Zgodnie z interesem publicznym

BILANS RZĄDOWY

W okresie przedwyborczym oceny dokonań rządu1 wydają się działaniem naturalnym, a jednocześnie z góry skazanym na połowiczność. Połowiczność ta nie jest jednak skutkiem emocji towarzyszącej wyborom, lecz raczej klasycznym przykładem słabości mechanizmu demokratycznego. W silnym systemie demokratycznym obywatele sprawują władzę nie tylko w dniu wyborów, lecz w równym stopniu także między wyborami. Toteż oceny działalności rządu są zawsze potrzebne, by poprzez odpowiednio silny nacisk społeczny nawracać rządzących na właściwą drogę: realizacji interesu publicznego.

Chcąc uchronić się przed połowicznością oceny dwuletnich dokonań rządu Prawa i Sprawiedliwości, warto narzucić rozważaniom pewne ograniczenia. Po pierwsze, warto spojrzeć na dokonania polityczne rządu z większym dystansem, zwłaszcza że opinie o tych dokonaniach są elementem gry politycznej. Nic dziwnego, że okazują się absurdalnie rozbieżne. Ale dokonania rządu w sferze społecznej i gospodarczej są znacznie trudniejsze do oceny (co czasem sprawia nawet wrażenie, że nie istnieją), choć także nie są wolne od manipulacji politycznych. Spróbujmy zatem wyzbyć się skłonności do takich manipulacji. Po drugie, przeraża rozległość problemów społecznych i gospodarczych. I to w dwojakim znaczeniu. Dlatego że życie społeczno-gospodarcze zawsze odznacza się złożonością, z którą trudno sobie poradzić. I jeszcze dlatego że problemy społeczno-gospodarcze Polski narastały przez wiele lat, aż wreszcie straciliśmy rozeznanie co do ich rzeczywistej skali i znaczenia. Dlatego może lepiej skoncentrować uwagę tylko na wybranych problemach. Najlepiej nad poczynaniami rządu w dziedzinie usług publicznych (opieki zdrowotnej, edukacji i rozwoju badań naukowych).

Jak sobie rząd z tymi problemami radził? Daleki jestem od stwierdzenia, że tak wyodrębniony obszar oceny działalności rządu skupia jak w soczewce rządowe zalety i przywary, a także od tego, by osłabiać zainteresowanie ocenami pozostałej działalności rządu, zwłaszcza prowadzonej na niwie międzynarodowych stosunków gospodarczych i politycznych. Jednak sądzę, że dzięki tym ocenom obraz dotychczasowego rządu może okazać się bardziej klarowny. Trudno to wyrazić w jednym zdaniu. Ryzykując uproszczenie, można powiedzieć: był to rząd niedojrzały. Ale należałoby też dodać: był to jedyny rząd, który usiłował wyciągnąć usługi publiczne z postkomunistycznego bagna marazmu i chaosu.

Dolegliwości systemu opieki zdrowotnej

Nie ulega wątpliwości, że z politycznego punktu widzenia system opieki zdrowotnej jest ciągle „gorącym kartoflem”, który parzy ręce zarówno ekipy rządzącej, jak i jej oponentów. Ze społecznego i gospodarczego punktu widzenia najważniejsze wydaje się pytanie: co się stało z tym systemem? Krótka odpowiedź sprowadza się do stwierdzenia: poprzednie rządy doprowadziły system opieki zdrowotnej do kryzysu, czyli innymi słowy – postawienia go na skraju bankructwa. A co najbardziej charakterystyczne, odpowiedzialni za ów kryzys nie zostali pociągnięci do odpowiedzialności.

Konflikt między rządem i pracownikami publicznych placówek zdrowia nie jest niczym innym niż przejawem tego kryzysu. Każdy kryzys bowiem rodzi konflikty przesycone emocjami, poczuciem bezradności i zagrożenia. Sprawcy kryzysu nie tylko uniknęli odpowiedzialności, lecz także bezkarnie dolewali oliwy do ognia.

Rząd w spadku po poprzednich rządach otrzymał nie tylko kryzys systemu opieki zdrowotnej. Otrzymał także fałszywe koncepcje i rozwiązania prawno-organizacyjne. Istotą fałszywych koncepcji „reformy” systemu opieki zdrowotnej było odrzucenie przez rządy odpowiedzialności za rozwój służby zdrowia, a w szczególności za ciągłość, jakość i bezpieczeństwo korzystania z usług zdrowotnych. „Ograniczenie” nakładów publicznych na zdrowie było prostą konsekwencją tego odrzucenia (piszę „ograniczenie” w cudzysłowie, ponieważ łączyło się ono z rozrzutnością i brakiem efektywnej kontroli finansowej wydatków publicznych). Starano się powtórzyć manewr z prywatyzacją przedsiębiorstw i banków, co w stosunku do dziedzin sektora publicznego (w tym opieki zdrowotnej) było nie tyle błędne, ile raczej bezmyślne. Prywatyzacja przedsiębiorstw i banków rzeczywiście uwolniła władze od odpowiedzialności za efektywne zarządzanie tymi podmiotami. Nic jednak nie uwolni rządu od odpowiedzialności za usługi sektora publicznego.

