https://pixabay.com/

Chile: poderwano myśliwce po wykryciu „niezidentyfikowanego ruchu” w przestrzeni powietrznej

Siły powietrzne Chile poderwały myśliwce w związku z wykryciem „niezidentyfikowanego ruchu” w przestrzeni powietrznej na południu kraju, przy granicy z Argentyną, w pobliżu Antarktydy. Rząd w Buenos Aires zaprzeczył, aby chilijską przestrzeń naruszył argentyński samolot wojskowy.

Minister obrony Chile, Maya Fernandez, oświadczyła w środę, że poprzedniego dnia wieczorem „miał miejsce alert dotyczący niezidentyfikowanego ruchu powietrznego” nad wschodnią częścią Cieśniny Magellana, wobec czego „nasze siły powietrzne uruchomiły protokoły, podrywając samoloty F-5 w obronie naszej suwerenności”.

„Później utracono kontakt z tym ruchem powietrznym i w tym momencie prowadzone jest dochodzenie” – dodała szefowa resortu obrony.

Do sprawy odniosła się również minister spraw wewnętrznych, Carolina Toha.

„Musimy wyjaśnić, czy to był rzeczywiście statek powietrzny, jakiego typu, mógł być prywatny, mógł to być samolot albo śmigłowiec, to wszystko musi być częścią śledztwa, które jest teraz prowadzone” – powiedziała cytowana przez dziennik „La Tercera”.

Carolina Toha potwierdziła, że dyplomaci z ambasady Chile w Argentynie zwrócili się do władz tego kraju z prośbą o wyjaśnienia. Rząd w Buenos Aires zaprzeczył, aby przestrzeń powietrzną Chile mógł naruszyć argentyński samolot wojskowy.

Portal Infobae przypomina w tym kontekście, że relacje pomiędzy obu krajami ochłodziły się w związku z różnicami ideologicznymi dzielącymi ich przywódców. Prezydent Chile, Gabriel Boric, jest przedstawicielem lewicy, natomiast libertariański prezydent Argentyny, Javier Milei, zaliczany bywa do polityków skrajnie prawicowych.

W czerwcu stanowczą reakcję Gabriela Boricia wywołała pomyłka argentyńskiej marynarki wojennej, która zainstalowała kilka metrów za granicą po chilijskiej stronie panele słoneczne mające zasilać jej bazę na Ziemi Ognistej. Prezydent Chile żądał wtedy od Argentyny „poszanowania granic” i „szacunku dla naszego terytorium”.

PAP

drukuj