Zwycięzców nie będzie
Z Jerzym Bielewiczem, finansistą, prezesem Stowarzyszenia
"Przejrzysty Rynek", rozmawia Marta Ziarnik
Francuski minister finansów Fran÷ois Baroin twierdzi, że decyzje podjęte
na szczycie w Brukseli "wyprowadzą Europę ze strefy wstrząsów, pozwolą na
ożywienie gospodarcze iustabilizują strefę euro".
– Wolne żarty! Podobnie politycy mówili po szczytach w marcu i lipcu, kiedy to
przedstawiane wtedy pakiety miały być wystarczające i ostateczne. Sami politycy
dobrze wiedzą, że jest to jedynie kolejny akt w komedii omyłek, której finał
będzie niestety niewesoły, wręcz tragiczny. Politycy po prostu robią dobrą minę
do złej gry, a kieruje nimi doraźny interes polityczny: nadchodzące wybory i
nieodparta chęć pozostania przy władzy.
Co w rzeczywistości oznacza podjęta przez europejskich decydentów
redukcja greckiego zadłużenia? Kto na tym tak naprawdę zyska, a kto straci?
– Zbyt mała redukcja długu spowoduje straty wszystkich zainteresowanych stron,
bo zwiększa ostateczny koszt wyjścia z kryzysu. Natomiast na krótką metę zyskają
kraje, które są postrzegane jako bezpieczna przystań i płacą za swój dług
poniżej stopy inflacji – czyli Niemcy, Japonia, USA czy Szwajcaria. W dłuższej
perspektywie brak decyzji teraz zwiększa koszt wyjścia z kryzysu, a tym samym
nawis inflacyjny. Gdy do naszych drzwi zastuka ze zdwojoną siłą inflacja,
zwycięzców nie będzie.
Podczas szczytu zapadły też decyzje o zwiększeniu do 1 bln euro EFSF, w
czym pomóc mają m.in. Chiny i inne kraje wschodzące. Ta pomoc będzie się Europie
opłacała?
– Cóż, w obecnej fazie kryzysu przekładamy z jednej pustej kieszeni do drugiej
pustej kieszeni pieniądze, których nie ma – choć brzmi to absurdalnie. Nie tylko
gwarancje udzielone przez Słowację są nic niewarte, ale też te francuskie czy
nienieckie niewarte będą papieru, na którym zostały spisane, w przypadku gdy
Włochy okażą się niewypłacalne. Dlatego też EFSF nie przyciągnie ani inwestorów
prywatnych, ani też Chin czy Indii. Proponowane przez EFSF gwarancje mają
konstrukcje instrumentów pochodnych tzw. CDS (Credit Default Swaps), które były
główną przyczyną krachu finansowego w 2008 roku. Aż trudno w to uwierzyć, ale
Europa w desperacji chwyta się brzytwy, za nic mając lekcję najnowszej historii.
Na jak długo takie "łatanie" jest w stanie odroczyć kolejne problemy?
– To kwestia tygodni, a nie miesięcy. W międzyczasie będziemy świadkami
kolejnych planów i pustych obietnic ze strony polityków. Mam tu na myśli
spotkanie G20 w nadchodzący weekend.
Jaki scenariusz byłby najlepszy dla Grecji?
– Grecja po ostatnich decyzjach nie jest już państwem, które stanowi o sobie.
Możemy raczej mówić o protektoracie UE. Grecja przywodzi mi na myśl nielegalnego
emigranta, który zadłużył się, by dostać się nielegalnie do Europy. Kiedy wraz z
innymi przemycono go do ziemi obiecanej, dowiedział się, że do końca życia
będzie spłacał swój dług, który zaciągnął, by dostać się do Europy. W mojej
ocenie, w dobie kryzysu bardziej niż kiedykolwiek przedtem płyniemy na wspólnej
łodzi, która przypomina raczej durszlak ("The Economist") z powodu niezliczonych
dziur. Tak jak Unii powinno nam zależeć na znalezieniu skutecznych rozwiązań. By
przyjąć rozwiązania, które proponuję, należy zrozumieć, że obecna sytuacja
Niemiec niewiele się różni od tej, w jakiej jest obecnie… Irlandia. Niemieckie
banki są wystawione na długi takich krajów, jak: Włochy, Grecja czy Hiszpania. W
przypadku nieuniknionego załamania w strefie euro, proszę mi wierzyć, Niemcy nie
będą w stanie podtrzymać swojego systemu bankowego. Tak jak inne kraje strefy
euro staną się z dnia na dzień bankrutem. W tej sytuacji jestem zwolennikiem
ogólnoświatowego oddłużenia i powołania nowych ponadnarodowych instytucji, które
będą taki proces nadzorować, a przede wszystkim go zapoczątkują. Ostatnia
propozycja Watykanu ustanowienia Światowego Banku Centralnego wydaje się
niezwykle obiecująca.
Dziękuję za rozmowę.
