fot. https://twitter.com/EpiskopatNews

[FELIETON] Synodalne zgorszenie

W minionym tygodniu w Pradze odbyły się obrady Europejskiego Zgromadzenia Kontynentalnego Synodu. Największą uwagę przykuła jednak nie tematyka dyskusji, lecz nonszalanckie podejście uczestników do liturgii – podczas czterodniowego spotkania dwukrotnie Msza Święta była sprawowana w miejscu obrad, czyli hotelowej sali konferencyjnej, nawet bez szczególnego przystosowania tej przestrzeni. Wszystko to w sytuacji, kiedy pobliskie kościoły były oddalone zaledwie kilka lub kilkanaście minut pieszo od tego niedopuszczalnego miejsca celebracji.

Normy liturgiczne i prawo kościelne wyraźnie mówią, że miejscem sprawowania Mszy Świętej jest kościół bądź kaplica. Odstępstwo od tej zasady może być podyktowane wyłącznie koniecznością. I choć to, czy takowa zachodzi, rozstrzyga biskup diecezjalny, to w tym konkretnym przypadku nie było ku temu żadnych racjonalnych podstaw. Jeden z uczestników spotkania z polskiej delegacji przyznał, że zdecydowali o tym organizatorzy, kierując się względami praktycznymi. Dokładnie chodziło o to, że przewiezienie uczestników do kościoła byłoby zbyt czasochłonne i uciążliwe, a ponadto wiązałoby się ryzykiem rozchorowania. Tak wyglądała owa konieczność. Chyba najlepiej spuścić zasłonę milczenia na te tłumaczenia…

Nie tak dawno napisałem felieton pt. „Msza nie potrzebuje bonusów”. Poruszyłem w nim temat nadużyć liturgicznych związanych z dodawaniem do Najświętszej Ofiary różnych dodatkowych modlitw, komentarzy, opasłych ogłoszeń parafialnych etc., które zaburzają jej istotę i wynikają z niezrozumienia tego, co dzieje się na ołtarzu i jaką to ma wartość. To, co miało miejsce w Pradze, to z kolei przykład podejścia, w którym sama Msza Święta staje się swoistym dodatkiem, który wypada „odbębnić” jak najmniejszym nakładem sił, jakkolwiek to brutalnie nie zabrzmi. Już lepiej byłoby nie sprawować w ogóle Mszy Świętej, niż zrobić to w taki sposób, siejąc tylko zgorszenie. A przy okazji tracąc wiarygodność, bo wśród głosów synodalnych przewijała się troska o pięknie i godnie sprawowaną liturgię, której jak widać nie wzięto pod uwagę,  mimo nieustannych zapewnień o słuchaniu.

Refleksja nad tym tematem doprowadziła mnie do wniosku, że zamiast organizować synod o synodalności, w pierwszej kolejności powinien odbyć się synod poświęcony liturgii. Świadomość liturgiczna wśród wielu księży, biskupów i kardynałów (a przez to także i świeckich), mimo pewnych jaskółek nadziei, jest niestety porażająca. Sytuacja ze sprawowaniem Mszy Świętej w sali konferencyjnej nie jest jednorazowym przypadkiem. To tylko unaoczniło i nagłośniło problem, który narasta od wielu lat. Zauważali go sami papieże, włącznie z Ojcem Świętym Franciszkiem, który mimo to niestety nie podejmuje w tej dziedzinie adekwatnych działań.

Jednak po głębszym zastanowieniu, mając to na uwadze i znając podejście wielu wpływowych biskupów i kardynałów, mogłoby się okazać, że taki synod o liturgii przyniósłby odwrotny skutek, zwłaszcza jeśli pamiętamy o tym, do jakiego zamieszania doprowadził Synod o rodzinie w kontekście możliwości przystępowania do Komunii Świętej przez rozwodników żyjących w nowych związkach.

Wbrew wygodnym dla „przestępców liturgicznych” zarzutów, nie jest to czepialstwo tradycjonalistów. To wołanie o przywrócenie należytego miejsca liturgii, która jest, jak słusznie podkreśla Sobór Watykański II, źródłem i szczytem życia chrześcijańskiego. Traktując Mszę Świętą po macoszemu, po prostu nie da się słuchać Ducha Świętego, a każda próba reform czy rozwiązania jakichś problemów w Kościele, będzie z góry skazana na porażkę.

Wojciech Grzywacz/radiomaryja.pl

drukuj