Zgubny brak wyrazistości

Prawica oddała w Polsce całkowicie media, przede wszystkim telewizję
publiczną. I dziś jest efekt – wyborczy.

Ponad rok temu, podczas Rady Programowej Polskiego Radia, były prezes PR wygadał
się, że wydał dyrektywę redakcjom: Program 1 miał zmienić czym prędzej adresata:
ze słuchacza w przedziale wieku 40-65, czyli o przewidywalnych, staroświeckich
poglądach, nakazano zmianę na słuchacza w wieku 18-30, który miał dostać papkę
rozrywkowo-muzyczną, bo "Polskie Radio musi nadganiać w wyścigu o komercyjnego
słuchacza". Nieważne było dla tego decydenta, że Polskie Radio jest publiczne,
więc misyjne, i że ani powinno, ani nie musi żyć z komercji. Ma być papka
antenowa. Przed wyborami było zupełnie jasne: radio odcięło dostęp do rzetelnych
publicystycznych programów, a prawicowi kandydaci i ich programy oraz szeroka
informacja o realnym stanie polskiego państwa nie miały już szans się przebić.
Tylko jedna partia była słuszna, ta, która przejęła pełną kontrolę nad
publicznym radiem, a jego decydenci nie dostrzegali już nic niestosownego, by
np. pracowali tam na państwowych etatach dziennikarze o satanistycznych
przekonaniach, z wizerunkami diabła na identyfikatorach pracowniczych. Nie było
komu protestować, nie było do kogo wnieść sprzeciwu, nasi reprezentanci oddali
media bez boju.

Potrzebni politycy z twarzą
Nie ma mediów "obiektywnych". Z ekranów TVP bije nijakość – jeśli są wyraziste
osobowości, to negatywne. Niestety, to efekt sytuacji od paru lat budowanej
przez tych, którzy bezpardonowo przejmowali media publiczne w ostatnich latach.
Na antenach publicznej telewizji i radia agresywni i upokarzający rozmówców
dziennikarze prowadzący spotkania przedwyborcze, chucpiarscy politycy wciskający
wyborczy kit widzom, gdy "z urzędu" politycy prawicowi mieli prawo, z którego
nie korzystali, do interweniowania zarówno w sprawach programowych, jak i
personalnych, gdy chodziło o obsadę stanowisk decyzyjnych.
Prawica oddała media dawno i za efekt wyborów niech wini samą siebie. Byłam
wielką zwolenniczką mądrości śp. Lecha Kaczyńskiego, jestem pełna podziwu dla
uczciwości i niebywałej determinacji Jarosława Kaczyńskiego. Ale chciałam być
świadomym wyborcą. Widziałam brak mocnych, wyrazistych osobowości w PiS. Kogo
promuje prawica? Patrząc oczami filmowca, widzę wianuszek ugrzecznionych panów i
nikomu nieznanych, a dobrze ułożonych ślicznych panien bez konkretów. Mówi się,
że dobro nie jest wizualne, dobro jest wręcz nudne… Ale to nieprawda! Uczył
nas – katolików – mediów, bycia w nich sam Papież Jan Paweł II. Ojciec Święty
nie ćwiczył z nikim zachowań przed kamerą, nie używał pudru i innej
charakteryzacji, jego siłą był autentyzm prawdy, którą nam wszystkim objawiał
poprzez media. Cóż dzisiaj stoi na przeszkodzie, by nasi przywódcy byli
wyraziści, mocnym głosem nawołujący do prawdy, do naprawiania upadającej
Ojczyzny? Na przeszkodzie stoi jedynie ich własny brak charakterów, brak
zdecydowania, w co mają wierzyć i jakie wartości wyznawać. Aby być kimś, trzeba
być osobą.

