fot. PAP/Artur Reszko

Białystok: 30. rocznica katastrofy pociągu z ciekłym chlorem

30 lat temu w Białymstoku wykoleił się pociąg wypełniony ciekłym chlorem. Do wycieku jednak nie doszło i nikomu nic się nie stało. Mieszkańcy miasta uważają to za cud. Od tej pory każdego roku wspominają to wydarzenie i dziękują błogosławionemu księdzu Michałowi Sopoćce. To on – zdaniem mieszkańców uratował ich przed tragedią.


Białystok. 9 marca 1989 roku. Kilka minut po godzinie 3.00 mieszkańców miasta wybudził wielki huk.

– Z torów, wyskoczyły 4 cysterny, które stanowiły część długiego pociągu. Pociąg liczył 32 wagony, 4 z nich – (cysterny) wyskoczyły – mówił politolog Zbigniew Klimaszewski.

Każda pięćdziesięciotonowa cysterna zawierała ciekły chlor. Władze dopiero 9 godzin później ogłosiły stan niebezpieczeństwa.

– Nad ranem ludność zaczęła wchodzić w popłoch, przerażenie, strach i lęk. Tym bardziej, że trzy lata wcześniej był wybuch elektrowni w Czarnobylu – dodał Zbigniew Klimaszewski.

Gdyby doszło do wycieku chloru, nad Białymstokiem powstałaby toksyczna chmura. Na szczęście do wycieku nie doszło, choć niewiele brakowało do tragedii.

– Bardzo modliliśmy się o to, aby Bóg ocalił nasze miasto. Nie jest to przypadek, że właśnie w tym miejscu to się wydarzyło. Wierzymy głęboko we wstawiennictwo bł. ks. Michała Sopoćki – powiedział proboszcz parafii pw. Zmartwychwstania Pańskiego w Białymstoku, ks. kan. Jerzy Sokołowski.

Błogosławiony ksiądz Sopoćko mieszkał na ulicy Polskiej. Właśnie na tej samej ulicy doszło do wykolejenia.

– Od tej pory jakoś ten dzień czcimy, że przy tej katastrofie udało się wszystkim przeżyć, nikt nie zginął, środowisko nie zostało skażone. Co roku spotykamy się tutaj i dziękujemy, a miasto Białystok uważamy za miasto miłosierdzia – podsumował politolog Zbigniew Klimaszewski.

W tym roku przypada już 30. rocznica. Przy pomniku krzyżu stojącym w miejscu wypadku odbyły się ekumeniczne modlitwy. Lokalne władze złożyły tam wieńce.

TV Trwam News/RIRM

drukuj