W sektorze publicznym sprawy mają się inaczej. Prywatyzacja zakładów opieki zdrowotnej nie zwalnia rządu od odpowiedzialności za funkcjonowanie systemu opieki zdrowotnej. Niezależnie od tego, czy zakłady te mają status zakładów publicznych, czy prywatnych, odpowiedzialność za całość spoczywa na rządzie. Wynika to ze zrozumienia podstawowego faktu: system opieki zdrowotnej służy realizacji interesu publicznego. Rząd musi trzymać się interesu publicznego, przeciwstawiając się wszelkim względom partykularnym. W koncepcjach społeczno-gospodarczych poprzednich rządów posunięto się aż do tego, by podawać w wątpliwość istnienie i sens interesu publicznego. A to świadczy o tym, że panowało wyobrażenie, iż rządy istnieją dla siebie (i dla forsowania interesów partykularnych). Ten skrajnie indywidualistyczny i dawno skompromitowany „model rządów” walnie przyczynił się do kryzysu. W konsekwencji w jakiś dziwny sposób przemycono do prawnej regulacji systemu opieki zdrowotnej zniesienie odpowiedzialności rządu za zobowiązania szpitali, klinik, sanatoriów i innych placówek publicznej opieki zdrowotnej. Zamiast efektywnej kontroli finansowej dano im… wolność gospodarczą wraz ze swobodą wchodzenia w pułapki zadłużeniowe. Przyjęto kuriozalne rozwiązanie w postaci możności upadłości publicznych zakładów opieki zdrowotnej, która oznacza przecież bankructwo. Czyje bankructwo? Bankructwo podmiotów sektora publicznego, a więc części państwa.

Kryzys nieuświadomiony

Politykę rządu wobec problemów opieki zdrowotnej, podobnie zresztą jak wobec problemów edukacji i badań naukowych2, cechowało przede wszystkim niedostrzeganie sytuacji kryzysowej. Jest to bardzo ważne spostrzeżenie, gdyż inaczej zarządza się danym sektorem usług publicznych, a całkowicie inaczej zarządza się kryzysem tego sektora, przy czym oczywiste jest, że zarządzanie kryzysem jest dużo trudniejsze i nie można go powierzyć tym, którzy nie poradzili sobie w normalnej, a jeszcze nie krytycznej sytuacji. Wymaga to bowiem wysoko specjalistycznych kwalifikacji finansowych, organizacyjnych, mediacyjnych i innych. Innymi słowy, wymaga odpowiedniej kadry menedżerskiej, a nie zasklepionej w rutynie biurokracji. W zarządzaniu kryzysem liczy się czas, ponieważ straty (społeczne i gospodarcze) narastają w lawinowym tempie.

Dla tych, którzy zetknęli się z zarządzaniem kryzysem, niedostrzeganie przez rząd sytuacji kryzysowej w opiece zdrowotnej nie jest czymś zaskakującym. Przeciwnie, jedną z typowych trudności przezwyciężania kryzysu jest poddawanie się „fatalnemu uśpieniu” (polegającemu na przekonaniu, że problemy są przejściowe, a określenie „kryzys” mocno przesadzone). Sądzę, że zwłaszcza dla rządowej biurokracji fenomen „fatalnego uśpienia” jest najwygodniejszym podejściem do kryzysu, gdyż zbiega się z naturalną chęcią utrzymania istniejącego status quo. Można też przypuszczać, że dla obecnego rządu otwieranie kolejnych frontów walki z sytuacjami kryzysowymi mogło wydawać się ryzykowne.

Zmierzam do tego, że nie warto ferować pochopnie ocen przesadnie negatywnych. W spektakularnych protestach lekarzy i pielęgniarek widoczny był ze strony przedstawicieli rządu motyw dobrej woli, nie zawsze zresztą przyjmowany ze zrozumieniem.

Jednak o negatywnych ocenach rządu w kwestiach opieki zdrowotnej należy mówić jasno. Chwalenie rządu nie jest rozsądnym sposobem popierania pozytywnych zmian w Polsce. Do negatywnych punktów zaliczam przede wszystkim brak zdecydowanego odrzucenia opartej na skrajnym indywidualizmie koncepcji opieki zdrowotnej, będącej fundamentem polityki poprzednich rządów. Co prawda, doszły dwa nowe, pozytywne, elementy. Pierwszym z nich był sprzeciw władz rządowych wobec nacisku prywatyzacyjnego w opiece zdrowotnej. W kryzysie „prywatyzacje” stają się najbardziej opłacalne. Widzieliśmy wielokrotnie, jak celowo prokurowano kryzysy firm, aby je korzystnie przechwycić. Już czekają i niecierpliwią się kombinatorzy, którym leci ślinka z ust na myśl o budynkach i atrakcyjnie położonych gruntach szpitalnych. Nie chodzi o prywatyzację, lecz o sposób i czas jej przeprowadzenia. Obecny rząd przerwał dotychczasową praktykę.

