Ziemia jest naszym domem
Z dr. Leszkiem Kożuchowskim, wykładowcą WSKSiM, specjalistą w zakresie edukacji ekologicznej i szkolnictwa wyższego, rozmawia ojciec Grzegorz Ruszaj CSsR
W audycji „Porady ekologa”, którą od 15 lat prowadzi Pan na antenie Radia Maryja, spotykamy się z różnorodnością tematów. Raz jest to np. poetycki zachwyt wiosną, innym razem zagrożenia ze strony GMO. Czym kieruje się Pan w doborze tematów?
– Tematy podsuwają mi aktualne problemy związane z ochroną przyrody. Obserwuję stan środowiska, przyglądam się lasom, jeziorom, rzekom i polom. Zauważam tam wiele spraw, którymi chcę zainteresować słuchaczy. Zresztą – co w tym dziwnego, że jest tu miejsce także na liryzm? Świat stworzony przez Boga to przecież świat piękny, budzący zachwyt. Na estetyczny i kontemplacyjno-religijny wymiar rzeczywistości kierują nam uwagę właśnie poeci i artyści. Z drugiej strony, jest to świat, który człowiek przekształca – uprawia ziemię, hoduje rośliny i zwierzęta, eksploatuje zasoby środowiska, zmienia krajobraz oraz głęboko ingeruje w wiele procesów przyrody, a tym samym w równowagę zjawisk przyrodniczych, fizycznych i chemicznych. Niestety, coraz częściej lekceważy on długofalowe, negatywne skutki tych działań, które trudno przewidzieć, ponieważ nie dysponujemy jeszcze dostatecznymi badaniami. Uważam, że trzeba o tym ludziom mówić i zachęcać do zaangażowania i odpowiedzialności.
Obserwując wydarzenia na świecie, można odnieść wrażenie, że ekologia ciągle przegrywa z rozwiniętą gospodarką…
– Jeśli to byłaby prawda, to znaczy, że przegrywamy wszyscy. Warto przyjrzeć się uważnie kilku wskaźnikom. W latach 1950-1975 produkcja przemysłowa wzrosła dwunastokrotnie, a wzrost gospodarczy mierzony wskaźnikiem PKB był sześciokrotny. Tymczasem w latach 1970-1995 świat stracił 30 proc. zasobów naturalnych. Ocenia się, że przekroczona została globalna zdolność regeneracyjna Ziemi. Mathis Wackernagel, dyrektor Global Footprint Network, ustalił, że wykorzystujemy o 23 proc. więcej zasobów, niż przyroda może wytworzyć w ciągu roku. Żyjemy więc z kapitału, a nie z odsetek! W ciągu minionych 50 lat nastąpiły nieodwracalne zmiany w bogatych i zróżnicowanych ekosystemach. Zmniejsza się liczba gatunków flory i fauny, brakuje czystego powietrza, wody, gleby ulegają degradacji, a żywność skażeniu. Tak więc w krajach rozwiniętych wzrósł poziom życia, ale stało się to kosztem utraty bioróżnorodności. Nadmierna konsumpcja zakłóca naturalne procesy w przyrodzie oraz – wbrew pozorom – obniża nam jakość życia! Pokazują to takie zjawiska społeczne jak plaga otyłości, która dotyka już dzieci w wieku szkolnym, życie na kredyt i rosnące zadłużenie gospodarstw domowych, powszechne narzekanie na brak czasu. Sytuacja ta nakazuje nam poważnie zastanowić się nad kosztami rozwoju gospodarczego, ponieważ – jak powiedziałem – może się okazać, że z beneficjentów postępu cywilizacji i rozwoju ludzie staną się jego zakładnikami.
Skąd się wzięło takie podejście do środowiska naturalnego?
– Od czasów F. Bacona (1561-1626) nauka za sprawą techniki realizuje program opanowywania i wykorzystywania przyrody do realizacji celów praktycznych. Podobnie rzecz ujmował Karol Marks (1818-1883), który widział w nauce środek do ujarzmienia sił przyrody i panowania nad nimi. Modernizm rozbił jedność człowieka i przyrody. Rozwój techniki i przerosty cywilizacyjne spowodowały, że ludzie odcięli się od natury, nastąpił exodus mieszkańców wsi do wielkich aglomeracji. Tymczasem emancypacja i podporządkowanie natury nie służy człowiekowi. Okazało się, że kontakt z przyrodą to lek na dolegliwości związane z cywilizacją przemysłowo-techniczną i konsumpcyjną. Tylko w naturalnym środowisku mamy szansę żyć w zdrowiu i osiągać pełnię rozwoju.
Jak Pan ocenia świadomość ekologiczną Polaków?
