Zarzuty dla wojskowych

Planowane są zarzuty dla wojskowych w śledztwie dotyczącym katastrofy
smoleńskiej – zapowiada Naczelna Prokuratura Wojskowa. Śledczy poinformowali
także, że rejestrator ATM nie wykazał żadnych usterek Tu-154M. Pełnomocnicy
rodzin smoleńskich wskazują jednak, że konieczna jest kompleksowa opinia
biegłych na temat ostatnich minut lotu rządowego samolotu.

– Prokuratura wojskowa zamierza stawiać zarzuty w śledztwie smoleńskim w wątku
wojskowym – ujawnił gen. Krzysztof Parulski, naczelny prokurator wojskowy.
Jednak nie chciał podać żadnych szczegółów. Według mecenasa Piotra
Pszczółkowskiego, pełnomocnika Jarosława Kaczyńskiego, skoro prokuratura
stwierdziła, że nie odnotowano żadnych usterek samolotu, to oznacza, że zarzuty
dotkną osób odpowiadających za szkolenia lotnicze. Ale być może będą to też
dowódcy z 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego, którzy wystawili
załodze rozkaz lotu.
Prokuratura poinformowała, że dysponuje ekspertyzą z firmy ATM, która
wyprodukowała jedyny polski na pokładzie rejestrator lotu. Eksperci z tej firmy
porównali zapisy pozostałych rejestratorów parametrów lotu, jakie były na
pokładzie rządowego tupolewa. Według opinii biegłych, rejestratory parametrów
lotu nie odnotowały żadnych niesprawności maszyny aż do zderzenia jej skrzydła z
drzewem o godz. 8.40 i 59 sekund.
Prokuratura przyznaje, że rejestratory przestały działać na ok. 1,5 do 2 sekund
przed zderzeniem samolotu z ziemią. Jak podkreśla prokurator Ireneusz Szeląg,
zdaniem biegłych stało się to w wyniku uszkodzenia instalacji elektrycznej.
– Dane z rejestratorów pozwalają bardzo zasadnie stawiać hipotezę, że w
momencie, gdy przestały działać, los samolotu i osób, które znajdowały się na
jego pokładzie, był już przesądzony – stwierdził generał Parulski. Dodał, że w
tym momencie samolot znajdował się ok. 100 metrów od rejonu, gdzie znaleziono
jego szczątki. – Nie stwierdzono, by w tym momencie cokolwiek zderzyło się z
samolotem. Przestały działać rejestratory, a biegli jako najbardziej
prawdopodobną przyczynę wskazują zaprzestanie działania instalacji elektrycznej
– zaznaczył. Prokurator Ireneusz Szeląg powiedział, że rejestratory nie
wykazały, aby system odejścia w ostatnich sekundach lotu Tu-154M był aktywny.
Zaznaczył, że rejestrator zapisuje inicjację całego systemu, a nie samo
naciśnięcie przycisku odejścia. – Nie tyle chodzi tu o zarejestrowanie samego
włączenia sytemu, ile o inicjację działania samego systemu. To nie jest tak, że
można zarejestrować samo włączenie tego przycisku. Rejestruje się inicjację
systemu. Mogę powiedzieć, że wskaźnik dwustanowy wskazuje w ostatnich sekundach
lotu parametr zero, czyli nieaktywny – wyjaśnił Szeląg. Śledczy zaznaczyli, że
"czarne skrzynki" nie rejestrują, czy system automatycznego odejścia był
sprawny.
– Z opinii wynika, że skrzynka ATM nie zarejestrowała niesprawności urządzeń,
natomiast to wcale nie oznacza, że – jak powiedział prokurator Parulski –
urządzenia były sprawne – mówi mecenas Rafał Rogalski, pełnomocnik kilku rodzin
smoleńskich. – Żeby można było stwierdzić, że urządzenie było sprawne, trzeba by
m.in. zbadać wrak samolotu, tu musi być wydana opinia kompleksowa, i w takim
zakresie będziemy mogli mówić o tym, że samolot był sprawny, pamiętajmy o tym,
że pewne urządzenia, ich parametry nie są rejestrowane – podkreślił Rogalski.