Drugim z nowych i zarazem pozytywnych elementów polityki obecnego rządu było poczucie odpowiedzialności za sprawy kraju, którego wcześniej rządom kompletnie brakowało (trochę szkoda, że jest ono zbyt werbalne; przed przyjęciem odpowiedzialności za sektor publiczny rząd ciągle się jeszcze wzdryga). Te dwa nowe elementy sprawiają, że kontrast między nastawieniem do usług zdrowotnych obecnego i poprzednich rządów jest tak ostry, jak między porządnym obywatelem a zgrają hołyszy.

Bulwersujące jest to, że nie tylko rządowi zabrakło świadomości sytuacji kryzysowej w opiece zdrowotnej (do czasu zaostrzenia konfliktu ze środowiskiem medycznym działał jakby nigdy nic). Świadomości tej zabrakło także środowisku medycznemu, które przecież lepiej od rządu powinno widzieć kryzys opieki zdrowotnej. Przeważały głosy liderów tego środowiska „niedostrzegające” powagi sytuacji kryzysowej, wyprane z zainteresowania wyjściem z sytuacji kryzysowej, często wręcz upominające się o wspomnianą już „prywatyzację”.

Toteż brak wspólnej płaszczyzny porozumienia polegał na tym, że ani rząd, ani te środowiska nie okazały należytej (wspólnej) troski o rozwój usług zdrowotnych. Do tego doszło zagłuszanie przez środki masowego przekazu tych głosów medyków, u których sprawy wynagrodzeń stawiane były w szerszym kontekście przezwyciężenia kryzysu.

I ostatnie spostrzeżenie: nacisk społeczny czy raczej nacisk klientów opieki zdrowotnej okazał się słaby. A przecież został im utrudniony, a czasem zabrany powszechny dostęp do tej opieki, to oni uginają się pod ciężarem stresu wywołanego brakiem pewności, co ich czeka w sytuacji krytycznej, to oni zostali narażeni na realne niebezpieczeństwo kalectwa lub pożegnania się z życiem. Klienci opieki zdrowotnej przestali być podmiotem tej opieki, a stali się ofiarami kryzysu. W ten sposób najlepsi sojusznicy wyjścia z kryzysu zostali wyłączeni z akcji. Pozostały im narzekania. Społeczne i ekonomiczne koszty tej przemiany są olbrzymie.

To także jest negatywnym przyczynkiem do działalności rządu, przyjmując bowiem, może bezwiednie, koncepcję rządów despotycznych (w akademickiej wersji: „dobroczynnego despotyzmu”), pozbawił się on zaplecza społecznego do przeprowadzenia koniecznych zmian. I ugrzązł w politykierstwie.

Mam wrażenie, że obecny rząd nie dojrzał do wypełniania swojej trudnej, odpowiedzialnej roli. Ocena ta odnosi się nie tylko do działań rządu w sferze opieki zdrowotnej. Czasem jest nawet gorzej, gdyż już niektórzy dostojnicy rządowi i partyjni ulegli silnej pokusie podstawiania na miejsce interesu publicznego wąskich interesów partykularnych, tworząc ze starymi „ludźmi biznesu” kolejne kombinacje polityczno-biznesowe (szkolnictwo wyższe, budownictwo itd.).

Jeśli jednak chcemy wysnuć z tego wnioski potrzebne do stawiania krzyżyków na listach wyborczych, to warto wcześniej rozejrzeć się szerzej, a nie tylko spoglądać na górę rządową. Wtedy okaże się, że jeden z pierwszych polskich sloganów reklamowych można użyć do poparcia głosów oddawanych na kandydatów PiS: jedzcie dorsze, bo są ryby jeszcze gorsze.

prof. Artur Śliwiński

1 Jest to skrót myślowy, chodzi bowiem o „układ rządzący” obejmujący nie tylko władze rządowe, ale także prezydenta i prorządowe ugrupowania parlamentarne.

2 Ramy niniejszego artykułu nie pozwalają na uzasadnienie poglądu, że w Polsce mamy ostry kryzys edukacji (zwłaszcza na poziomie uniwersyteckim) oraz upadek badań naukowych.

Sfera usług publicznych

Oświata

Co się udało:

– podwyżki dla nauczycieli;

– przyjęcie programu „Zero tolerancji dla przemocy w szkole”;

– wliczanie oceny z religii do średniej;

– obowiązkowe mundurki szkolne;

– przedłużenie prawa nauczycieli do wcześniejszych emerytur.

Zdrowie

Co się udało:

– 30-procentowa podwyżka dla pracowników ochrony zdrowia;

– przyjęcie ustawy o ratownictwie medycznym;

– przygotowanie założeń koszyka świadczeń gwarantowanych;

– włączenie firm ubezpieczeniowych w finansowanie leczenia ofiar wypadków drogowych;

– próba ograniczenia korupcji w obrocie lekami i wydatków z budżetu NFZ na leki refundowane.

drukuj