Zbyt małe sankcje dla esbeków
Z prokuratorem Jackiem Wygodą, dyrektorem Biura Lustracyjnego IPN, rozmawia
Bogusław Rąpała
Jak przebiega lustracja środowisk naukowych? Temat wciąż budzi duże emocje
wśród akademików.
– Zgodnie z ustawą obowiązkiem składania oświadczeń lustracyjnych objęci są ci
pracownicy naukowi, którzy są rektorami, prorektorami, dyrektorami instytutów,
kanclerzami, kwestorami, dziekanami i prodziekanami. Zapadały już prawomocne
wyroki w takich sytuacjach. W sprawie kilku innych osób postępowania są w toku.
Mamy takie przypadki m.in. w: Gdańsku, Szczecinie, Katowicach i Olsztynie.
Oczywiście jeszcze nie wszystkie oświadczenia zostały zweryfikowane. Jesteśmy
właściwie dopiero na początku drogi. Tym bardziej że naukowcy nie są traktowani
priorytetowo, ponieważ ustawa poleca nam w pierwszej kolejności weryfikowanie
oświadczenia lustracyjne osób, które są wymienione w art. 22 ustawy
lustracyjnej. A tam naukowców nie ma.
A kto jest?
– We wspomnianym przeze mnie art. 22 ustawy lustracyjnej jest dosyć obszerny
katalog, bo zaczyna się od prezydenta, a kończy na wójcie gminy. W takiej
kolejności musimy te oświadczenia rozpatrywać, a dopiero później całą resztę.
Przy czym to wygląda różnie w zależności od oddziału. Oddziałów IPN jest
jedenaście, więc wiadomo, że np. w obszarach właściwości oddziału IPN w
Białymstoku liczba parlamentarzystów czy sędziów Trybunału Konstytucyjnego lub
Sądu Najwyższego jest mniejsza, niż w oddziale warszawskim. Dlatego tam łatwiej
będzie uporać się z oświadczeniami naukowców niż w Warszawie.
Mamy do czynienia z sytuacją, że naukowcy, którzy w PRL współpracowali z SB,
teraz, wybierając elektorów, mogą mieć wpływ na wybór nowych władz IPN…
– Takie prawdopodobieństwo, owszem, istnieje. Jednak ewentualny wpływ osób
nielustrowanych na wybór prezesa IPN i działanie instytutu będzie bardzo
pośredni. Wynika to stąd, że zgodnie ze znowelizowaną ustawą o Instytucie
Pamięci Narodowej, w miejsce Kolegium IPN powstanie Rada IPN. Wybory do tej rady
będą przebiegać w następujący sposób: na uczelniach wyższych, które mają prawo
nadawać tytuł doktora habilitowanego nauk humanistycznych, a także we wskazanych
w ustawie instytutach Polskiej Akademii Nauk, mają się odbyć zgromadzenia
pracowników, którzy wybiorą spośród siebie przedstawicieli do Zgromadzenia
Elektorów. Udział w tych zgromadzeniach nie jest związany z obowiązkiem
składania oświadczeń lustracyjnych. Również udział w Zgromadzeniu Elektorów,
które ma wyłonić kandydatów do Rady IPN, nie wiąże się ze składaniem takich
oświadczeń. Oświadczenia lustracyjne składają dopiero członkowie rady Instytutu,
którzy mają za zadanie wyłonić prezesa IPN, i będą mieli wpływ na jego
działalność. W stosunku do nich obowiązują dodatkowe obostrzenia, takie jak w
przypadku prezesa, pracowników oraz prokuratorów IPN. Polegają one na tym, że
tych funkcji nie mogą sprawować osoby, które były funkcjonariuszami,
pracownikami lub współpracownikami organów bezpieczeństwa państwa w okresie PRL.
W ustawie jest także zapis, który wskazuje, iż wykluczone są osoby, które
obecnie w sposób niejawny współpracują z organami bezpieczeństwa państwa.
