Żołnierz prawdy i pojednania

Wokół biografii ks. prałata Zdzisława Peszkowskiego narosło kilka drobnych,
ale usilnie powielanych, m.in. na stronach internetowych, nieporozumień. Dotyczą
one na przykład rekonstrukcji szlaku, który autor "Wspomnień jeńca z Kozielska"
przebył z armią gen. Władysława Andersa. W przestrzeni publicznej pojawiają się
niestety także bulwersujące pomówienia dotyczące jego rzekomych związków z
komunistyczną bezpieką, oparte jakoby na znajomości archiwów IPN. Warto
zweryfikować zarówno owe drobne nieścisłości, jak i poważne zarzuty dotyczące
życia człowieka, którego pasjonującą, pełną poświęcenia dla Boga, Ojczyzny i
bliźnich biografią można by obdzielić wiele innych życiorysów.

Zdzisław Peszkowski urodził się w Sanoku 23 sierpnia 1918 r. w rodzinie
szlacheckiej herbu Jastrzębiec. W tym mieście spędził dzieciństwo i młodość,
uczęszczał do szkoły podstawowej, gimnazjum i liceum, które ukończył zdaniem
egzaminów maturalnych w 1938 roku. W tym czasie zaangażował się w pracę w
Związku Harcerstwa Polskiego, był między innymi drużynowym 2. Drużyny Harcerzy w
Sanoku, a także organizatorem ruchu zuchowego. Zawsze podkreślał swoją
przynależność do ZHP, nosząc jako żołnierz i kapłan krzyż harcerski, a także
wykorzystując młodzieńcze doświadczenia instruktora ZHP w późniejszej pracy z
młodzieżą w okresie wojny i w czasie pobytu na emigracji. Wielkie przeżycie
stanowiło dla niego przystąpienie do Sodalicji Mariańskiej. Przyrzeczenie
wstępne, po którym mógł z dumą mówić o sobie sodalis Marianus, złożył przed
otoczonym wielką czcią obrazem Matki Bożej w sanockiej farze.

Cudownie ocalony jeniec Kozielska
Po maturze odbył roczną służbę wojskową w Szkole Podchorążych Kawalerii w
Grudziądzu. W kampanii wrześniowej 1939 r. służył w 20. Pułku Ułanów. Po agresji
ZSRS na Polskę 17 września pułk znalazł się w strefie działań armii sowieckiej i
prawie w całości dostał się do niewoli. Jeńców, wśród których był podchorąży
Peszkowski, zgromadzono w Pomorzanach, a następnie etapami przewieziono do obozu
NKWD w Kozielsku. W kwietniu 1940 r. rozpoczęły się wywózki jeńców z Kozielska.
Żaden z Polaków nie wiedział wówczas, że oficerowie wywożeni są do Katynia i tam
mordowani. Transport więźniów Kozielska z 12 maja 1940 r. nie trafił do Katynia,
lecz do obozu w Pawliszczewie Borze, a następnie do Griazowca. W tej grupie
więźniów znalazł się Zdzisław Peszkowski.
W Griazowcu Zdzisław Peszkowski doczekał wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej, zaś
po zawarciu układu Sikorski – Majski i tzw. amnestii dla więzionych w Sowietach
Polaków zasilił szeregi Armii Polskiej w ZSRS pod dowództwem gen. Władysława
Andersa.
9 września 1941 r. Zdzisław Peszkowski dotarł do Tockoje, gdzie otrzymał
przydział do odtwarzanego 1. Pułku Ułanów Krechowieckich. Zgodnie z rozkazem
zaangażował się w pracę oświatową służącą odtworzeniu ułańskich tradycji
pułkowych, a także podjął działalność w kręgu starszoharcerskim "Podkówka".

