„Złoty kompas” kieruje na bezdroża ateizmu

Na początku grudnia br. na ekrany amerykańskich i polskich kin wszedł najnowszy film New Line Cinema (amerykańskiej wytwórni filmowej) pt. „Złoty kompas” (The Golden Compass), w reżyserii Chrisa Weitza. Film jest ekranizacją pierwszej części trylogii brytyjskiego pisarza Philipa Pullmana „Mroczne materie”. W obsadzie aktorskiej znalazły się takie sławne postacie światowego kina, jak Nicole Kidman, Eva Gealle Green czy Daniel Craig. W Stanach Zjednoczonych chrześcijańskie media od wielu tygodni biją na alarm i prowadzą, rzadko spotykaną w rozmiarach, zmasowaną kampanię ostrzegawczą, demaskującą druzgocące i przerażające, antychrześcijańskie przesłanie książek Pullmana.

Philip Pullman, autor ekranizowanej serii, jest zagorzałym ateistą, otwartym wrogiem chrześcijaństwa i każdej zorganizowanej religii, a szczególnie wiary katolickiej (por. Laura Miller, „Far From Narnia: Philip Pullman’s Secular Fantasy for Children”, „New Yorker”, December 26, 2005). Mimo to został on ogłoszony jednym z najwybitniejszych powieściopisarzy Wielkiej Brytanii. Jego trylogia jest tam obecnie bardziej popularna niż seria o Harrym Potterze, a w Stanach Zjednoczonych znajduje się na najwyższych miejscach list przebojów książkowych dla dzieci. To, co czyni jego osobę i dorobek wyjątkowo szczególnymi, to fakt, że jest on twórcą, który właśnie dzieci uczynił głównymi odbiorcami swojego przesłania.

W Stanach Zjednoczonych, gdzie na potężną promocję filmu „Złoty kompas” wydano dziesiątki milionów dolarów, chrześcijańskie media od wielu tygodni biją na alarm i prowadzą, rzadko spotykaną w rozmiarach, zmasowaną kampanię ostrzegawczą, demaskującą druzgocące i przerażające przesłanie książek Pullmana. Globalna katolicka telewizja i radio EWTN (Eternal World Telewision Network) codziennie w swoich audycjach i programach demaskują prawdziwe oblicze powieści Pullmana. Katolicka Liga Obrony Praw Religijnych i Cywilnych (Catholic Leguage for Religious and Civil Rights) wydała minipodręcznik pt. „Złoty kompas – Plan zdemaskowany” („The Golden Compass – Agenda Unmasked”), bezlitośnie odkrywający zatrważające idee promowane przez brytyjskiego ateistę.

Nic dziwnego! Oto na naszych oczach, przy użyciu potężnego instrumentu familijnej popkultury, jakim jest część nowoczesnej kinematografii, odbywa się kampania wymierzona w najbardziej bezbronne pokolenie odbiorców – dzieci i nastoletnią młodzież. Kampania ta ma na celu podstępne podminowanie moralnego gruntu i – czego nie kryje sam autor ekranizowanej powieści – promowanie ateizmu już „od skorupki”. Wszystko przybrane jest w kolory świata atrakcyjnego dla młodego czytelnika i widza – tajemne zaklęcia, mówiące ludzkim głosem zwierzęta, magiczne postacie, fantastyczny świat czarów i wyobraźni. Wręcz dech zapiera!

