Zawiedli nas niby-sprzymierzeńcy

Z Eugeniuszem Gaworem, powstańcem warszawskim, rozmawia Izabela Borańska-Chmielewska

1 sierpnia, dzień wybuchu Powstania Warszawskiego, powinien być świętem narodowym?

– Oczywiście, tak. Bo gdyby nie było Powstania, to możliwe, że wszyscy zostalibyśmy wystrzelani przez Niemców. Tak jak na Woli…

Jak Pan ocenia opinie niektórych historyków, którzy twierdzą, że Powstanie nie było potrzebne?

– Takie mówienie jest głupie. Bo to mówią ci, którzy w Powstaniu udziału nie brali, którzy urodzili się często długo po nim. Każdy człowiek ma inne opinie na różne tematy, na temat Powstania – jak widać – też.

Jak pamięta Pan pierwsze dni Powstania?

– Pamiętam je bardzo dobrze, wszyscy nas witali, widoczne były chorągwie i sztandary polskie, a niemieckie zniknęły. To było najważniejsze. Potem stało się tak, że niestety oni byli silniejsi od nas. Zawiedli nas nasi niby-sprzymierzeńcy, którzy stali po drugiej stronie Wisły i przyglądali się… Potem nie wróciłem do Polski, od 1946 r. mieszkam w Anglii. Wcześniej od urodzenia mieszkałem z rodzicami na Woli. W Anglii obchodziliśmy każdą rocznicę Powstania. W Polsce wyglądało to niestety inaczej, szczególnie za czasów komunizmu.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj