fot. PAP/Wojtek Jargiło

Dr K. Kawęcki dla „Naszego Dziennika”: Gospodarka powinna być wolna od ideologicznych naleciałości

Gospodarka powinna być wolna od ideologicznych naleciałości. Historia dostarcza nam wielu przykładów, jak destrukcyjny wpływ miały ideologiczne plany gospodarcze, na przykład te motywowane podporządkowaniem Moskwie. Dziś, choć czasy się zmieniły, mamy do czynienia z podobnym zjawiskiem w Unii Europejskiej, gdzie rozwój gospodarczy jest sterowany – raczej osłabiany – ideologicznymi ambicjami – podkreśla w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” dr Krzysztof Kawęcki, politolog.

Komisja Europejska chce, aby proces termomodernizacji budynków w Unii Europejskiej przebiegał dużo szybciej niż pierwotnie planowano. W ten sposób zrealizowane mają być dwa główne cele: zmniejszenie zużycia energii, a także szybsze odejście od paliw kopalnych. Tylko w 2022 r. zużycie energii pierwotnej spadło o 4,1 proc. Konieczne jest – w ocenie KE – podjęcie kolejnych wyrzeczeń, aby do 2030 r. doszło do zmniejszenia zużycia energii końcowej o 11,7 proc.

– My tego nie zrobimy, nie będziemy w stanie przyspieszyć. Ale nie tylko my. To problem ogólnoeuropejski. Jeśli ktoś myśli, że na Zachodzie jest lepiej, niech odwiedzi Holandię czy Północne Niemcy. Tam wiele budynków jest zbudowanych z cienkich cegieł, bez solidnej izolacji i wcale nie jest gotowych na cele energetyczne, jakie sobie stawia Bruksela – zwraca uwagę w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” prof. Władysław Mielczarski, ekspert do spraw energetyki Politechniki Łódzkiej.

Wiemy już, kto będzie decydował o kształcie polityki energetycznej Unii Europejskiej w następnych pięciu latach. Ursula von der Leyen chce, aby teki komisarzy związane z tą dziedziną życia gospodarczego trafiły do polityków z Europy Zachodniej.

– Stara Unia, czyli kraje, które od dekad trzymają stery, nie zamierzają rezygnować z przywilejów i wpływów. To ta grupa trzyma władzę, dba o swoje interesy, nie oglądając się na solidarność z resztą. Rozmowy o równości w Unii, sprawiedliwym podziale wpływów? Można je odłożyć na półkę z politycznymi mitami – mówi „Naszemu Dziennikowi” Bogdan Rzońca, poseł Prawa i Sprawiedliwości do Parlamentu Europejskiego.

Europejczycy z roku na rok biednieją. W głównej mierze jest to efekt decyzji, które zapadają w Brukseli. Komisja Europejska przygotowała sprawozdanie o stanie unii energetycznej, które opiera się na fałszywych przesłankach. Uznano, że transformacja energetyczna w żaden sposób nie doprowadzi do załamania gospodarczego Unii Europejskiej. Otóż Bruksela wskazuje, że w latach 1990-
-2022 emisje gazów cieplarnianych w UE spadły aż o 32,5 proc. Równocześnie – według wyliczeń KE – zaobserwowano wzrost gospodarki UE o blisko 67 procent.

– Ale skąd te dane? Na pewno nie pochodzą z realnej oceny sytuacji. Jeśli spojrzymy na produkt krajowy brutto na osobę, to zaobserwujemy zaledwie 0,2 proc. wzrostu w ciągu dwóch dekad. Większość krajów ma ujemny bilans, z wyjątkiem Niemiec i – co ciekawe – Polski. Zużycie energii spada o 15 proc., co jest efektem nie oszczędności, ale zamykania się całych gałęzi przemysłu. To nie jest naturalne ograniczanie zużycia, to wynik gospodarczej stagnacji i zamykania fabryk – podkreśla prof. Władysław Mielczarski.

Mrzonki komisarzy

Już w tym roku odnotowano, że ponad połowa energii wyprodukowanej w Unii Europejskiej pochodziła z odnawialnych źródeł energii. W ciągu niecałych dwóch lat – od sierpnia 2022 do maja 2024 r. – jako UE zmniejszyliśmy zapotrzebowanie na gaz o 138 mld m3. Komisja Europejska uznaje, że dotychczasowa polityka zakończyła się wielkimi sukcesami i… proponuje dalsze wyrzeczenia!

Do 2050 r. Unia chce osiągnąć neutralność klimatyczną, a sektor budownictwa, który obecnie pochłania aż 40 proc. energii i odpowiada za 36 proc. emisji gazów cieplarnianych, musi przejść ogromną metamorfozę. Termomodernizacja budynków, wymiana okien, ocieplanie ścian – wszystko to ma zredukować zapotrzebowanie na energię, a tym samym przyczynić się do ochrony środowiska. Ale realia, w których przyszło nam żyć, są dalekie od scenariuszy z unijnych dokumentów.