Sam film został sprytnie ocenzurowany z treści antykatolickich (co wzbudziło znamienne sprzeciwy i rozczarowanie kręgów przedstawicieli ateizmu). Ze scenariusza usunięto elementy najciężej obrażające symbole, tradycję i dogmaty chrześcijańskie, a wszystko po to, by ukryć prawdziwe oblicze antyreligijnej trylogii Philipa Pullmana. W ten sposób film „Złoty kompas” ma bezboleśnie, nie raniąc niczyich przekonań, zwabić do kin niczego nieświadomych rodziców i ich pociechy. Niepostrzeżenie wprowadza widza w świat „mrocznych materii”, zachęcając poprzez swą niezwykle atrakcyjną, filmową formę do sięgnięcia po książkę, zwłaszcza teraz w okresie przedświątecznym, w którym może się ona stać prezentem pod choinkę dla najmłodszych. Twórcy filmu chcą w ten sposób w pełni wykorzystać laicko-komercyjny wymiar gwiazdki, wypuszczając również w tym okresie na rynek serię filmowych gadżetów, zabawek, kostiumów, gier komputerowych. I tu wchodzimy w prawdziwe piekło kłamstw, herezji i czystej, ateistycznej nienawiści wobec Boga.


Prawdziwe oblicze trylogii


Już sam tytuł „Mroczne materie” w eufemistyczny sposób określa spreparowany przez Philipa Pullmana świat. Pierwsza część trylogii nosi tytuł „Zorza polarna” i jest najbardziej stonowana w porównaniu z dwiema pozostałymi częściami, pod względem stopnia nienawiści do Kościoła i religii. W kulinarnym świecie to tak zwany appetizer, przedsmak przed daniem głównym. Druga część trylogii, zatytułowana „Magiczny miecz”, jest już znacznie bardziej szczera i krzykliwa w swych antychrześcijańskich intencjach, a całą serię kończy danie główne – „Bursztynowa luneta” – będąca bezpardonowym i otwartym forum dla ateizmu oraz otwartej nienawiści wobec Stwórcy.

Nie mam żadnych wątpliwości, iż katolicy, stanowiący w Polsce znakomitą większość, gdy poznają prawdziwe oblicze treści trylogii „Mroczne materie”, bez najmniejszych skrupułów zwyczajnie zbojkotują ekranizację jej pierwszej części.

Lektura pozbawia wszelkich złudzeń. Trylogia tematyką balansuje na granicy fiction i fantasy. „Zorza polarna” (za oceanem wydana pod innym tytułem, jako „Złoty kompas”), opowiada o perypetiach 12-letniej dziewczynki o imieniu Lyra Balacqua. Oto nowa Ewa, która ma dać inny początek całemu wszechświatu. Bohaterka wychowana w zamkniętym środowisku akademickim, znajdującym się w Oksfordzie, i jej dajmon (skojarzenie z demonem zupełnie nieprzypadkowe) dowiadują się o istnieniu Pyłu, dziwnej nowo odkrytej cząstce elementarnej, uznawanej przez Magisterium za dowód na grzech pierworodny. Pył to materia przyciągana przez inteligentne formy życia, choć badania nad nim wykazują, iż słabiej oddziałuje, w reakcji z małymi dziećmi, jak sądzi Kościół, z powodu ich niewinności. W celu przeprowadzenia potwornych badań Kościół porywa najmłodszych ze wszystkich stron świata, a cała sprawa zachowywana jest w wielkiej tajemnicy przez kościelnych dostojników. Między innymi zostaje porwany najlepszy przyjaciel dziewczynki Roger Parslow. Lyra i jej dajmon wyruszają w podróż prowadzącą pomiędzy równoległymi światami w celu uratowania chłopca oraz pozostałych dzieci, nieświadomi, iż wplątani zostają w epicką wojnę między niebem a ziemią. Tak oto zaczynająca się fantastyczna opowieść wciąga nastoletniego czytelnika w trzytomową, mroczną manipulację, przybierając w swej ostatniej części formę najgorszej ateistycznej i antykościelnej indoktrynacji.

W książce Philip Pullman nie kryje swoich poglądów. Odnosząc się do terminologii teologicznej, opiera dzieje powieści na losach bohaterów będących symbolami wiary katolickiej. Podążając za główną bohaterką, wchodzimy w świat grzesznych, pijanych księży-zabójców, w którym Kościół ma największy wpływ na życie ludzi i nazwany jest Magisterium. Posiada kardynałów, biskupów, księży, siostry zakonne i tworzy wielką instytucję, o obsesyjnej żądzy władzy. Kościół zawłaszcza sobie absolutną kontrolę nad masą i w imię Autorytetu (Boga) błogosławi i przewodzi złu!

W swej obsesyjnej nienawiści do wiary, wplecionej w fantastyczną powieść dla młodych, Pullman stąpa bardzo otwarcie i odważnie. Przedstawiciele Kościoła kłamią, konfiskują dobra, pogrążają się w wewnętrznych kłótniach, porywają, uśmiercają, torturują i okaleczają dzieci! Odbierają im dusze, na których potem eksperymentują. Nawet posyłają księdza w celu zamordowania jednej z „pozytywnych” bohaterek, Mary Malone, byłej siostry zakonnej, obecnej fizyczki, która dla cielesnych uciech świata porzuciła śluby zakonne. Całe zło Kościół czyni w imię Autorytetu. Kogo Pullman nazywa Autorytetem? Oto Bóg – „pierwszy anioł, najpotężniejszego, powstały z Pyłu, nazywającego samego siebie stwórcą, ale to kłamstwo mające na celu powiększanie jego potęgi”. Seria Pullmana jest wręcz przesączona tego typu herezją.

Jeśli dwie pierwsze partie trylogii mogą pozostawiać pewną dozę wątpliwości, czy autorowi faktycznie chodzi o biblijnego, chrześcijańskiego Boga, to ostatnia, najbardziej ponura i najbardziej antychrześcijańska część „Bursztynowa luneta” (danie główne) rozwiewa wszelkie wątpliwości: Autorytet, „Bóg, Stwórca, Pan, Jahwe, Król, Ojciec, Wszechmogący – oto imiona, jakie sobie sam nadał”.

Właśnie trzecia część trylogii zawiera scenę kulminacyjną serii Pullmana – Autorytet, Bóg, przedstawiony jako mały, słaby, zmęczony, naiwny starzec, który ginie z rąk głównej bohaterki. Boga nie ma…

Pozytywnymi bohaterami „Mrocznych materii” są ci, którzy w wielkiej, ostatecznej wojnie dobra ze złem stają po stronie prawdy, wolności i mądrości, powstając przeciw Bogu i Kościołowi. Ich głównym celem jest unicestwienie Autorytetu i ustanowienie nowego porządku dziejów. Bohaterami, z którymi ma sympatyzować młody czytelnik, są: zakonnica sprzeniewierzająca się swoim ślubom, dziewczynka-kłamczucha, zbuntowane anioły, a wszystkim kieruje Lord Asriel, przywódca „dobrych” – śmiertelny przeciwnik Kościoła i Autorytetu – Boga. Mających jakiekolwiek wątpliwości w rozszyfrowaniu skojarzenia odsyłam do Pisma Świętego. Tam odwieczny wróg Boga pozbawiony jest literackiego pseudonimu z trylogii Philipa Pullmana.

Wyliczaniu oczywistych, niczym nieprzybranych dowodów nienawiści do chrześcijaństwa zawartych w „Mrocznych materiach” można by poświęcić pełne, osobne wydanie. Oto zaledwie kilka fragmentów wybranych z całej trylogii, niepozostawiających złudzeń i ukazujących powagę zagrożenia.

Lord Asriel, wróg Boga, szatan: „Wiesz, co znaczy słowo ‚kastracja’? Jest to proces usuwania organów seksualnych u chłopca, tak aby ten już nigdy nie był zdolny wykształcić w sobie atrybutów męskości. Kastrat bowiem przez cale życie zachowuje swą wysoką barwę głosu – dlatego Kościół na to pozwala. Jest to bowiem wielką wartością dla kościelnej muzyki” (por. „The Golden Compass”, w Polsce „Zorza polarna”).

Lord Asriel wyjawia swoje plany: „Będzie to oznaczać koniec Kościoła, Marisy, koniec Magisterium oraz kres tych wszystkich wieków ciemności” (por. „Magiczny miecz”).