Media dla swoich
W studiu powyborczym w TVP1 i TVP Info defilada tych samych prowadzących, tych
samych polityków. Główna antena publiczna taka sama jak za Gierka – propaganda
sukcesu w pełni. Peany na cześć Tuska w ustach byłego premiera Kazimierza
Marcinkiewicza to nic nowego, od dawna wiedzieliśmy, komu służył i jak "użył"
ufności Lecha Kaczyńskiego, by go efektownie, medialnie opuścić.
PiS oddało TVP i Polskie Radio cichutko, bez wrzawy. Nie podniesiono protestów
wobec podziału koncesji na platformie cyfrowej i wyeliminowania jedynej
katolickiej Telewizji Trwam. Nie było publicznych protestów przeciwko
bezprawnemu dławieniu inwestycji dla regionu, dla Torunia – odwiertów
geotermalnych. Nie było jasnego stawania w polu "prawda" przeciwko kłamstwu w
sprawie in vitro czy w obronie prześladowanych w mediach duchownych. Brak
wyrazistości gubi.
W czasie wieczoru wyborczego w telewizji nikt nie podniósł kwestii braku równego
dostępu do publicznych mediów dla wszystkich. TVP i PR stały się, na wiele
miesięcy przed wyborami, tubą wyborczą PO i Janusza Palikota, dyskretnie
"wpuszczano" Waldemara Pawlaka. Nie ma mediów publicznych, są media monopartyjne.
Nic nowego w Polsce. Spuścizna po Peerelu. Radiokomitet pacyfikował wizerunek
świata, kontrolował wszelkie informacje, manipulował stosunkiem widzów do wiary,
do faktów informacyjnych. A jednak "Solidarność" wygrała. Wtedy mieliśmy
wielkich przywódców Polski w Kościele. Jan Paweł II nigdy nie dopuściłby do
takiego stanu zakłamania podstawowych prawd etyczno-moralnych w mentalności
Polaków. Prymas Tysiąclecia, ks. kard. Stefan Wyszyński, był niepodważalnym
autorytetem i duchowym przewodnikiem Polaków, wtedy przy nim, przy nich obu, nic
nam, katolikom, nie myliło się – co jest białe, co czarne, co jest prawdą, a co
bolszewickim kłamstwem, nie podawano w wątpliwość istnienia szatana, nie
poddawano pod dyskusję "co to jest grzech", nie zaciemniano granic między
"prawem do coraz wyższej jakości życia" tak dziś głoszonej, jak nagroda w
sekcie, przez premiera Tuska, a między krzywdą bezsilnych, którym już niewiele
można odebrać. Warto dodać, że Prymas Wyszyński całkowicie był odcięty od
dostępu do mediów, ale ofiarnie i codziennie używał ambony! Rocznie głosił co
najmniej 500 kazań. I choć ludzie mieli telewizory i radia w domu, to tłumnie
chodzili słuchać wyrazistej, czytelnej Bożej mądrości swojego Prymasa.

"Drugi Budapeszt"
Gdy Jarosław Kaczyński wołał z ufnością: "Będziemy mieć drugi Budapeszt tu, w
Warszawie!", red. Piotr Kraśko od razu pospieszył z ironicznym "tłumaczeniem na
polski", że oto "kiedyś mieliśmy mieć drugą Japonię, potem drugą Irlandię". I
już radośnie można było podśmiewać się z przegranego PiS.
W nawoływaniu do "drugiego Budapesztu" pobrzmiewa istotny brak nawoływania do
Różańca za Polskę, do powszechnej modlitwy, do krucjaty za grzechy narodowe.
Moja główna obserwacja z wieczoru powyborczego: nie da się być trochę
katolikiem, a trochę nim nie być. Nawet jeśli przywódcy tej klasy, co Jarosław
Kaczyński, ktoś zdołał wmówić, że "Różaniec jest taki niepolityczny", a ostre,
zdecydowane, wyraziste stawanie w obronie jedynych katolickich mediów to
"niepolityczne ośmieszanie wizerunku wyborczego", to niestety wmówiono mu dryf
wizerunkowy – rozpływanie się w bezkształtnej masie nijakich, niewyrazistych.

Te wybory ukazały, jak bardzo brakuje autorytetów, mocnych, uczciwych,
nieposzlakowanych przewodników politycznych – czytelnych, jednoznacznych. Jak
bardzo brakuje wyrazistych, rzetelnych dziennikarzy. Jasne się stało, dlaczego
postrachem w Polsce może być mała, skromna katolicka telewizja, jedyne okienko
polskich katolików.

 

Anna T. Pietraszek


reżyser, dokumentalista

 


Autorka była doradcą Zarządu TVP, pełnomocnikiem Zarządu ds. Produkcji
Zewnętrznej, członkiem Rady Programowej Polskiego Radia.

drukuj