Ziobro mnie nie zaskoczył

Z Ryszardem Czarneckim, posłem PiS do Parlamentu Europejskiego, rozmawia
Maciej Walaszczyk

Był Pan zaskoczony wywiadami, których udzielił Zbigniew Ziobro?
– Może mniej zaskoczony, ale bardzo nimi zmartwiony.

Ale dlaczego niezaskoczony?
– To wisiało w powietrzu od ubiegłego tygodnia. Krytyczne wypowiedzi Tadeusza
Cymańskiego odbierałem jako element szerszej akcji politycznej. Świat jest mały
i gdy usłyszałem, że Zbigniew Ziobro dzwoni do dziennikarzy i umawia z nimi na
wywiady, które koniecznie muszą się ukazać przed wyborami do Klubu
Parlamentarnego PiS, zrozumiałem, że coś się święci. Dlatego nie byłem
zaskoczony, ale zasmucony.

Dlaczego zasmucony?
– Zbigniew Ziobro zademonstrował na zewnątrz brak jedności, która dla naszej
partii jest sprawą absolutnie fundamentalną. Wiemy, że wyborcy prawicy nauczeni
bardzo bolesnymi doświadczeniami z lat 90., kiedy prawica była podzielona,
rozdrobniona, zwaśniona i skłócona, kiedy każdy chciał być szefem partii i
kapitanem małego statku, zamiast pierwszym oficerem, żądali od polityków
jedności.

Ale Zbigniew Ziobro jest przecież wiceprezesem partii. Mówi to samo, co Pan:
najważniejsza jest jedność, nie podważa pozycji prezesa, jedynie domaga się
zmian, które, w jego ocenie, są konieczne do tego, by wygrać kolejne wybory.
Podkreśla, że należy po przegranych wyborach na ten temat dyskutować. Co w tym
złego?

– To, że wybory przegraliśmy – nie ma co do tego dyskusji. Nikt z PiS nie
twierdzi, że jest inaczej. Trwa analiza tej porażki, ale musi ona zostać
przeprowadzona wewnątrz partii i nie powinniśmy biegać z tym do mediów, by
podsuwać im temat problemów trapiących PiS. Proszę zwrócić uwagę, że od tygodnia
trwa medialny festiwal z moją formacją w roli głównej. Najpierw Tadeusz
Cymański, teraz Zbigniew Ziobro koncentrują uwagę środków masowego przekazu na
PiS, a w tym samym czasie mediom umyka to, co jest istotne.

Na przykład co?
– Choćby temat zażartej walki wewnętrznej w Platformie Obywatelskiej, egzekucji
Schetyny czy walki o władzę w SLD. Skierowanie światła jupiterów na PiS jest dla
PO i Palikota dodaniem im amunicji. A oni w nas strzelali i strzelać będą. To po
prostu poważny błąd polityczny.

Czytałem na portalu "Gazety Wyborczej" m.in. Pańską wypowiedź, w której nie
tylko krytykował Pan Ziobrę, ale także mówił, że on sam "wyrzuca się z PiS". A
więc Pan też prowadzi dyskusję za pośrednictwem mediów, i to w dodatku PiS
wrogich.

– Do tej pory milczeliśmy i nikt z nas nie komentował publicznie tego rodzaju
wypowiedzi np. Tadeusza Cymańskiego. Dopiero po paru dniach Zbigniew Ziobro
wrzucił do mediów temat wewnętrznych problemów PiS. W moim przekonaniu, to
"gorsze niż zbrodnia, to błąd". Oglądam teraz telewizję i nie komentują tam
opinii Ryszarda Czarneckiego, ale wałkują temat "walki o władzę w PiS",
"ziobrystów" itp.

Mówi Pan, że Ziobro postawił się poza partią, ale on tylko analizował
sytuację, poddawał pomysły i przede wszystkim nie deklarował ani odchodzenia,
ani rozłamu. Przeciwnie – podkreślał przywództwo prezesa i potrzebę korekty
wewnętrznego działania.

– Przepraszam, ale nie mniej ważne od tego, co polityk mówi, jest to, co robi.
Pewnie nawet jest to ważniejsze. A to, co robi Zbigniew Ziobro, burzy jedność
polskiej prawicy. Mówienie nawet o potencjalnej budowie nowej formacji jest
spełnieniem marzeń liberałów i lewicy o prawicy podzielonej i skłóconej. Dla
mnie to takie déjá vu z lat 90., gdy prawica była podzielona.

