Znak zbawienia czy tylko wytrych?

Tak niewiele rozum ludzki potrafi powiedzieć na temat tajemnicy
Trójcy Świętej. Wiemy, że w taki sposób Bóg daje się ludziom – prawda ta została
nam objawiona przez Niego samego. Nasz umysł nie byłby w stanie do niej sam
dotrzeć. Trudność polega na tym, że wszelkie rozważanie oparte tylko na
intelekcie, pozbawione wsparcia łaski, wcześniej czy później zostanie
sprowadzone do jałowych spekulacji, buntu, niewiary, kpiny. Wiara jest trwaniem
u stóp Tajemnicy i tylko akceptacja tej prawdy niesie w sobie
wolność.

Codziennie po wielokroć dotykamy tajemnicy Trójcy Świętej. Kreślony znak
krzyża jest wyznaniem wiary w Jej istnienie. Jest kluczem, który otwiera i
zamyka dzień. Wprowadza i kończy każdą modlitwę, sytuuje człowieka precyzyjnie w
porządku stworzenia. To bolesne, że dla wielu z nas jest to znak pusty,
nacechowany bezmyślnością i rutyną – bardziej wytrych niż klucz. Wykonany w
pośpiechu, niedbale, traktowany jest nawet przez samych chrześcijan bardziej w
kategoriach magicznego zaklęcia niż jako synteza Credo. Wystarczy popatrzeć na
ludzi wchodzących do kościoła, na dzieci przystępujące do I Komunii Świętej
(powielające schematy podpatrzone wcześniej u dorosłych) – a może zwyczajnie:
stanąć przed lustrem i przyjrzeć się sobie…
Jak zatem rozumieć znak krzyża,
słowa, następujące po sobie gesty, aby nie były one falsyfikatem, ale czytelnym,
chrześcijańskim podpisem?
Oto dłoń wędruje do czoła. To symbol rozumu.
Oświecony łaską umysł każe przyjąć za prawdę Dobrą Nowinę, że oto „Bóg tak
umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał”, uwierzyć prorokom i relacjom
ewangelistów. Następnie ręka zmierza ku sercu. W rozumieniu biblijnym jest to
miejsce (ośrodek decyzyjny), gdzie dokonuje się wybór wartości. Tutaj teoria
staje się praktyką, treść zostaje wcielona w życie. Syn Boży staje się jednym z
nas – czyż można przejść obok tego obojętnie? Odpowiedzią powinny być nie tyle
słowa, deklaracje, ile całe życie, postawa moralna, zaangażowanie apostolskie.
Znaczenie ma też kierunek kreślonej linii: przypomina, że ratunek przychodzi z
góry. Człowiek sam z siebie niewiele może uczynić, nie ma innego sposobu na
zbawienie. Następnie dłoń wędruje na lewe ramię, potem na prawe. Lewa strona – w
sensie ewangelicznym – symbolizuje stan ludzkiego upadku, grzechu, śmierci (na
Sądzie Ostatecznym po lewicy Jezusa staną ci, którzy skazali się na wieczne
potępienie). Chrystus sprawia, że to się może radykalnie zmienić. Dzięki Niemu,
ofierze złożonej na Golgocie i porankowi Zmartwychwstania następuje zwrot ku
życiu. Aby tak się stało, przypomina św. Paweł, musi umrzeć „stary człowiek” i
narodzić się „nowy”. Konieczny jest chrzest. Przenosząc rękę na prawą stronę,
wyznaję wiarę, że tylko Jezus może mnie wyzwolić z mojego grzechu i śmierci. W
Nim jest zawarta pełnia prawdy o tym, kim jestem, w którą stronę powinno być
zorientowane moje życie. Dzieje się to za przyczyną Ducha Świętego, który ma moc
uświęcania, przemieniania. Jego przyzywam, Jego obecność głoszę, On mnie
uzdalnia do przyjęcia prawdy o moim życiu. Niebagatelne znaczenie ma też
kreślona w tym samym czasie linia pozioma. Symbolizuje horyzont, świat ludzkich
spraw. Wyraża przekonanie, że zbawienie dokonuje się we wspólnocie ludzkiej –
nie da się iść do domu Ojca w pojedynkę. Dla egoistów nie ma miejsca w Niebie.
Wreszcie całość potwierdza słowo „amen”, czyli „niech się tak stanie!”. Niech
prawda o tym, że Ojciec, który posłał do ludzi swojego Syna po to, by ich
uratować, mocą Ducha Świętego dokonuje we mnie tych wielkich dzieł, które Bóg
zapowiedział przez proroków!
To najprostsza wykładnia znaku krzyża. Jak
wielkie bogactwo treści w sobie zawiera? Jak ważną katechezę stanowi? Szkoda, że
tak często o tym zapominamy. Oby dzisiejsza uroczystość stała się okazją do
tego, by częściej zwracać uwagę na to, aby krzyż był rzeczywiście znakiem
zbawienia, wyznaniem wiary w żywą obecność Trójcy Świętej w życiu, a nie marnym
wytrychem, który klucz tylko udaje…

ks. Paweł Siedlanowski

drukuj