wznosząc na nich infrastrukturę wojskową.

W 2016 roku Stały Trybunał Arbitrażowy w Hadze oddalił roszczenia terytorialne Chin wobec Filipin. Władze w Pekinie zignorowały jednak jego orzeczenie, a na spornym obszarze stale dochodzi do incydentów.

PAP

drukuj