fot. PAP/Paweł Supernak

Fala krytyki po ogłoszeniu przez rząd projektu przyszłorocznego budżetu państwa

Ustawa budżetowa w ogniu krytyki. Opozycja wskazuje na rekordowy deficyt, zadłużenie i brak podwyżek w istotnych obszarach. Rządzący tłumaczą to bieżącymi wyzwaniami geopolitycznymi.

W Sejmie rozpoczęło się pierwsze czytanie projektu przyszłorocznego budżetu państwa.

– To projekt, który w sposób rozważny łączy bieżące potrzeby społeczno-gospodarcze i geopolityczne z wizją rozwoju Polski – przekonywał minister finansów i gospodarki, Andrzej Domański.

Inaczej oceniła to opozycja. To czwarty projekt budżetu przedstawiany przez szefa resortów finansów. Zakłada ponad 281 mld zł deficytu.

– Drugi rok z rzędu mamy deficyt na poziomie 7 proc. PKB. Nasze dochody pokrywają zaledwie 70 proc. wydatków – wskazywał poseł Sławomir Mentzen z Konfederacji.

Łączna suma deficytu za obecnego rządu to ponad bilion złotych. W rekordowym tempie rośnie także zadłużenie i jego odsetki, które w przyszłym roku wyniosą 107 mld zł.

– 107 mld zł to wyższy koszt niż na edukację, polską naukę, 13 oraz 14 emerytury, straż pożarną, Straż Graniczną i jeszcze zostaje kilka miliardów – wyliczał poseł Mateusz Morawiecki z Rozwoju Plus.

O planowanym deficycie minister Andrzej Domański mówił zdawkowo.

– Wynika to ze skali zadań, które państwo musi finansować, w szczególności wydatków na bezpieczeństwo – tłumaczył.

Opozycja wytyka rządzącym, że mimo rosnących nakładów na zdrowie kolejki do lekarzy wciąż się wydłużają. Na edukację i naukę idą za małe środki. Wynagrodzenia w budżetówce nie odpowiadają realiom, a planowana podwyżka minimalnej stawki godzinowej – zaledwie o kilkadziesiąt groszy – jest skandaliczna.

– Przewidzieliście w tym planie dla nich 90 groszy. Taką zaplanowaliście podwyżkę stawki minimalnej. Agnieszka Dziemianowicz-Bąk mówiła z tej mównicy, że jest z tych 90 groszy zadowolona. Nawet złotówki wam było żal – podkreślił poseł Adrian Zandberg z partii Razem.

Choć budżet zakłada ogromny deficyt, to minister Domański chwalił się spodziewanymi wyższymi dochodami. W stosunku do tego roku mają wzrosnąć aż o 69 mld zł przy niższym wzrośnie gospodarczym niż obecnie. To niemożliwe – wskazywał poseł Zbigniew Kuźmiuk z Prawa i Sprawiedliwości.

– W sytuacji, kiedy w tym roku pan minister przyznał się już do niewykonania dochodów budżetowych na poziomie 21 mld zł, trudno sobie wyobrazić, żeby w następnym roku dochody wzrosły o 70 mld – zauważył poseł Zbigniew Kuźmiuk.

Rząd ma problemy ze stroną dochodową, m.in. ze ściągalnością podatku VAT.

– Jest to sytuacja, z którą należy walczyć co roku. To nie jest tak, że uda się raz tę lukę zwalczyć, ponieważ powstają nowe przepisy i są nowe metody obchodzenia tych przepisów – wskazał ekonomista dr Krystian Mieszkała.

Prace nad przyszłorocznym budżetem są podzielone na kilka etapów. Głosowanie nad projektem odbędzie się początkiem grudnia.

TV Trwam News

drukuj