Serafina Pekkala, czarownica, przyjaciółka i pomocnica głównej bohaterki Lyry: „Mówią, iż Magisterium gromadzi najpotężniejszą armię wszechczasów… i chodzą straszne wieści na temat niektórych jej wojowników… Słyszałam… o odcinaniu głów dziecięcym dajmonom, najokrutniejszej rzeczy, o której kiedykolwiek słyszałam” (por. Ibidem).

Ojciec Willa, przyjaciela Lyry, poucza syna: „Nadchodzi wojna chłopcze. Największa wojna wszechczasów. Coś podobnego już miało miejsce, ale tym razem musi zwyciężyć właściwa strona. Przez tysiąclecia ludzkiej historii nie mieliśmy nic prócz kłamstw, propagandy, okrucieństwa i oszustw. Nadszedł czas byśmy zaczęli od nowa, tym razem właściwie” (por. Ibidem).

Wiedźma pomagająca dziewczynce w uśmierceniu Boga: „Pozwól mi wytłumaczyć, co się dzieje i przeciwko komu musimy walczyć. Jako że wojna nadchodzi. Nie wiem, kto przyłączy się do naszych szeregów, ale wiem, przeciw komu musimy walczyć. To Magisterium, Kościół. Przez całą swoją historię… próbował uciszyć i kontrolować każdy naturalny odruch, natchnienie. A kiedy nie może ich kontrolować – odcina je… Przemierzyłam kraje południa. Są tam kościoły, wierzcie mi, gdzie ćwiartuje się także dzieci… Nie w ten sam sposób, ale równie okrutnie. Odcina się dzieciom ich organy seksualne, tak, zarówno chłopcom, jak i dziewczynkom (…). To czyni Kościół, i każdy Kościół jest taki sam: kontroluje, niszczy, wymazuje wszystkie dobre uczucia. Zatem kiedy nadejdzie wojna, a Kościół będzie jedną ze stron, my musimy stanąć po przeciwnej” (por. Ibidem).

Mary, Malone, była zakonnica, kolejna pomocnica Lyry: „Byłam kiedyś zakonnicą. Wierzyłam, że fizyka może służyć Bogu, do czasu, kiedy zauważyłam, że żadnego Boga nie ma, a fizyka i tak była dużo bardziej interesująca. Religia chrześcijańska jest potężnym, przekonującym błędem, to wszystko” (Philip Pullman, The Amber Spyglass, s. 393).

Serafina, królowa wiedźm, pomocnica i przyjaciółka Lyry: „Spotkałam anioła: anioła kobietę… I powiedziała mi o wielu sprawach. Powiedziała, iż cała ludzka historia była bitwą pomiędzy mądrością a głupotą. Ona i inne zbuntowane anioły, jako wyznawcy mądrości, zawsze próbowały otwierać ludzkie umysły; Autorytet i jego kościoły zawsze próbowały te umysły zamykać” (por. Ibidem).

Mary Malone o tym, jak postrzegała dobro za czasów bycia zakonnicą: „Wiedziałam tylko, jak i co powinnam była myśleć: wszystko cokolwiek głosił Kościół. Zatem nigdy nie musiałam o tym myśleć sama” (por. Ibidem).

Tymczasem Philip Pullman święci kolejne sukcesy i kolekcjonuje nagrody. W rodzinnej Wielkiej Brytanii więcej książek sprzedała tylko J.R. Rowling, autorka serii przygód Harry’ego Pottera. W 2001 roku Philip Pullman, jako pierwszy w historii autor książek dla dzieci, zdobył jedną z najbardziej prestiżowych angielskich nagród literackich – Whitbread Awards. Nagroda dla „najlepszej powieści roku” została przyznana za „Bursztynową lunetę”. Pytanie, dlaczego w dzisiejszym świecie ten zaciekły ateista znajduje tak znakomite uznanie w szeregach liberalno-lewicowego kulturalnego establishmentu, pozostaje pytaniem retorycznym.