Podsumowując, ten bardzo pośredni wpływ naukowców z esbecką przeszłością na
zarządzenie Instytutem upatrywany jest w tym, że uczestnicy zgromadzeń
uczelnianych i członkowie Zgromadzenia Elektorów są wyłączeni z obowiązku
składania oświadczeń lustracyjnych. Ta sprawa była już wielokrotnie poruszana,
również przez niektórych polityków, w trakcie dyskusji nad tą nowelizacją.
Ustawa weszła jednak w życie w kształcie uchwalonym przez parlament. Jak wszyscy
pamiętamy, prezydent Lech Kaczyński nie zdążył za życia tej ustawy zawetować, a
Bronisław Komorowski jako pełniący obowiązki prezydent podpisał ją i
opublikował.
Czy wyrok Sądu Okręgowego w Gdańsku, który orzekł, że Krzysztof Wyszkowski,
nazywając Lecha Wałęsę TW "Bolkiem", nie naruszył jego dóbr osobistych,
zakwestionował wyrok Sądu Lustracyjnego z 2000 r. potwierdzający prawdziwość
oświadczenia lustracyjnego Wałęsy?
– Krzysztof Wyszkowski był pozwany przez Lecha Wałęsę za naruszenie dóbr
osobistych. Pozew został oddalony. Sąd Okręgowy w Gdańsku nie rozstrzygał o
przedmiocie współpracy bądź jej braku ze strony Lecha Wałęsy, ale stwierdził, że
jako osoba publiczna musi się on liczyć z tym, iż jego życiorys będzie poddawany
różnym ocenom. Dlatego też pan Wyszkowski, powołując się na wyniki wcześniej
publikowanych badań historycznych, mógł takie, a nie inne sądy formułować.
Przejdźmy do tematu lustracji dzisiaj. W razie złożenia fałszywego
oświadczenia lustracyjnego Biuro Lustracyjne kieruje sprawę do właściwego sądu.
Dużo jest takich przypadków?
– Dotychczas około 150. W sprawach, w których kierujemy wniosek do sądu, wyroków
uniewinniających jest stosunkowo niewiele. Jak kiedyś obliczyłem, nasza
skuteczność oscyluje w granicach 60-70 procent. W moim pionie jest 25
prokuratorów. Zajmujemy się weryfikowaniem oświadczeń lustracyjnych składanych
przez osoby zobligowane do tego na mocy ustawy lustracyjnej. W momencie, gdy
uznamy, że istnieją przesłanki do zakwestionowania prawdziwości oświadczenia,
kierujemy do sądu wniosek o wszczęcie postępowania lustracyjnego, w którym
znajduje się stwierdzenie, że zachodzą uzasadnione wątpliwości, czy dana osoba
złożyła zgodne z prawdą oświadczenie lustracyjne. Jest to swojego rodzaju akt
oskarżenia. W takich przypadkach przed sądem odbywa się postępowanie wzorowane
na postępowaniu karnym, z tą różnicą, że nie ma oskarżonego, tylko lustrowany.
Sąd przeprowadza dowody, przesłuchuje świadków i zapoznaje się z dokumentami.
Najczęściej polega to na zasięgnięciu opinii biegłych grafologów co do
autentyczności przedłożonych im dokumentów.
Obowiązek składania oświadczeń lustracyjnych jest bezwzględnie egzekwowany we
wszystkich przypadkach określonych w ustawie?
– Katalog funkcji, z którymi wiąże się obowiązek składania oświadczeń
lustracyjnych, jest bardzo szeroki. Zaczyna się od prezydenta RP, a kończy na
kandydacie w wyborach do rady gminy. To ustawowy obowiązek, który jest
egzekwowany przez właściwe organy. Do składania oświadczeń lustracyjnych nie są
zobligowane osoby urodzone po 31 lipca 1972 roku. Natomiast wszystkie inne,
jeżeli ubiegają się o jakieś stanowisko, chcą kandydować w wyborach do Sejmu,
Senatu, europarlamentu lub rady gminy, aby móc zostać zarejestrowane, muszą
takie oświadczenie lustracyjne złożyć. Podobnie w przypadku osób ubiegających
się o nominacją sędziowską, prokuratorską czy o wpis na listę adwokatów.