Przyjaciel młodzieży
Po ewakuacji w 1942 r. wraz z wojskiem i tysiącami cywili z ZSRS do Persji
(Iranu) ułan Zdzisław Peszkowski stał się żołnierzem Armii Polskiej na
Wschodzie, znanej następnie jako II Korpus Polski. Z armią Andersa przeszedł
szlakiem przez Środkowy (Bliski) Wschód, na pancerniaka szkolił się w Iraku i
Palestynie. Awansowany do stopnia porucznika, a następnie rotmistrza dowodził
kompanią w 1. Pułku Ułanów Krechowieckich, jednostką już zmechanizowaną. W
kampanii włoskiej, wbrew popularnemu mniemaniu, nie wziął udziału. W 1943 r.,
przed przerzuceniem II Korpusu na Półwysep Apeniński, rozkazem dowództwa został
skierowany do pracy z młodzieżą. Wykorzystał swoje doświadczenie harcerskie,
organizując kształcenie i wychowanie młodzieży polskiej, którą razem z wojskiem
udało się wyprowadzić z "nieludzkiej ziemi". Jako harcmistrz ZHP organizował dla
niej szkoły, drużyny i hufce harcerskie. Działał najpierw w Iranie (Teheran) i
Palestynie, a następnie w Afryce Wschodniej (Tanganika, po połączeniu z
Zanzibarem – Tanzania) oraz w Indiach (Karaczi, obóz koła Goa). Wycinek
prowadzonej aż do 1947 r. pracy opisał – przekonując nas, że wojenny przydział
Zdzisława Peszkowskiego był trafny – jego wychowanek Wojciech Falkowski: "W
Teheranie w 1942 r. złożyłem przyrzeczenie harcerskie, przyrzeczenie służby Bogu
i Polsce. (…) Z Teheranu część wysłańców była przewieziona do Indii, Libanu, a
ja znalazłem się w Afryce Wschodniej. (…) Wspominam tę sytuację jako czas
bezradności i rozpaczy. I wtedy pojawił się Druh Peszkowski. Rozbijał z nami
namioty, nawet próbował wspinać się na drzewa. Nie 'pouczał’, nie 'wykładał’,
nie moralizował, lecz stał się naszym starszym kolegą, pełnym zdrowego humoru i
optymistą bez granic. Tak. Druh harcmistrz Zdzisław Peszkowski całkowicie
wypełnił harcerskie przyrzeczenie 'służby Bogu i Polsce, i niesienia pomocy
bliźnim’".
W 1947 r., podczas pożegnań z grupami powracającej do kraju młodzieży, prosił
wychowanków o zachowanie wierności harcerskim ideałom w najtrudniejszych nawet
okolicznościach. Sam, jak tysiące zagrożonych represjami, zdemobilizowanych po
zakończeniu wojny żołnierzy weteranów PSZ na Zachodzie, pozostał na emigracji.
Skorzystał z możliwości wyjazdu do Anglii. Studiował w Oksfordzie, z pomocą ks.
abp. Józefa Gawliny zapisał się na Papieski Uniwersytet Gregoriański w Rzymie,
gdzie jednak studiów nie podjął. W 1950 r. wstąpił do Polskiego Seminarium
Duchownego im. św. Cyryla i Metodego w Orchard Lake, związanego z Uniwersytetem
Winsconsin w Detroit w stanie Michigan (USA), gdzie uzyskał stopień magistra
teologii.
5 czerwca 1954 roku, w 36. roku życia, przyjął święcenia kapłańskie w katedrze w
Detroit z rąk ks. kard. Edwarda Mooneya i rozpoczął pracę naukowo-dydaktyczną w
fakultecie Polonijnych Zakładów Naukowych w Orchard Lake; własne studia
kontynuował na Polskim Uniwersytecie na Obczyźnie w Londynie i w USA.

"Wenus" donosi
Od końca 1954 r. do wiosny 1956 r. ks. Zdzisław Peszkowski był ofiarą
wymierzonych przeciwko niemu tajnych działań komunistycznego aparatu
bezpieczeństwa, prowadzonych przez Wydział IV Departamentu III, zmieniającego
nazwy, ale nie metody stalinowskiego ministerium opresji: Ministerstwo
Bezpieczeństwa Publicznego – Komitet ds. Bezpieczeństwa Publicznego –
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. W działania zaangażowani byli funkcjonariusze
szczebla centralnego, wojewódzkiego oraz powiatowego, m.in. w Sanoku. Młody
ksiądz znalazł się w kręgu zainteresowania aparatu bezpieczeństwa w pierwszym
rzędzie jako "były komendant polskiego harcerstwa w Indiach", a dopiero w drugim
jako katolicki duchowny.
Genezy zainteresowania bezpieki ks. Peszkowskim upatrywać można w raporcie
tajnego współpracownika o pseudonimie "Wenus" z 23 marca 1951 r., w którym
wspomniała ona o działaczu harcerskim Peszkowskim. "Wenus" była podstępnie
złamaną przez UB młodą "klerykalną" działaczką. Wniosek taki wypływa z analizy
dokumentów wytworzonych przez ten aparat, w których "figurant" prezentowany był
głównie przez pryzmat harcerskiej przeszłości. Terminem "figurant" tajna policja
polityczna PRL określała osoby przez siebie rozpracowywane, w tym przypadku
Zdzisława Peszkowskiego.

