Zbrodnia katyńska to nie jest banalne nadużycie władzy

Z dr. Aleksandrem Gurjanowem, szefem komisji polskiej Stowarzyszenia „Memoriał”, rozmawia Mariusz Bober

W Polsce wspominamy 69. rocznicę rozpoczęcia mordów, które ogólnie nazywamy zbrodnią katyńską. Mija już 19 lat od czasu, gdy ówczesne władze ZSRS po raz pierwszy oficjalnie uznały odpowiedzialność swych poprzedników za wymordowanie ponad 20 tys. polskich jeńców w Katyniu i innych miejscach kaźni. Ale od tego czasu podejście Moskwy zmieniło się. Wciąż nie znamy wszystkich dokumentów, nawet pełnej imiennej listy ofiar. Z czego wynika ta zmiana?

– Właściwie jest to pytanie do władz Rosji. Ja mogę tylko domyślać się przyczyn takiego zachowania. Trzeba jednak przede wszystkim zdać sobie sprawę, jakie jest stanowisko obecnego kierownictwa państwa. By je przedstawić, muszę przypomnieć wcześniejsze decyzje władz rosyjskich, a także ostatnie decyzje przywódców ZSRS. Przełomem stał się komunikat agencji TASS z 13.04.1990 r., w którym ZSRS przyznał się do sprawstwa zbrodni. Użyto tam dość wstydliwych określeń („Beria, Mierkułow i ich podręczni” zamiast NKWD), ale jednak zamordowanie polskich jeńców zostało określone jako jedna z najcięższych zbrodni stalinizmu. Ówczesny przywódca ZSRS Michaił Gorbaczow przekazał wtedy ówczesnemu prezydentowi Polski Wojciechowi Jaruzelskiemu dokumenty, przede wszystkim listy wywozowe polskich jeńców. Jaruzelski otrzymał kopie 45 list wywozowych z obozu w Kozielsku i 65 list z obozu w Ostaszkowie. Nie odnaleziono dotychczas w archiwach list wywozowych z obozu w Starobielsku, ale Gorbaczow dał Jaruzelskiemu kopię pełnej listy imiennej jeńców, którzy opuścili ten obóz w 1940 roku. Wiadomo że przytłaczająca większość z nich została zgładzona w Charkowie. Jednak kilka małych grup jeńców starobielskich skierowano m.in. do centrali NKWD w Moskwie, do kontrwywiadu Charkowskiego Okręgu Wojskowego oraz do obozu jenieckiego w Juchnowie (ci uniknęli rozstrzelania). Formalnie na żadnej z tych list nie ma adnotacji, że figurujące na niej osoby mają być zlikwidowane, ale faktycznie lista wywozowa oznaczała polecenie rozstrzelania wymienionych jeńców. Prawie wszystkie osoby zidentyfikowane w trakcie niemieckiej ekshumacji w Katyniu w 1943 r. figurują na listach wywozowych NKWD z obozu kozielskiego, co potwierdza, że wszystkie osoby widniejące na listach (nawet te, dla których brak niemieckiej identyfikacji z 1943 r.) zostały rozstrzelane. Taki sam wniosek dotyczy list wywozowych NKWD z obozu ostaszkowskiego, bowiem figurują na nich niemal wszystkie osoby, których dane osobowe ustalono w wyniku cząstkowej ekshumacji sowiecko-polskiej w 1991 r. w Miednoje (obwód kaliniński).


Ponadto ujawniono też decyzję sowieckiego Politbiura, na podstawie której dokonano zbrodni…


– Ujawnienie notatki Ławrientija Berii z 5.03.1940 r. było bardzo ważne. Szef NKWD domagał się w niej rozstrzelania niemal 15 tys. polskich jeńców wojennych i 11 tys. osób aresztowanych i przetrzymywanych w więzieniach zachodniej Ukrainy i Białorusi, a więc na terenach, które do września 1939 r. należały do II Rzeczypospolitej. Po ujawnieniu tych dokumentów stało się jasne, że zbrodnia katyńska nie była jakąś samowolą np. przypadkowych funkcjonariuszy NKWD, tylko zagładą dokonaną na polecenie najwyższego organu władzy ZSRS.