Najlepszym dowodem, że te oświadczenia są składane, jest to, że obecnie mamy ich
ponad 150 tysięcy. Być może nie są one weryfikowane tak szybko, jak byśmy
chcieli, ale jest to związane z ograniczoną przepustowością archiwum IPN.
Jeżeli sąd uzna, że zebrane dowody pozwalają stwierdzić, iż osoba złożyła
niezgodne z prawdą oświadczenie lustracyjne, wydaje zakaz pełnienia określonych
funkcji publicznych na okres od 3 do 10 lat.
– Poprzednia ustawa przewidywała tylko jedną sankcję w postaci 10-letniego
zakazu. Po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego w 2007 r. uznano, że musi jednak
istnieć gradacja sankcji w zależności od poziomu zawinienia. Uprawomocnienie się
orzeczenia sądu skutkuje tym, że dla osoby, wobec której zostało wydane,
niedostępne są te funkcje publiczne, z którymi wiąże się wymóg korzystania z
pełni praw publicznych, a więc np.: sędziego, prokuratora, nauczyciela szkoły
wyższej, komornika. Taka osoba nie może być również wybierana do organów
samorządowych, parlamentu, europarlamentu itd. Szczegóły określa ustawa.
Jeżeli ktoś dobrowolnie przyzna się do współpracy, wtedy bez problemu może
piastować wszystkie te stanowiska?
– Jak najbardziej. Jedynymi sankcjami przewidzianymi przez polskie prawo w
przypadku współpracy z organami bezpieczeństwa są: niemożność pełnienia służby w
Centralnym Biurze Antykorupcyjnym, w Służbie Wywiadu i Kontrwywiadu Wojskowego
na stanowiskach szefów tych służb oraz niemożność pracy w Instytucie Pamięci
Narodowej. W przepisach regulujących funkcjonowanie tych instytucji istnieją
zapisy, które mówią, że ich funkcjonariuszami i pracownikami nie mogą być osoby,
które współpracowały z organami bezpieczeństwa PRL. Te instytucje są zamknięte
przed tymi osobami.
To dość niewielkie sankcje, zważywszy na to, że osoby te mogą być sędziami
orzekającymi w sprawach dotyczących przestępstw z okresu PRL.
– Oczywiście. Znam ludzi, którzy byli funkcjonariuszami organów bezpieczeństwa
państwa, i mimo swojej esbeckiej przeszłości są teraz sędziami. Ustawa Prawo o
ustroju sądów powszechnych nie przewiduje współpracy z organami PRL jako
elementu dyskwalifikującego sędziego. Mówi o nieskazitelnym charakterze, ale
jest to pojęcie bardzo ogólne i dotychczas nie uznawano współpracy z organami
PRL za coś sprzecznego z tym zapisem. To kwestia oceny Krajowej Rady Sądownictwa
lub prezydenta, który takiego sędziego mianuje. Myślę, że ten zapis w
ustawodawstwie nieprędko ulegnie zmianie, biorąc pod uwagę dotychczasowe
orzecznictwo Trybunału Konstytucyjnego, a także Europejskiego Trybunału Praw
Człowieka. Chociaż w pewnych sytuacjach ETPC zgadza się z tym, aby wobec takich
osób stosować zakaz wykonywania niektórych zawodów i zajmowania określonych
stanowisk. Dotychczas nie spotkałem się z przypadkiem, żeby sędzia, który był
kiedyś funkcjonariuszem, orzekał teraz w sprawach lustracyjnych. Ale nie można
takiej sytuacji wykluczyć.
Dziękuję za rozmowę.
