Żelazny charakter i kobieca kruchość

Dzisiaj na ekrany kin wchodzi film brytyjskiej reżyser teatralnej Phyllidy
Lloyd "Żelazna Dama". Reżyser nie miała łatwego zadania. W trwającym niecałe
dwie godziny obrazie przedstawiła czterdzieści lat z życia Margaret Thatcher,
nie ograniczając się jedynie do pokazania znanego z historii obrazu polityka i
przywódcy narodu, ale także żony i matki. Pokazała historię kobiety, która
postanawia wkroczyć do zdominowanego przez mężczyzn, brutalnego i skostniałego
świata polityki, ponosząc wszystkie wynikające z tego koszty i konsekwencje.

Myśli zamieniają się w słowa, słowa w czyny, czyny w nawyki, a nawyki
kształtują charakter – ten schemat świetnie oddaje drogę Margaret Thatcher od
rezolutnej Maggy, córki Alfreda Robertsa, właściciela sklepu wielobranżowego i
lokalnego działacza politycznego, aż do Żelaznej Damy – pierwszej, i jak dotąd
jedynej kobiety na stanowisku premiera Wielkiej Brytanii, pełniącej swój urząd
nieprzerwanie przez trzy kadencje od 1979 do 1990 roku.

Przyzwyczajeni do wizerunku łączonego z przydomkiem nadanym jej przez
Sowietów w reakcji na stanowczość politycznych posunięć i nieustępliwość wobec
komunizmu (sama zresztą lubiła określenie "Iron Lady") przekonujemy się, że
kiedy gasną reflektory, ta bardzo silna i potrafiąca trząść całym męskim światem
kobieta w głębi duszy jest wrażliwą i delikatną istotą, którą bardzo łatwo
zranić.

Między innymi dzięki licznym sentencjom wypowiadanym przez filmową Margaret
Thatcher postać ta jest bardzo wyrazista, a widz ma okazję poznać zasady,
którymi kierowała i zapewne nadal kieruje się w swoim życiu. "Jeśli przestaniemy
przestrzegać zasad, przestaniemy istnieć" – przypomina swoim współpracownikom
podczas burzliwej dyskusji na temat sensu prowadzenia wojny o Falklandy, które w
1982 r. zaatakowali Argentyńczycy. "Jeśli chcesz, by coś zostało powiedziane –
powierz to mężczyźnie. Jeśli chcesz, by zostało zrobione – powierz to kobiecie"
– mawiała również. Była politykiem niezwykle skutecznym. Jej polityczni
przeciwnicy mogli jej wiele zarzucić, ale na pewno nie mogli jej wytknąć braku
odwagi i determinacji. Najpierw jako minister edukacji w rządzie Edwarda Heatha,
a potem już jako premier przeprowadza szereg niepopularnych reform: decyduje się
na cięcia wydatków publicznych, zamykanie nierentownych zakładów pracy, w tym
szkół i kopalń, wprowadzenie dodatkowych obciążeń podatkowych. Wychodzi z
założenia, że ten, komu nie jest obojętna Wielka Brytania, musi czasem wiele
poświecić dla wspólnego dobra.

Ani na krok nie odstępuje od swoich politycznych zamierzeń i celów nawet
wtedy, gdy dochodzi do zamachów przeprowadzanych przez IRA i INLA, w czasie
których giną jej współpracownicy, a z jednego sama cudem uchodzi z życiem. Mimo
to nie zgadza się na negocjacje z terrorystami, mało tego, nie odwołuje nawet
zaplanowanego na następny dzień wystąpienia, rzucając tym samym wyzwanie
zamachowcom.

Błyskotliwością i intelektem potrafi zawstydzić swoich politycznych
adwersarzy, którzy, szczególnie na początku jej politycznej kariery, z
upodobaniem wytykają pochodzenie, temperament i piskliwy głos Margaret. Zabawnie
i poruszająco zarazem wyglądają sceny, kiedy początkująca polityk Partii
Konserwatywnej, zgodziwszy się popracować nad swoim wizerunkiem, poddaje się
żmudnym ćwiczeniom na tembr głosu, zmienia fryzurę oraz sposób ubierania się,
ale kategorycznie sprzeciwia się sugestiom, by zaprzestała noszenia perłowego
naszyjnika – podarunku od jej męża Denisa na pamiątkę urodzin bliźniąt Caroli i
Marka.

To również opowieść o wielkiej miłości oraz rozterkach kobiety, która będąc
najważniejszym politykiem w kraju, nie ma zbyt wiele czasu dla męża i dzieci.
Denis Thatcher, za którego młoda Margaret wychodzi w 1951 r., jest jej
nieodłącznym towarzyszem i najwierniejszym oparciem.

Wysoko należy ocenić grę aktorską Meryl Streep – z niesłychanym wdziękiem
wciela się ona w rolę głównej bohaterki. Znakomitą, niezwykle ciepłą i pełną
humoru kreację stworzył Jim Broadbent, wcielając się w jej męża Denisa
Thatchera. Dzięki świetnej muzyce oraz tu i ówdzie powplatanym zdjęciom
archiwalnym doskonale oddany jest historyczny dynamizm i dramaturgia czasów, w
której przyszło żyć i rządzić Margaret Thatcher.

Abstrahując od tego, jak ocenia się polityczne decyzje "Żelaznej Damy", widz
czuje sympatię do filmowej Margaret Thatcher. Wstrzymuje oddech w dramatycznych
momentach jej życia, a może nawet uroni łzę, kiedy podczas pakowania rzeczy
nieżyjącego męża przed oczami Margaret przebiegają najpiękniejsze chwile z ich
wspólnego życia. Obraz Phyllidy Lloyd daje także okazję do tego, aby zupełnie z
innej strony niż do tej pory spojrzeć na Margaret Thatcher, która obecnie
mieszka w Londynie i – jak to się zwykło mawiać – "od czasu do czasu pojawia się
publicznie".

Bogusław Rąpała

drukuj