Ale dziś rosyjskie władze kwestionują to…


– Obecne władze nie wycofały się z uznania winy ZSRS za mord na jeńcach ani z tego, że była to decyzja najwyższych władz Związku Sowieckiego. Trudność polega na tym, że stanowisko dzisiejszych władz nie zostało ani razu jasno i wyraźnie zaprezentowane. Możemy je najwyżej rekonstruować na podstawie różnych dokumentów, m.in. współczesnych decyzji sądów rosyjskich w toczących się sprawach o uznanie pewnych faktów związanych ze zbrodnią katyńską. Opinię na temat stanowiska obecnych władz można było sobie wyrobić także po konferencji prasowej głównego prokuratora wojskowego Rosji w 2005 r. i na podstawie urzędowej odpowiedzi Głównej Prokuratury Wojskowej (GPW) na oficjalne zapytania Stowarzyszenia „Memoriał” w związku z tą konferencją. Wynikało z niej, że choć GPW nie neguje sowieckiego sprawstwa zbrodni, to stara się pomniejszyć jej wymiar: „zbanalizować” kwalifikację prawną, maksymalnie ograniczyć krąg osób, uznanych za winnych – z jednoczesnym utajnieniem materiałów śledztwa rosyjskiego, łącznie z postanowieniem o jego umorzeniu!


Chyba nie tylko zbanalizować. Moskiewski sąd rozpatrujący w styczniu br. skargę rodzin ofiar na postanowienie GPW w sprawie rehabilitacji uznał, że w takich sprawach wnioski mogą składać tylko… sami pomordowani. Zaś na początku marca stołeczny sąd miejski, rozpatrując w drugiej instancji zażalenie na decyzję sądu rejonowego w sprawie skargi „Memoriału” na postępowanie GPW, uznał, że nie zachowały się dokumenty w sprawie zbrodni katyńskiej.


– Wcześniej GPW doszła do takich wniosków, twierdząc, że nie ma dokumentów, które pozwalałyby jej podjąć jakąkolwiek decyzję (pozytywną lub negatywną) w sprawie rehabilitacji. Można się domyślać, że taka wersja została usankcjonowana przez wyższe szczeble władzy.


Ale przecież same władze, jeszcze Związku Sowieckiego, ujawniły listy wywozowe i inne dokumenty w sprawie zbrodni katyńskiej…


– Sądy w ślad za GPW twierdzą jednak, że na listach wywozowych nie ma adnotacji, że te osoby zostały zamordowane, jest tylko polecenie przekazania do dyspozycji obwodowego zarządu NKWD. Ponadto powołują się na to, że akta personalne ofiar zostały zniszczone. Stanowisko „Memoriału” jest następujące: rzeczywiście większość dokumentów w tej sprawie została zniszczona w latach 50. Twierdzimy jednak, iż zachowane dokumenty, przede wszystkim te, które ujawniono w 1990 i 1992 roku, pozwalają uznać każdego jeńca, personalnie, za ofiarę represji politycznych i umożliwiają dokonanie rehabilitacji. Prokuratura zaprzecza temu i próbuje zniekształcić treść ustawy o rehabilitacji, przekonując, że daną osobę można rehabilitować tylko wtedy, jeśli została skazana wyrokiem sądu, albo jeśli toczyło się wobec niej postępowanie karne. Są to całkowicie arbitralne twierdzenia. Takiego warunku w ustawie o rehabilitacji ofiar represji politycznych w ogóle nie ma! Wiadomo, iż tysiące osób represjonowano w Związku Sowieckim bez wszczynania jakiejkolwiek sprawy karnej. Tłumaczymy to podczas rozpraw przed rosyjskimi sądami z tekstem ustawy w ręku, ale jak dotychczas bez efektów.


Wszystko wskazuje na to, że rosyjskie sądy nie zmienią już stanowiska. Co wtedy?