Klęska prowokacji
Wymierzona w kapłana aktywność mieściła się w zakresie typowych działań UB – SB.
Za dość specyficzne dla tego konkretnego przypadku można uznać długotrwałe
trudności z dotarciem do przebywającego na emigracji księdza, związane m.in. z
niemożnością ustalenia jego faktycznego miejsca stałego zamieszkania w USA i
odwiedzanych przez niego miejsc. Namierzenie księdza miało umożliwić
organizowanie przeciwko niemu za oceanem działań inwigilacyjnych, prowokacyjnych
lub innych.
Przedłużające się trudności z odnalezieniem "figuranta" spowodowane były m.in.
niepowodzeniem starannie przygotowanej prowokacji. Prowokator, podając się za
osobę potrzebującą ratującego życie leku, miał wydobyć od mieszkającej w Sanoku
matki Zdzisława Peszkowskiego jego adres w USA. Mający szansę powodzenia podstęp
– Maria Peszkowska pozostawała w kontakcie z synem – nie powiódł się, gdyż
kobieta nie dała się podejść i odmówiła agentowi przekazania kontaktu, godząc
się jedynie na osobiste wybadanie możliwości załatwienia prośby.
Kolejną prowokację przygotowano wobec innej bliskiej księdzu osoby – jego brata
Bolesława, którego agent poprosił o pomoc w odszukaniu rodziny za oceanem za
pośrednictwem brata Zdzisława. Jednak i tym razem nie udało się bezpiece zdobyć
adresu księdza. Prowokacje, bazujące na wiedzy służb specjalnych o pomocy
udzielanej przez ks. Peszkowskiego rodakom w kraju, doskonale ilustrują perfidię
działań komunistycznej bezpieki przeciwko kapłanowi. Działań tych było więcej,
ich szczegóły, jak bezwzględne indagowanie brata Bolesława, poświadczają – ku
hańbie systemu komunistycznego – przechowane dziś w Archiwum IPN dokumenty.

Jerzy Krzysztoń i inni
Rezygnując z relacjonowania wszystkich epizodów ubeckiej gry przeciwko księdzu,
należy zaznaczyć, że aktywność bezpieki w sprawie ks. Zdzisława Peszkowskiego
obejmowała przede wszystkim kontrolę jego korespondencji i inwigilację osób
prowadzących z nim wymianę listów. Doprowadziło to do ustalenia
kilkunastoosobowej listy korespondentów księdza, w większości działaczy
katolickich, wśród których był m.in. Jan Dobraczyński, oraz prób wymuszania na
nich informacji na temat znajomego, przyjaciela czy wychowawcy, jak w przypadku
pisarza Jerzego Krzysztonia. Zwróćmy uwagę, że korespondenci ci nie bali się –
pomimo głębokiej nocy stalinizmu – wymieniać listów z USA lub wysyłać tam
książek.
W kwietniu 1956 r., w zmieniającej się sytuacji politycznej, funkcjonariusze
Departamentu III KdsBP postanowili zamknąć sprawę ks. Zdzisława Peszkowskiego,
motywując to niedopatrzeniem się w jego działalności prób organizowania
młodzieżowego ruchu antykomunistycznego (AIPN 0192/622, s. 47-49). Wydział V
Departamentu III zaproponował przekazanie akt sprawy ks. Zdzisława Peszkowskiego
do Departamentu VI lub nawet do archiwum, ale na podstawie końcowego odręcznego
wpisu można wnioskować o przekazaniu ich do Wydziału I Departamentu X KdsBP.
Związane z rozpracowaniem księdza materiały z lat 50. trafiły do teczki z
materiałami operacyjnymi dotyczącymi także Jerzego Krzysztonia i zostały na
potrzeby tzw. skorowidza zagadnieniowego opisane przez funkcjonariusza SB jako
dotyczące: reakcyjnego kleru, działacza harcerskiego na emigracji, kontaktów
literatów z PAX-u, Jerzego Krzysztonia, Haliny Krzysztoń oraz Zdzisława
Peszkowskiego (AIPN BU 01208/2026, s. 6). W załączonej do akt notatce z 1979 r.
naczelnik Wydziału II Biura "C" informował naczelnika Wydziału III Biura
Paszportów MSW, "że [Peszkowski] w 1950 r. wyjechał do USA, gdzie wstąpił do
seminarium duchownego, zdobywając święcenia kapłańskie, w latach 50. utrzymywał
ożywiony kontakt korespondencyjny z działaczami PAX", a innych, czyli tyczących
okresu późniejszego danych nie posiada, co może potwierdzać, iż rozpracowania w
zapoczątkowanej w 1954 r. formie po 1956 r. nie kontynuowano.
Dalsze zainteresowanie peerelowskich służb specjalnych księdzem miało nieco inne
– związane z jego przyjazdami do Polski – podłoże i skoncentrowane było na
problemach wizowych. Były żołnierz II Korpusu niezmiennie pozostawał dla SB
wrogiem komunizmu.