Co Pan pomyślał, gdy okazało się, że PO zdystansowała PiS 10 procentami? Co
PiS powinno zrobić w najbliższym czasie, by to odmienić?

– Z całą pewnością powinniśmy wskazać i naprawić błędy, ale tylko na własnym
forum. Natomiast nie powinniśmy się zajmować roztrząsaniem tego, czy w PiS jest
autokracja i dyktatura. Należy pokazać merytoryczną twarz partii, mówić o tym,
że w czasie, gdy PO walczy z PiS, PiS walczy z kryzysem. Stąd idea
zorganizowania konwencji gospodarczej. Powinniśmy pokazywać, że mamy w różnych
obszarach alternatywne pomysły, punktować, co robią źle lub czego nie robią rząd
i koalicja. Powinniśmy być w końcu twardą i merytoryczną opozycją, publicznie
wymuszać na koalicji, by nasze projekty nie były wyrzucane do kosza. Przypomnę,
że na 137 projektów ustaw, które PiS zgłosiło w Sejmie poprzedniej kadencji, aż
80 projektów zostało przetrzymanych w sejmowej "zamrażarce" marszałków Sejmu
Komorowskiego i Schetyny. Skupmy się nie na działaniach wewnętrznych, ale na
zewnętrznych.

Mówi Pan o koalicji rządowej. Minęły ponad 2 tygodnie od wyborów, a jej nie
ma. A może jest?

– Działa ciągle stara koalicja PO – PSL. I to ona będzie rządziła. Mamy jedynie
do czynienia z przeciąganiem liny między oboma ugrupowaniami. Tusk spotkał się z
Millerem, by wymusić na prezesie Pawlaku większe ustępstwa. PSL dostanie mniej
ważnych resortów lub tyle samo tek ministerialnych, ale mniej znaczących.

Wywodzi się Pan z Wrocławia i pewnie dobrze zna Pan Grzegorza Schetynę.
Dlatego łatwo jest Panu ocenić, na jakim etapie jest obecnie polityczne
"mordowanie" Schetyny przez Tuska?

– Grzegorza Schetynę znam od 1981 roku i wiem, że trudno go zatopić. Przykładem
niech będzie sytuacja, jaka zrodziła się po ujawnieniu afery hazardowej, kiedy
ówczesny szef Klubu Parlamentarnego PO Zbigniew Chlebowski i minister sportu
Mirosław Drzewiecki, który był równocześnie skarbnikiem partii, zostali
politycznie zatopieni. Tymczasem Schetyna nie utonął, ale z funkcji szefa MSWiA
został wyniesiony do rangi marszałka Sejmu. Dzisiaj zaliczył od Tuska nokdaun,
ale nie nokaut. Schetyna się pewnie za parę lat podniesie, a teraz przetrwa,
zaciśnie zęby, zniesie upokorzenia i stanie do walki po schedę po Tusku. Bo jak
mówi się w kuluarach – ten ma w planach objęcie funkcji szefa Komisji
Europejskiej w 2014 roku i rezygnację ze stanowiska premiera polskiego rządu. To
zresztą tłumaczy jego politykę przymilania się do Berlina i Paryża, by udowodnić
tam, że Donald Tusk będzie niesprawiającym kłopotów przewodniczącym KE.
Najgorsze jest jednak to, że dla realizacji tego planu Tusk wprzęgł politykę
naszego państwa, która jest korzystna dla niego osobiście, ale bardzo zła dla
Polski. Przez to rząd nie walczy o nasze interesy ekonomiczne i polityczne.

Wracając do głównego wątku naszej rozmowy, Zbigniew Ziobro zaliczy teraz od
prezesa Kaczyńskiego "tylko" nokaut czy będzie leżał na deskach?

– Teraz Zbigniew Ziobro powinien przypomnieć sobie starorzymską zasadę
"milczenie jest złotem" i nie próbować uzdrawiać PiS za pośrednictwem mediów.
Chyba że zdecydował się już na tworzenie własnej partii. Ale wcześniej powinien
sobie uświadomić, że byłaby to zbrodnia wobec wyborców PiS, którzy trzykrotnie
wybierali go w wyborach parlamentarnych, a raz do europarlametnu. Oni oczekują
jedności, a nie pączkowania nowych inicjatyw politycznych tak jak w latach 90.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj