Dr R. Derewenda: Gen. W. Jaruzelskiemu potrzebna była śmierć ludzi z kopalni „Wujek”
Gen. Wojciech Jaruzelski i gen. Czesław Kiszczak byli odpowiedzialni za wszystkie zbrodnie stanu wojennego, ale byli bezkarni po 1989 roku. Gen. Jaruzelskiemu potrzebna była śmierć ludzi z kopalni „Wujek”. On panicznie bał się, że naród nadal będzie walczył i zakłady pracy wciąż będą strajkowały. Cały system komunistyczny oparty był na terrorze i strachu. W związku z tym trzeba było zademonstrować, że siła wyciągnięta przeciwko narodowi będzie używana. Komunistom nie zależało na innym postępowaniu – zaznaczył dr Robert Derewenda, dyrektor lubelskiego oddziału Instytut Pamięci Narodowej, w sobotniej audycji „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja.
42 lata temu komuniści brutalnie spacyfikowali górników z kopalni „Wujek” https://t.co/Kkir7Rz7Kk
— Radio Maryja (@RadioMaryja) December 16, 2023
42 lata temu, 16 grudnia 1981 r., siły bezpieczeństwa na rozkaz junty wojskowej gen. Wojciecha Jaruzelskiego brutalnie stłumiły strajk okupacyjny w kopalni „Wujek”. Od kul milicji zginęło dziewięciu górników. Była to jedna z największych i nie w pełni osądzonych zbrodni stanu wojennego.
– Między ruchem „Solidarności” a komunistami doszło do konfrontacji. Doszło do niej przede wszystkim w czasie stanu wojennego. „Solidarność” rozpoczęła walkę bez przemocy. Nie zbrojono się. (…) Ruch „Solidarności” oparł się o nauczanie Kościoła. Wyrazem postawy tych ludzi były słowa ks. Jerzego Popiełuszko, aby na zło dobrem odpowiadać – przypomniał dr Robert Derewenda.
Kiedy przywódca „Solidarności” kopalni „Wujek” został aresztowany i w brutalny sposób pobity, górnicy odpowiedzieli strajkiem. Nie mieli broni, którą mogliby walczyć z uzbrojonymi funkcjonariuszami czy żołnierzami – kontynuował historyk.
– Natomiast wszystko wskazuje na to, że gen. Wojciechowi Jaruzelskiemu potrzebna była śmierć tych ludzi. On panicznie bał się, że naród – mimo wprowadzenia stanu wojennego – nadal będzie walczył i zakłady pracy będą strajkowały. (…) Do Warszawy docierały niepokojące dla Jaruzelskiego informacje o tym, że strajkuje około 200 zakładów pracy. Cały system komunistyczny oparty był na terrorze i strachu. W związku z tym trzeba było zademonstrować, że siła wyciągnięta przeciwko narodowi będzie używana, że Jaruzelski nie będzie bał się strzelać do bezbronnych ludzi – zaznaczył gość Radia Maryja.
– Strzały były tak kierowane, aby zabić. Zrobiono to, żeby przestraszyć innych. Na tym zależało Jaruzelskiemu. (…) Komunistom nie zależało na innym postępowaniu – dodał.
https://twitter.com/ipngovpl/status/1736038723224293418
Dr Robert Derewenda zwrócił także uwagę na zachowanie górników po masakrze. Jak powiedział, „oni nie zemścili się, nie dokonali linczu na przedstawicielach funkcjonariuszy”.
– Zwyciężyła Ewangelia, na której był oparty cały ruch „Solidarności”. Postawa bezbronnego narodu będzie podobna do końca lat 80. W następnych latach byliśmy świadkami kolejnych zbrodni komunistycznych, które były popełniane, aby inni nie odważyli się postępować w taki sposób – wskazał dyrektor lubelskiego oddziału IPN.
https://twitter.com/ipngovpl/status/1735978325149888836
Historyk na antenie Radia Maryja został zapytany o rozliczenie ludzi, którzy pośrednio lub bezpośrednio dopuścili do zbrodni. W odpowiedzi podkreślił, że „zasadniczo wiemy, kto był odpowiedzialny za wszystkie zbrodnie – byli to gen. Wojciech Jaruzelski i gen. Czesław Kiszczak”.
– Ci ludzie wprowadzili stan wojenny. Bez nich żadne najważniejsze decyzje nie mogły zapaść. (…) Oni byli bezkarni po 1989 roku. Co więcej, zdarzało się, że gen. Wojciecha Jaruzelskiego zapraszano do telewizji jako świadka czy eksperta stanu wojennego. (…) Stan wojenny to z jednej strony zbrodnia na narodzie polskim. A z drugiej strony to masowe zwolnienia z radia, telewizji czy prasy. Zwolniono wszystkich, którzy należeli do „Solidarności” albo z nią sympatyzowali. Zastępowano ich miernymi, ale wiernymi wobec systemu komunistycznego. To ci ludzie tworzyli media w III RP – zauważył dr Robert Derewenda.
– Ci ludzie nawiązywali do swoich patronów – do tych, którzy pozwolili im zrobić karierę. Oni podchodzili z wdzięcznością wobec systemu komunistycznego. Nie można się było spodziewać, że będą kształtować opinię publiczną z punktu widzenia prawdy. (…) Było wystarczająco dużo czasu, żeby tak wyczyścić dokumenty, aby uniemożliwić w przyszłości pociągnięcie sprawców do odpowiedzialności – dodał.
Cała rozmowa z dr. Robertem Derewendą dostępna jest [tutaj].
radiomaryja.pl