Pielgrzymki pod nadzorem
Po wojennej epopei i latach wychodźstwa ks. Zdzisław Peszkowski zobaczył
Ojczyznę dopiero po październiku 1956 roku. Wówczas, po blisko dwudziestu latach
od rozstania, spotkał się z matką i jako gość zza oceanu odprawił Mszę Świętą
prymicyjną w rodzinnym Sanoku. Akta paszportowe cudzoziemca wskazują jako datę
pierwszej wizyty 1958 r., ale mogą nie uwzględniać wcześniejszego o rok
przyjazdu. Kontekst pierwszych wizyt w kraju był związany ze względną
"popaździernikową odwilżą", a przyjazdy ułatwiało występowanie o wizę jako
"ksiądz profesor", co ambarasowało władzę. W 1959 r. ks. Zdzisław Peszkowski
otrzymał obywatelstwo USA, co zmusiło władze do ostrożności w postępowaniu z
nim. Można stwierdzić, że od tej chwili za księdzem stały jedyne na świecie
struktury, które komuniści traktowali poważnie i z którymi prowadzili grę
zakładającą ich zwalczanie, ale i ustępstwa: Stany Zjednoczone Ameryki i Kościół
rzymskokatolicki.
W okresie istnienia PRL autor "Sienkiewicza w Ameryce" przyjeżdżał wielokrotnie
do kraju jako przewodnik wycieczek polonijnej młodzieży i w celu odwiedzenia
rodziny. Przez szereg lat przekazywał pomoc od amerykańskiej Polonii dla
Kościoła w komunistycznej Polsce, osobiście kontaktował się z ks. kard. Stefanem
Wyszyńskim. Szczególną uwagę władz wzbudzały organizowane przez księdza – po
1956 r. przez ćwierćwiecze – objazdowe pielgrzymki z Orchard Lake do Polski, w
trakcie których zwiedzano m.in. Kraków, Warszawę, Gdańsk czy Zakopane.
Patriotyczny charakter tych wypraw – ksiądz, korzystając z pobytów w Europie,
organizował również wyjazdy na Monte Cassino – niepokoił aparat bezpieczeństwa,
który roztaczał nadzór nad pielgrzymami i kapłanem, kontrolując go jawnie w
komisariacie milicji w miejscu pobytu i inwigilując w sposób skryty. Unikanie w
trakcie pielgrzymek publicznych ataków na PRL chroniło tę ważną
polsko-amerykańską "instytucję", w jaką przekształciła się inicjatywa księdza.
Niepokorny z punktu widzenia władzy, czyli po prostu wierny prawdzie harcerz i
kapłan nie krył jednak w rozmowach prywatnych swojego negatywnego stosunku do
komunizmu, co odnotowywali podsłuchujący go agenci, opisując np. nieprawomyślne
opinie wypowiedziane przez niego na cmentarzu. Dawało to władzom asumpt do
zastosowania represji, czyli odmów wizowych.

