Zmarła piąta ofiara

68-letni Richard Mannington Bowes jest piątą ofiarą trwających od tygodnia
zamieszek w Wielkiej Brytanii. Jak podają brytyjskie media, mężczyzna, który
został zaatakowany przez chuliganów w poniedziałkowy wieczór, trzy dni później
zmarł w londyńskim szpitalu, nie odzyskawszy przytomności. Policja wszczęła
dochodzenie w sprawie jego zabójstwa.

Mannington Bowes został zaatakowany przez uczestników zajść w poniedziałek
wieczorem w zachodniej dzielnicy Londynu, Ealing, licznie zamieszkałej przez
Polaków. Jak twierdzą cytowani przez media świadkowie, mężczyzna został
napadnięty przez kilku chuliganów, gdy usiłował ugasić pożar w ulicznym
pojemniku na śmieci. Brutalnie pobity, z ciężkimi urazami głowy trafił w
śpiączce do szpitala, gdzie w czwartek późnym wieczorem zmarł, nie odzyskawszy
przytomności. – Istnieje wiele negatywnych postaci w tej historii, ale także
wielu bohaterów, i chcę zwrócić szczególną uwagę właśnie na jednego z nich, pana
Bowesa. Zapłacił on straszliwą cenę – podkreślił po jego śmierci burmistrz
Londynu Boris Johnson. Jak informuje telewizja BBC, policja zatrzymała już pod
zarzutem morderstwa Bowesa 22-letniego mężczyznę, którego namierzono dzięki
nagraniom z ulicznych kamer i zeznaniom świadków. Poza oskarżeniem o morderstwo
ciążą na nim także zarzuty włamań i nawoływania do zamieszek.
Bowes jest piątą ofiarą trwających w Wielkiej Brytanii rozruchów. Pierwszą
ofiarą młodocianych przestępców padł na początku tygodnia 26-letni Trevor Ellis,
którego znaleziono w samochodzie z licznymi ranami postrzałowymi. Policja w
Croydon, gdzie doszło do zdarzenia, prowadzi śledztwo w tej sprawie. We wtorek z
kolei w Birminghamie zginęło trzech muzułmanów z lokalnej grupy samoobrony –
21-letni Haroon Jahan, 30-letni Shazad Ali i 31-letni Abdul Musavir, którzy
zostali staranowani samochodem na chodniku w momencie, gdy pilnowali meczetu i
stacji benzynowej. W tej sprawie wszczęto dochodzenie o zabójstwo i aresztowano
32-letniego mężczyznę, który następnie został wypuszczony za kaucją.

Chuliganom może się upiec
W związku z trwającymi od tygodnia zajściami do tej pory aresztowanych zostało
ponad 1,5 tys. osób, z czego jedna trzecia została już skazana. Większość
nieletnich otrzymała kary robót publicznych i udziału w programach
resocjalizacyjnych. W dalszym ciągu trwa poszukiwanie uczestników zamieszek.
Zgodnie z zapowiedziami policja monitoruje w tym celu portale społecznościowe i
apeluje do świadków o informacje. Istnieje jednak prawdopodobieństwo, że pomimo
ostatnich zapewnień premiera Davida Camerona, iż wszyscy uczestnicy ulicznych
zamieszek powinni spodziewać się więzienia – nawet nieletni – wielu młodym
chuliganom mogą one ujść bezkarnie. Minister sprawiedliwości Kenneth Clarke
odrzucił bowiem sugestie Camerona, by uczestników zajść sądzić według nowych,
surowszych zasad, podkreślając, że brytyjskie sądy wydały już "wystarczająco
wiele wyroków skazujących". W związku z powyższym istnieje prawdopodobieństwo,
że kolejni chuligani będą wychodzili z sądów bez wyroków. Nocne rozruchy poza
ofiarami śmiertelnymi przyniosły już Wielkiej Brytanii około 120 mln funtów
strat.

 

Marta Ziarnik

***

Atrofia rodziny wygania na ulice

 

Z Ryanem Bourne´em, analitykiem z Centre for Policy Studies, rozmawia
Łukasz Sianożęcki

Zamieszki w Londynie rozpoczęły się po zastrzeleniu przez policję Marka
Duggana. Sądzi Pan, że mogło to wywołać aż tak gigantyczną falę przemocy?

– Rzeczywiście ta śmierć wywołała zamieszki, stanowiła ona swego rodzaju iskrę
zapalną doprowadzającą do wybuchu kolejnych niepokojów, które były potem
systematycznie kopiowane w innych miastach Wielkiej Brytanii. Oczywiście jednak
nie jest to główny powód rozruchów. Długoterminową przyczyną, na którą
powinniśmy zwrócić szczególnie uwagę, jest w pierwszym rzędzie rozpad
tradycyjnej rodziny oraz upadek systemu edukacyjnego, a także skuteczności tzw.
państwa opiekuńczego. Te połączone czynniki doprowadziły do powstania grup
młodych ludzi, którzy są niebezpiecznie odłączeni od społeczeństwa i którzy
myślą, że przemoc jest czymś całkowicie akceptowalnym. W związku z tym nie mają
także żadnego szacunku dla osób występujących w pozycji autorytetu ani dla
własności prywatnej. Trzy kluczowe sfery, w których nastąpiła katastrofa, a
które w znaczny sposób przyczyniły się do wybuchu zamieszek, to: brak
prawidłowego modelu mężczyzny zarówno w domu, jak i w szkole, porażka systemu
edukacyjnego, szczególnie w kwestii podstawowych umiejętności pisania i
czytania, a także zbyt słabe bodźce do szukania zatrudnienia ze względu na
zasiłki, a także imigrację. Te czynniki nie są jednak żadnym usprawiedliwieniem
dla bezmyślnej przemocy, jakiej doświadczyliśmy w ostatnich dniach na
brytyjskich ulicach.

Słyszymy, że gniew społeczny jest kanalizowany w stronę rządu. Najbardziej
jednak cierpią właściciele małych biznesów.

– Nie do końca zgodziłbym się z teorią, że są to wystąpienia antyrządowe.
Wiadomo, że z całą pewnością na początku istniały pewne napięcia pomiędzy
policją a społecznością Tottenhamu, nie wydaje mi się jednak, że bliźniaczo
podobne akty przemocy powtarzające się w całym kraju miały jakikolwiek podtekst
polityczny. Nie chodzi tu bowiem np. o rządowe cięcia w budżecie czy też
oszczędności fiskalne. W moim przekonaniu, jest to manifestacja "kultury
przemocy", stale podsycanej przez fatalny system edukacyjny oraz rozpad życia
rodzinnego. Tak więc ofiarą tej przemocy padają osoby zupełnie przypadkowe. Tak
samo przypadkowo pada decyzja, kogo okraść, a czyją własność zniszczyć. Niestety
bardzo często są to właściciele małych, prywatnych biznesów. Oczywiście uczyni
to odbudowę ekonomiczną kraju jeszcze trudniejszą. Należy bowiem pamiętać, że
drobni przedsiębiorcy w bardzo dużym stopniu stymulują wzrost gospodarczy.
Zaatakowani w ten sposób sklepikarze oraz inni przedsiębiorcy stracą w jeszcze
większym stopniu i tak już nadszarpnięte zaufanie konsumentów.

Czy dotychczasowa reakcja gabinetu premiera Davida Camerona była odpowiednia?
– Premier Cameron, w mojej opinii, wykazał się sporą powolnością, jeśli chodzi o
jego powrót z wakacji oraz uzmysłowienie sobie, z jak poważną sytuacją ma do
czynienia. Jednakże jego przemówienia zabrzmiały już właściwie, wyrażały pełne
poparcie dla policji oraz sprzeciw wobec aktów przemocy i kradzieży. Wierzę, że
dobrą decyzją było powstrzymanie się od wyprowadzenia armii na ulice, gdyż
sądzę, że to tylko i wyłącznie podsyciłoby zamieszki. Moim zdaniem, jednak jest
sposób na naprawienie sytuacji. Konserwatyści mają ku temu narzędzia i powinni
po nie sięgnąć. Kiedy tylko zamieszki ucichną, David Cameron powinien wprowadzić
niezwłocznie reformy edukacji oraz systemu opieki społecznej, które pomogą
zapobiec tego typu wydarzeniom w przyszłości. W pierwszym rzędzie musi jednak
zrobić najwięcej, aby wspierać rodziny (mam tu na myśli tradycyjne małżeństwa)
poprzez system podatkowy, a jednocześnie odwrócić wszystkie zapisy prawne, które
przyznają różnorodne korzyści i zasiłki tzw. wolnym związkom.

Dziękuję za rozmowę.

 

drukuj