"Uchod" jest w systemie
Jak podkreśla w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Paweł Jajkowski z ATM Awionika,
producenta rejestratora ATM-QAR/R 128 ENC, czyli tzw. polskiej czarnej skrzynki
zamontowanej w Tu-154M 101, prokurator Szeląg jest w błędzie. Na rejestratorze
można sprawdzić, czy został wciśnięty przycisk "uchod" lub nastąpiła aktywacja
tego systemu. Wystarczy dokładnie sprawdzić dokumentację połączeń elektrycznych.
– Będzie tam określone, z którego miejsca jest brany sygnał do rejestracji –
mówi. Jajkowski zauważa, że podłączenie może być na samym przycisku lub też na
końcu całego "łańcucha". Zaznacza, że wszystko zależy od tego, w jakim miejscu
jest rejestrowany "uchod". – Jeśli tego nie wiemy, to wszystko inne jest
spekulacją – konkluduje. Odpowiadając na pytanie, jak długo może potrwać
sprawdzenie tej kwestii, Jajkowski odpowiada, że "jeżeli ma się całą
dokumentację i wie, czego się szuka, to można to sprawdzić szybko".
Na zarzuty, że eksperci ATM Awioniki przeciągali moment oddania ekspertyzy,
Jajkowski odpowiada z kolei, że "trwały tyle, ile trwać musiały". – To nie jest
takie proste. Musiały to być bardzo obszernie i klarownie opisane ekspertyzy,
tak aby prokuratura mogła to zrozumieć. Bo gdybyśmy zrobili to bardzo
hermetycznym językiem, to podejrzewam, że prokuratorzy mogliby tego nie
zrozumieć. To naprawdę było dosyć trudne, żeby w sposób jasny i zrozumiały to
opisać, a jednocześnie żeby nie upraszczać pewnych istotnych spraw – kwituje
Jajkowski.
Prokuratura poinformowała, że biegli pracowali na kopiach, ale zostały one
zbadane pod względem wiarygodności i nie kwestionowano jej. Ponadto zapis ATM
będzie czytelny dopiero po zestawieniu go z danymi odczytanymi z rejestratora
głosowego. Wciąż pracują nad tym biegli z Instytutu Ekspertyz Sądowych w
Krakowie. Rejestrator ATM ma jedynie dostarczyć obiektywnych danych o położeniu
samolotu i pozycjach poszczególnych przyrządów sterowniczych oraz innych
wskaźników, jakie w danym momencie widziała załoga samolotu.
Prokurator Parulski poinformował również, że zespół biegłych psychologów pracuje
nad sylwetkami psychologicznymi załogi samolotu; w tym nad "wskazaniem
mechanizmów zachowania oraz możliwości zakłóceń czynności psychicznych mogących
mieć znaczenie dla rozpatrywanego zdarzenia". Jak dodał, badane jest to w
kontekście poprzednich "doświadczeń życiowych", także tych związanych z
wykonywaniem obowiązków służbowych, a więc z przewozem najważniejszych osób w
państwie. – Robi się takie badania, to nie jest nic nadzwyczajnego – mówi nam
rzecznik NPW płk Zbigniew Rzepa. – Nie jestem zaskoczony tym, że takie profile
psychologiczne mają być stworzone, jest to nawet pożądane. Wynika to z
wszechstronności prowadzonego postępowania po to, żeby postawić kropkę nad i co
do bardzo wielu kwestii i uciąć wszelkie spekulacje, które na tym tle się
pojawiały – podkreśla Rogalski. – Pamiętajmy o tym, że jeśli chodzi o
psychologię, to nie jest to nauka ścisła, to nie jest wnioskowanie
zerojedynkowe. Jest to jedynie ustalanie pewnych wielu parametrów, które mogą
pomóc organowi procesowemu – dodaje.
Krytycznie nastawiony jest do tych opinii mec. Pszczółkowski. – Po co to badać,
jeżeli wykluczyliśmy, że naciski były – stwierdza.

Ponad 100 parametrów
Prokuratura poinformowała, że rejestrator ATM zapisywał łącznie ponad 100
parametrów, m.in. wysokość barometryczną, kąt wychylenia steru, kąt pochylenia
samolotu, obroty sprężarki silników, kąt obrotu wolanta, położenie pedałów
pilota, sygnalizację włączenia autopilota, układu podejścia, odejścia,
ciśnienia, niesprawność silników, sygnalizatory pożaru silników, dymu w
bagażnikach, prędkość zbliżania ziemi czy spadku ciśnienia instalacji
hydraulicznej.
– Biegli porównali zapisy lotu rejestratora ATM, MNP-14 i KBN pozyskanych w
Moskwie w obecności przedstawiciela Prokuratury Generalnej RP oraz dane z płyty
przekazanej przez komitet śledczy – poinformował Szeląg.
Biegli ustalili dokładnie ostatnie minuty lotu. I tak o godzinie 8.40 sekund 59
i pół nastąpiło uderzenie lewym skrzydłem w przeszkodę terenową – drzewo. Zapis
parametrów lotów kończy się o godz. 8.41 i 4 sekundy. Według biegłych, pierwsze
zetknięcie samolotu z ziemią miało miejsce o godz. 8.41 i 5 sekund, a główne
uderzenie – sekundę później.
Szeląg zaznaczył, że rejestrator parametryczny – który zawiera właśnie takie
dane czasowe – ma trzy sekundy opóźnienia do czasu astronomicznego. Z tej racji
rejestratory samolotu przestały działać na ok. 1,5 do 2 sekund przed zderzeniem
z ziemią. W opinii biegłych, precyzyjny czas katastrofy należy wyznaczyć na
godzinę 8.41 i 0,4 sekundy czasu polskiego, biorąc pod uwagę opóźnienia
rejestratorów względem czasu astronomicznego. W ostatniej fazie lotu samolot
poruszał się z prędkością zniżania 7 m/s.
Zdaniem szefa parlamentarnego zespołu smoleńskiego Antoniego Macierewicza,
prokuratura "jednoznacznie" potwierdza, iż "badania, których dokonała w oparciu
o analizę skrzynki ATM, i – jak rozumiem – innych danych, potwierdzają tezy
"białej księgi", że do tragedii doszło na skutek awarii zasilania na wysokości
co najmniej 15 m nad poziomem pasa, między 60-120 m przed uderzeniem w ziemię".
A "bezpośrednią przyczyną tragedii była utrata zasilania na wysokości 15 m".
– Fakty są bezsporne. Samolot utracił zasilanie na wysokości 15 m, na 2 sekundy
przed uderzeniem w ziemię – wskazuje poseł.

 

Zenon Baranowski

drukuj