Wywiad odpowiada
W 1968 r. MSW postanowiło zablokować przyjazdy księdza do Polski, ale bardzo
zdecydowanie zasygnalizowana z konsulatu PRL w Chicago obawa o kompromitację
władz niedojściem popularnej wśród amerykańskiej Polonii pielgrzymki do skutku
wzięła górę i dalej wydawano wizy niewygodnemu duchownemu. W 1970 r. ks.
Zdzisław Peszkowski przyjechał do kraju na pogrzeb matki. Jak stwierdził,
porażony wiadomością o jej śmierci wsiadł do samolotu, nie wziąwszy nawet wizy w
ambasadzie; odpowiedni dokument na podstawie telegramu z wiadomością o zgodnie,
zgodnie z ogólnie obowiązującą procedurą, otrzymał na warszawskim lotnisku
Okęcie. Nie wiedząc, czego się spodziewać po szykanujących go tylokrotnie
władzach, był tym mile zdziwiony.
W kolejnych latach wnioski wizowe księdza nadal traktowano podejrzliwie,
korespondując na jego temat wewnątrz MSW, jak w 1978 r., kiedy Departament I
MSW, czyli wywiad PRL, zapytany przez ministerialne biuro paszportów, odpisał,
iż nigdy nie figurował na jego stanie.
Starania autora "Ojcze Święty – powiedziałeś nam…" o możliwość przyjazdu do
Polski i faktyczne szykany władz odnotowywano w aktach paszportowych
cudzoziemca, stanowiących dziś dowód miałkości systemu komunistycznego, który
jednak w ostatecznym rozrachunku nie był w stanie przeszkodzić księdzu w
wypełnieniu misji patriotycznego wychowania młodzieży.

Orędownik Katynia
W 1988 r., blisko pół wieku od zbrodni katyńskiej, ks. prałat Zdzisław
Jastrzębiec Peszkowski po raz pierwszy stanął w Katyniu nad ciałami
pomordowanych współtowarzyszy niewoli z Kozielska.
Od powrotu na stałe do Ojczyzny w 1990 r. jako kapelan Rodzin Katyńskich i
Pomordowanych na Wschodzie prowadził intensywne działania na rzecz upamiętnienia
zbrodni katyńskiej i zintegrowania wokół tej sprawy środowisk w kraju i poza
jego granicami. Walczył o prawdę, pamięć i sprawiedliwe osądzenie zbrodni
dokonanych na Wschodzie. Podczas podróży do Rosji domagał się pełnej informacji
o zbrodni katyńskiej, rzetelnego śledztwa i sprawiedliwego osądu. Przesłanie
prawdy autora "Wspomnień jeńca z Kozielska", tkwiące w doświadczeniu
indywidualnym, świadomości historycznej i refleksji ekumenicznej, dopełniał
osobisty akt wybaczenia i wezwanie do pojednania pomiędzy ofiarami i winnymi.
Sprawie katyńskiej bez reszty poświęcił ostatnie lata długiego i duchowo
bogatego życia. Niczym testament brzmią dziś słowa jego apelu z 2005 r.: "Cóż
mam więcej powiedzieć ja, więzień Kozielska, niosąc pamięć i ból o was
wszystkich, moi zamordowani Bracia? W imię Boga – przebaczam! Jako świadek
proszę tylko o prawdę, pamięć i sprawiedliwość!".
Większość z nas, którzy spotkaliśmy księdza prałata na własnej drodze życia,
pamięta go właśnie z tych ostatnich lat. Głęboko wrył się w dusze obraz
pochylonej sylwetki charyzmatycznego kapłana niestrudzenie głoszącego przesłanie
pojednania w oparciu o prawdę.
Ksiądz Zdzisław Peszkowski zmarł w Aninie 8 października 2007 r. w wieku 89 lat,
dla wielu w opinii świętości. 16 października 2007 r. został pochowany w krypcie
Świątyni Opatrzności Bożej w warszawskim Wilanowie.

Dr Witold Wasilewski


Autor jest historykiem, pracuje w Biurze Edukacji Publicznej IPN w Warszawie.

drukuj