– Nisko. Dokonany przeze mnie przegląd wyników badań nad świadomością ekologiczną Polaków w minionym 20-leciu wykazuje, że zaledwie 6 proc. uczniów w technikach poprawnie odpowiedziało na podstawowe pytania związane z ochroną środowiska. Połowa tej młodzieży nie rozumie nawet tego pojęcia, zaś tylko 32 proc. ma dostateczną wiedzę o składnikach zanieczyszczających powietrze. Grupa proekologiczna charakteryzująca się wysokim poziomem wiedzy na temat środowiska i jego wartości oraz postawami zaangażowania w ochronę obejmuje 33 proc. Polaków. Świadomość zagrożeń dla środowiska przyrodniczego ma ok. 50 proc. badanych. Większość Polaków charakteryzuje egoistyczny stosunek do przyrody, postrzeganie siebie wyłącznie jako jej użytkownika, a także brak zrozumienia znaczenia bioróżnorodności dla zachowania równowagi w przyrodzie. Okazuje się również, iż deklaracje ludzi na temat pozytywnego stosunku do środowiska nie idą w parze z ich codziennymi zachowaniami. Sondaż CBOS na temat kultury Polaków w życiu codziennym przeprowadzony we wrześniu 2001 roku na reprezentatywnej próbie 964 osób, wykazał np., że 81 proc. badanych często lub bardzo często spotyka się z brakiem kultury ekologicznej rodaków, którzy zostawiają po sobie śmieci w górach, w lasach i nad wodami. 79 proc. twierdzi, że spotyka się z przekleństwami.
Jakie są przyczyny niskiego poziomu świadomości ekologicznej w naszej Ojczyźnie?
– Przyczynia się do tego z pewnością sytuacja społeczno-ekonomiczna, charakterystyczna dla ostatnich dekad. Obserwujemy złowrogi chaos, jaki zapanował w kraju wskutek szerzenia liberalno-indywidualistycznych wartości i postaw, zorientowanych na bogacenie się i konsumpcję. Ekonomizm myślenia, tolerancja wobec łamania zasad porządku współżycia społecznego, korupcji i nadużyć, a zwłaszcza marginalizowanie edukacji i kultury – tych najcenniejszych wartości oraz oręży w kształtowaniu mentalności, zabezpieczających nasze trwanie – spowodowało rozprzężenie dyscypliny społecznej i dezorganizację życia w kraju. Niebagatelne znaczenie ma także pogorszenie warunków bytu Polaków, z których – według danych GUS z 2003 r. – 58 proc. żyje w niedostatku. Ubóstwo niszczy w ludziach opory moralne, negatywnie wpływa na codzienne zachowania ludzi (zdobywanie opału, żywności czy też wywóz odpadów). Dużo w naszym kraju zostaje do zrobienia w zakresie naprawy zniszczonych relacji między ludźmi i środowiskiem, by powstrzymać kryzys i nauczyć nowego myślenia i odpowiedzialności za Ziemię, która jest naszym domem.
Od czego należy zacząć?
– Moim zdaniem, bardzo istotnym, a zarazem zaniedbanym polem pracy jest wychowywanie do wartości. Prawdziwie ludzka filozofia społeczna i ludzka ekologia określa wartość i status człowieka w społeczeństwie, głosi prymat etyki nad techniką, prymat osoby nad rzeczami i pierwszeństwo ducha wobec materii. Humanistyczna płaszczyzna wartości – to człowiek-osoba, jego dobro i szczęście, jego rozwój i godność, na których opierają się uprawianie, rozumne władanie i troskliwe doglądanie środowiska.
Jaką rolę pełnią instytucje edukacyjne, a zwłaszcza szkoły wyższe w upowszechnianiu postaw proekologicznych? Jak wywiązują się ze swoich zadań?
– W roku 1996 opublikowano założenia polskiej strategii edukacji ekologicznej, które należy uznać za narzędzie wprowadzania w życie trwałego i zrównoważonego rozwoju. Rola i zadania szkół wyższych w tym względzie są tam dobrze określone. Jak natomiast wygląda praktyka? Dostrzegam tu, jeśli chodzi o szkolnictwo wyższe, brak konsekwencji w realizacji zadań w obszarze ochrony środowiska. Ciągle nie ma oferty kształcenia dla całego społeczeństwa. Myślę tu głównie o wykładach otwartych. Chciałbym zwrócić w tym miejscu uwagę, że WSKSiM podjęła realizację zadań wynikających z tej strategii, organizując ogólnopolskie konferencje, transmitowane przez radio i telewizję. W kończącym się roku akademickim odbyło się sympozjum na temat „Nauka wobec zagrożeń środowiska przyrodniczego” i węzłowego problemu podjętego w krajach Unii Europejskiej ochrony bioróżnorodności w Polsce. Na toruńskiej uczelni zostały uruchomione także studia podyplomowe obejmujące problematykę kompensacji przyrodniczej.
Dziękuję za rozmowę.