W styczniu 2002 roku na łamach brytyjskiego „The Mail” Peter Hitchens opublikował artykuł pt. „This Is the Most Dangerous Author in Britain” („Oto najniebezpieczniejszy autor w Wielkiej Brytanii”), w którym pisze o Pullmanie, iż „gdyby ateiści się modlili – to modliliby się właśnie o takiego pisarza” („The Mail”, 27.01.2002, s. 63).


Prawdziwe oblicze Philipa Pullmana


Na konferencji w Oxfordzie, w kwietniu 2000 roku, Philip Pullman mówił o sobie: „jestem z gawiedzi diabła, jak Milton [John Milton, autor poematu epickiego „Raj utracony”, przyp. T. W.]. I uważam, iż nadszedł czas, byśmy zaczęli mówić o republice zamiast Królestwie Niebieskim. Król nie żyje. Ja wierzę, że król nie żyje. Jestem ateistą. Ostatecznie jednak potrzebujemy Niebios, potrzebujemy tego wszystkiego, czego Niebo jest symbolem, potrzebujemy radości, poczucia znaczenia i powodu naszego życia, potrzebujemy łączności ze wszechświatem, potrzebujemy wszystkich rzeczy, których Królestwo Niebieskie nie potrafiło nam dać…” (por. www.home.wlv.ac.uk). Wyznał również: „Całym sobą jestem za śmiercią Boga” (por. Philip Pullman, www.books.guardian.co.uk); „Moje książki traktują o śmierci Boga” (Tony Watkins, „Dark Matter”, s. 21, 152).

Agenda Pullmana jest jednoznaczna i klarowna. Nawet sam pisarz nie chce, byśmy błądzili w domysłach, bezpardonowo przyznając się do tego, że jego celem jest promocja ateizmu oraz spulchnienie świeżego gruntu moralności i wiary młodego pokolenia.

„Nie potrzebujemy list tego, co dobre, i tego, co złe; tablic, co czynić wolno, a czego nie: potrzebujemy książek, czasu i ciszy. ‚Nie będziesz miał…’ zostanie wkrótce zapomniane, a ‚dawno, dawno temu…’ jest tym, co przetrwa na zawsze” (por. British Humanist Association, www.humanism.org.uk). Ot i cała prawda o Pullmanie.


Prawdziwe oblicze współczesnego ateizmu


Żyjemy w czasach, w których radykalni wrogowie religii czują się kompletnie bezkarni w otwartym głoszeniu swojej nienawiści. Nie trudzą się już nawet w przybieraniu masek, głośno werbalizując herezje. Istnieje różnica pomiędzy postawą nieakceptacji czy dezaprobaty dla chrześcijańskich prawd wiary a aktywną działalnością przeciwko tym prawdom.

Oto kolejna odsłona nowoczesnego ateizmu, polegająca na ośmieszaniu i dogmatycznym kwestionowaniu podstaw religii, szczególnie katolickiej. A wszystko to w imię tolerancji i wolności, a więc swobody wyboru już od lat najmłodszych. Właśnie to wyróżnia Pullmana spośród innych głosicieli ateizmu – jego determinacja, by „nawrócenie” zaczynać i wpajać już od najmłodszych lat. Poprzez bardzo atrakcyjną, filmową wersję książki „Złoty kompas” twórcy filmu chcą zachęcić do kupna i lektury trylogii brytyjskiego pisarza. A właśnie w książkach Pullmana tkwi największe niebezpieczeństwo.

Sam film dla nieświadomego widza jest niczym innym niż kolejną, fantastyczną historią o walce dobra ze złem. Jak już wcześniej wspomniałem, najcięższe, ateistyczne treści zostały z filmu usunięte. Jakkolwiek nie do końca. W filmie „Złoty kompas” uosobieniem sił złej mocy jest podobnie jak w książce Magisterium. W Kościele katolickim Magisterium to Urząd Nauczycielski Kościoła. Akcja promocyjna filmu „Złoty kompas” naturalnie nawet słowem nie wspomina o antychrześcijanskiej i ateistycznej genezie dzieła. Ale wyobraźmy sobie hipotetyczną grupę producencką, podejmującą ekranizację „Protokołów Mędrców Syjonu” (dokument opisujący rzekome plany osiągnięcia przez Żydów globalnej dominacji). Przyjmijmy, że w treści filmu nie zamieszczono najbardziej oczywistych konotacji i wrogich odniesień do judaizmu, ale tu i ówdzie tych „złych” nazywa się rabinami, prorokami, a całemu okrucieństwu przewodzi… Mesjasz. Dzieło zostaje wypromowane z etykietą filmu „dla całej rodziny”. Czy świat miałby jakiekolwiek wątpliwości w odczytaniu oczywistego przesłania i interpretacji prawdziwych treści tego typu obrazu? Nie miejmy zatem żadnych złudzeń i my – katolicy, w stosunku do „Złotego kompasu”. Trylogia Pullmana to podstępne kłamstwo i manipulacja wymierzona w przedstawicieli najmłodszej grupy kinowych odbiorców. To pozbawiony jakiejkolwiek maski i skrupułów atak skierowany przeciw katolikom, ich dzieciom i ich wierze. Atak nader tchórzowski, gdyż wymierzony w tych najsłabszych i niewinnych, którzy nie mogą się obronić sami. Tylko przez bojkot filmu „Złoty kompas” i książek Philipa Pullmana oraz wszelkich gadżetów z nimi związanych możemy uchronić nasze najmłodsze pokolenie przed mrocznym wpływem zawartego w nich ateizmu, a tym samym zapobiec powstaniu ekranizacji kolejnych części trylogii. Nie wspierajmy tych, którzy chcą świata bez Boga, promotorów świata, w którym to człowiek sam definiuje moralność, wyznaczając, co jest dobre, a co złe, świata pokładającego jedyną nadzieję w sile człowieka i jego nauce.

Z pomocą przybywa Papież Benedykt XVI, nie pozostawiając żadnych wątpliwości co do obłędu i konsekwencji takiego pojmowania prawdy. W swojej encyklice „Spe salvi” pisze: „(…) gdzie wyklucza się Boga, natychmiast pojawiają się owe ‚bandy zbójców’ w rozmaitych ostrych lub złagodzonych formach (…). Świat bez tej wielkiej nadziei, pokładanej w Bogu, jest wiecznym błędem (…). Świat bez Boga jest światem ostatecznie bez żadnej nadziei (…). Prawdziwą wielką nadzieją człowieka, która przetrwa wszelkie zawody, może być tylko Bóg – Bóg, który nas umiłował i nadal nas miłuje”.

W jednej sprawie wszak muszę się z Pullmanem zgodzić. Odwieczna walka Nieba z piekłem, dobra ze złem, mądrości z głupotą trwa i jak najbardziej jesteśmy jej uczestnikami. Jednakże zarówno film „Złoty kompas”, jak i cała seria „Mroczne materie”, stając po złej stronie barykady, wpisują się w z góry przegraną batalię. Nie bądźmy obojętni na niebezpieczeństwo tych dzieł i nie lekceważmy zagrożenia. Szczególnie w okresie Świąt Narodzin Bożego Dzieciątka nie pozwólmy, aby owoce działania wrogów Jego narodzin w jakikolwiek sposób czy w jakiejkolwiek formie znalazły się w naszych domach. Chrońmy naszych najmłodszych! „Strzeżonego Pan Bóg strzeże!”


Tomasz Wolny

Autor jest doktorantem Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu. Obecnie przebywa w USA i aktywnie współpracuje z kalifornijskim radiem Immaculate Heart Radio, będącym częścią globalnej sieci mediów katolickich – EWTN.

drukuj