– Rozpoczynając tę batalię, mieliśmy świadomość, że potrwa ona całe lata. Nam zależy, by doprowadzić właśnie w rosyjskich sądach do imiennej rehabilitacji rozstrzelanych polskich jeńców i więźniów jako ofiar represji politycznych. Nie oznacza to jednak, że rezygnujemy z możliwości występowania do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Już raz tę możliwość wykorzystaliśmy, zaskarżając do Trybunału Europejskiego decyzje sądów rosyjskich, które pierwotnie w ogóle odmawiały rozpatrywania naszych zażaleń na GPW. Od początku 2007 r. składamy zażalenia do sądów rosyjskich na decyzje Głównej Prokuratury Wojskowej Federacji Rosyjskiej, domagając się uznania ich za sprzeczne z ustawą o rehabilitacji ofiar represji politycznych. Ustawa zobowiązuje przecież organa prokuratury do wydania decyzji pozytywnej lub negatywnej i w przypadku decyzji negatywnej skierowania jej do sądu ściśle określonego przez ustawę. Prokuratura chce uniknąć tego obowiązku, dlatego wymyśla „trzecią możliwość”, mianowicie że nie jest w stanie merytorycznie rozpatrzyć wniosków o rehabilitację. W ten sposób chce nam zablokować możliwość dochodzenia słuszności merytorycznych dowodów na rzecz rehabilitacji we właściwym sądzie (ani sąd rejonowy, ani miejski takimi sądami nie są). W tej chwili zbliżamy się do zakończenia etapu, na którym domagaliśmy się, aby GPW sporządziła przepisowe odmowy rehabilitacji i skierowała je do właściwego sądu. Po wyczerpaniu ścieżki w sądach rosyjskich pierwszej i drugiej instancji możemy już składać skargi do Strasburga oraz w trybie nadzoru do sądów rosyjskich trzeciej instancji.


Rosyjskie sądy podporządkują się decyzjom Europejskiego Trybunału Praw Człowieka?


– Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. Wiadomo jednak, że wiele skarg kierowanych do Strasburga Rosja przegrywa i płaci z tego tytułu odszkodowania. Tymczasem my nie domagamy się odszkodowań, tylko zobowiązania przez Trybunał Europejski państwowych organów Rosji do przestrzegania własnego prawodawstwa. Skarżymy po prostu władze rosyjskie za złamanie art. 6 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka [za pogwałcenie prawa do rzetelnego procesu sądowego – przyp. red.].


„Memoriał” od lat bada zbrodnie reżimu sowieckiego. Dlaczego sowieckie Politbiuro zdecydowało się na zbrodnię o takiej skali, wymordowanie jeńców wojennych stanowiących dużą część elity Narodu Polskiego? Przecież w ten sposób łamało także prawo międzynarodowe.


– Wśród historyków nie ma zgodnego poglądu w tej sprawie. Nie jest to zbrodnia stalinizmu największa co do liczby ofiar, ale wyróżnia się tym, że trudno znaleźć dla niej jakiejś „racjonalne” uzasadnienie z punktu widzenia władzy. Nawet szalona „operacja”, znana pod hasłem „wielka czystka”, albo „wielki terror” z lat 1937-1938 miała – z punktu widzenia Stalina – jakieś przesłanki. Trudno natomiast zrozumieć, jaki był cel mordu katyńskiego. Może pewnym wyjaśnieniem jest wąskie okienko czasowe, w którym zapadła decyzja o wymordowaniu polskich jeńców: 5 marca 1940 r., gdy szybkie zakończenie wojny z Finlandią było już przesądzone, ale nikt jeszcze nie spodziewał się kwietniowego ataku Niemiec na Norwegię i Danię. Wówczas być może sowieckie Politbiuro uznało, że dalszej wojny w Europie już nie będzie, czyli tysiące polskich jeńców w razie zwolnienia z niewoli będzie stanowić problem w sowietyzacji zagarniętych ziem, więc najlepiej „rozwiązać” go w sposób, do którego bardzo się przyzwyczaiło, czyli „nie ma człowieka, nie ma problemu”. Za tym wyjaśnieniem może przemawiać rozmowa kierownictwa NKWD z Zygmuntem Berlingiem we wrześniu 1940 r. (kiedy sytuacja w Europie była już zupełnie inna), podczas której jakoby padły słowa: „Popełniliśmy błąd”. Są to jednak tylko spekulacje.


Dlaczego zajmują się Państwo, jako „Memoriał”, także sprawą mordu katyńskiego?


– Myślę, że to w większym stopn iu jest sprawa Rosji samej w sobie, niż nawet jej stosunków z Polską. Oczywiście chcielibyśmy, aby były one jak najlepsze. Chcielibyśmy także, by zadośćuczyniono rodzinom ofiar. Dlatego zdajemy sobie sprawę, że ta kwestia oraz zachowanie obecnych władz to jedna z przyczyn tego, że stosunki z Polską nie są najlepsze. Jednak problem jest nawet ważniejszy dla samej Rosji.