Tempo, w jakim trzeba zrealizować te założenia, jest wręcz oszałamiające. Do 2030 r. zmniejszenie zużycia energii pierwotnej w budynkach mieszkalnych o 16 proc., a w niemieszkalnych renowacja aż 16 proc. budynków o najgorszych wynikach energetycznych. Trudno wyobrazić sobie, że przy takiej skali potrzeb uda się to wykonać bez przeszkód. Brakuje zarówno odpowiedniej liczby specjalistów, jak i funduszy, które umożliwiłyby masowe renowacje. To nie są zmiany, które da się przeprowadzić z dnia na dzień, a już na pewno nie w taki sposób, jaki przewiduje plan UE.

W tej sytuacji KE proponuje więc przyspieszenie w polityce termomodernizacji budynków. Gdyby – jak uznaje Bruksela – cały proces rozpocząć jak najszybciej, to wówczas już do 2030 r. możliwe byłyby dalsze ograniczenia zużycia energii, a także paliw kopalnych – a na tym Brukseli zależy najbardziej.

– Perspektywa wprowadzenia restrykcyjnych norm, które będą wymagać ogromnych nakładów finansowych, jest dla obywateli bardzo niepokojąca. Polacy mają coraz większą świadomość tego zagrożenia – normy te są po prostu nierealne, przynajmniej z ekonomicznego punktu widzenia. A konsekwencje mogą być odczuwalne na co dzień przez każdego – zarówno właścicieli domów, jak i mieszkańców bloków – zwraca uwagę w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” dr Krzysztof Kawęcki, politolog.

Ideologia kontra ekonomia

To pokazuje, jak niebezpieczne może być mieszanie kwestii ekonomicznych z ideologią.

– Gospodarka powinna być wolna od ideologicznych naleciałości. Historia dostarcza nam wielu przykładów, jak destrukcyjny wpływ miały ideologiczne plany gospodarcze, na przykład te motywowane podporządkowaniem Moskwie. Dziś, choć czasy się zmieniły, mamy do czynienia z podobnym zjawiskiem w Unii Europejskiej, gdzie rozwój gospodarczy jest sterowany – raczej osłabiany – ideologicznymi ambicjami – zauważa dr Krzysztof Kawęcki.

Ignorowanie gospodarki będzie generowało kolejne komplikacje.

– W Polsce w czasach PRL-u nawet studenci ekonomii musieli przyswajać idee socjalizmu – to absurd, którego powinniśmy unikać. Ekonomia powinna służyć człowiekowi, być oparta na realiach rynkowych i zasadach etycznych, a nie na ideologicznych fantazjach – akcentuje politolog.

Możemy się więc spodziewać dalszych restrykcji.

– To raczej pewne. Pytanie, które powinniśmy sobie też zadać, dotyczy tego, jak intensywna będzie gospodarcza kolonizacja Europy Środkowej i Wschodniej w ciągu następnych kilku lat. Niestety, wszystko wskazuje na to, że ciężar zmian zostanie przerzucony na nas. Polityka energetyczna pozostanie taka, jaka jest – niezmiennie forsowana przez potężne państwa Zachodu – ostrzega Bogdan Rzońca.

To widać już w podziale nowych stanowisk w Unii Europejskiej. Kluczowe dla przyszłości Europy kwestie związane z Europejskim Zielonym Ładem i energetyką trafiły w ręce przedstawicieli krajów Europy Zachodniej.

Jeżeli Parlament Europejski zaakceptuje plan Ursuli von der Leyen, to Duńczyk Dan Jørgensen będzie odpowiadał za energię i mieszkalnictwo, Hiszpanka Teresa Ribera za „czystą, sprawiedliwą i konkurencyjną transformację”, Holender Wopke Hoekstra za klimat, zeroemisyjność i czysty rozwój, a Szwedka Jessika Roswall za środowisko, odporność wodną i konkurencyjną gospodarkę cyrkularną. Europa Zachodnia będzie decydować o sprawach fundamentalnych dla Europy Wschodniej.

–  Gospodarka Unii zaczyna się dusić, zwłaszcza w kontekście współpracy z resztą świata – od Skandynawii po Azję i Amerykę. Oni jednak dążą do utrzymania tego stanu – ocenia Bogdan Rzońca

– I nie ma co się oszukiwać – chodzi o to, by realizowali swoje interesy. Pracowałem w Komisji Europejskiej i wiem, jak to działa. Każdy komisarz obstawia się swoimi ludźmi, a narodowość ma tam ogromne znaczenie. To nie jest tak, że w Unii Europejskiej nie ma miejsca na nacjonalizmy – wręcz przeciwnie, narodowe interesy są tam bardzo silne – przekonuje prof. Władysław Mielczarski.

Teraz, gdy kraje Zachodu rozdają karty, głównie skupiają się na realizowaniu swoich planów.

– Kto na tym zyska? Na pewno nie mniejsze państwa, na pewno nie Europa Wschodnia. Jak widać, Europejski Zielony Ład to kwestia nie tylko „ekologii”, ale także brutalnej polityki – stwierdza rozmówca „Naszego Dziennika”.

Energetyka to kluczowy element suwerenności i bezpieczeństwa państw.

– To swoiste narzędzie dominacji w unijnych strukturach. To, co obserwujemy, to nic innego jak konsekwentne dążenie do realizacji idei Europy dwóch prędkości. Ten podział, mimo że niekiedy ukrywany za wielkimi słowami o „solidarności” i „równości”, jest faktem – akcentuje dr Krzysztof Kawęcki.

Rafał Stefaniuk/„Nasz Dziennik”

drukuj