Dlaczego?


– 29 stycznia br. Kolegium Wojskowe Sądu Najwyższego Federacji Rosyjskiej rozpatrywało jako sąd drugiej instancji jeden z wniosków moskiewskich adwokatów 10 rodzin ofiar – Anny Stawickiej i Romana Karpińskiego. Wniosek dotyczył uznania za sprzeczne z prawem umorzenia śledztwa katyńskiego przez GPW. Adwokaci domagali się też, by sąd zobowiązał prokuraturę do uznania rodzin pomordowanych jako poszkodowanych w wyniku zbrodni. Kolegium Wojskowe odrzuciło wniosek adwokatów z uzasadnieniem, że śledztwo nie może być wznowione, bo zbrodnia przedawniła się. W ten sposób, nie badając sprawy, Kolegium przyjęło kwalifikację prawną, którą arbitralnie nadała sprawie GPW, mianowicie że zbrodnia katyńska była nadużyciem władzy przez poszczególne osoby z kierownictwa NKWD, a więc była przestępstwem pospolitym. W takich przypadkach w myśl ówczesnego kodeksu karnego przedawnienie następowało po 10 latach. Ta kwalifikacja ma ogromne znaczenie. Bowiem powołano się na dotyczący tylko osób wojskowych art. 193-17 kodeksu karnego, obowiązującego w 1940 r., więc osoby cywilne nie zostały uznane za winne tej zbrodni. A przecież spośród 6 członków Politbiura, które podpisały się pod decyzją o zamordowaniu polskich jeńców, w tym czasie tylko Kliment Woroszyłow był wojskowym (ale nie należał do kierownictwa NKWD). Kolegium Wojskowe bez zbadania zatwierdziło de facto tę kwalifikację i tym samym po raz pierwszy sąd rosyjski uznał, że Stalin nie ponosi odpowiedzialności za konkretną zbrodnię stalinizmu. To ma ważkie konsekwencje przede wszystkim dla rozliczenia się Rosji ze zbrodni stalinowskich w ogóle. Więc zbrodnia, która była aktem terroru państwowego, podjęta na mocy decyzji przywódców ZSRS, została sprowadzona do banalnego nadużycia władzy przez kilku wykonawców. To jest bardzo niebezpieczne także dla wewnętrznej sytuacji w Rosji oraz dla jej przyszłości.


A może władze jedynie w tym przypadku, bojąc się np. uznania zbrodni katyńskiej za ludobójstwo, przyjęły takie wytłumaczenie?


– Ale nie było ani jednego przypadku sądzenia sprawców zbrodni stalinowskich w ogóle – spośród kierownictwa państwa. Nie było nawet przypadków sądzenia szeregowych sprawców jakichkolwiek represji politycznych. Zresztą władze zaczynają od razu negować odpowiedzialność za zbrodnię katyńską, gdy tylko zgłaszane są konkretne przypadki ofiar, z podaniem personaliów. Możliwe, że chodzi również o to, by nie uznać odpowiedzialności państwa za zbrodnię wobec konkretnej osoby – w myśl bardzo groźnego, tradycyjnego w Rosji przekonania o niewątpliwej wyższości interesów państwa nad prawami człowieka. W przypadku zbrodni katyńskiej władze najwyraźniej chciałyby, aby 22 tysiące ofiar pozostały zbiorowością anonimów, bo cóż to za odpowiedzialność względem anonimowej osoby? Dzisiejsze posunięcia władz pokazują, jaka jest ogólna tendencja. Przecież sformułowana niedawno koncepcja nauczania historii w szkołach sprowadza się do prezentowania przeszłości Rosji jako pasma sukcesów i osiągnięć. Dlatego w tym ujęciu mówi się, że co prawda zdarzały się przypadki łamania prawa, ale nie było innego sposobu na skuteczną modernizację kraju. Stanowisko władz w sprawie Katynia to przykład ogólnej i odgórnej tendencji w podejściu do historii Rosji i do zbrodni stalinizmu.


Dziękuję za rozmowę.
drukuj