Zaproszenie do kontemplacji

Często, kiedy odwiedzają nas różni ludzie, pada pytanie: a jak długo
siostry się modlą? Gdy odpowiadamy, że do pięciu, sześciu godzin dziennie,
słyszymy w odpowiedzi: „To nie dla nas, mamy rodziny, obowiązki, pracę…”. Czy
człowiek żyjący w świecie nie może „wypłynąć na głębię”, wejść w głęboką relację
z Bogiem? Na pewno może, ale inaczej niż my – mniszki żyjące w klasztorze. Nasze
kontemplacyjne życie może być propozycją, zachętą czy może raczej
przypomnieniem, że Bóg jest i chce zaprosić człowieka do fantastycznej przygody,
jaką jest zjednoczenie z Nim już tu, na ziemi.

Nasza kaplica położona jest w uroczym miejscu, w Bielsku-Białej, na wzgórzu
Trzech Lipek, u stóp jubileuszowego krzyża – wotum wdzięczności za
dziesięciolecie istnienia diecezji bielsko-żywieckiej. Jest to krzyż papieski
wykonany w kształcie pastorału Jana Pawła II. Jest to jednocześnie znaczący
drogowskaz, który ma nas prowadzić w trzecie tysiąclecie chrześcijaństwa. Widok
rozciągający się z tego wzgórza jest cudowny, sprzyja modlitwie i
wyciszeniu.
„Obecność Jezusa w tabernakulum winna stanowić jakby biegun
przyciągania dla coraz większej liczby dusz w Nim zakochanych, zdolnych przez
długi czas słuchać Jego głosu i niemal odczuwać bicie Jego serca” (Jan Paweł II,
Mane nobiscum Domine, 18).
Powołanie do życia w bliskości z Jezusem jest
łaską, darem Boga i wielką tajemnicą. Jest także misją, którą wypełnia się w
Kościele „dla dobra dusz”, dla zbawienia świata. Dlatego wciąż potrzeba dusz w
Nim zakochanych, słuchających Jego głosu…

„Kochaj tylko Mnie”
Aby dobrze opisać dzisiejszy sposób
życia kontemplacyjnego w klauzurze, trzeba cofnąć się o kilka wieków i
opowiedzieć o tym, jak doszło do powstania zakonu i kim była pierwsza
redemptorystka, nasza matka założycielka, Sługa Boża Maria Celeste Crostarosa
(1696-1755).
Miała około 12 lat, kiedy usłyszała w swoim sercu, że sam Pan
chce być jej Mistrzem i to Jego ma kochać najbardziej, nie szukając miłości
stworzeń. W swojej „Autobiografii” podkreśliła te słowa jako niezwykle istotne
dla jej życia duchowego: „Kochaj tylko Mnie”. Mając 21 lat, wstąpiła do
klasztoru, wybrała Jezusa jako swego Pana i Oblubieńca, a On, prowadząc ją drogą
modlitwy, przeprowadził „przez ciemną dolinę” niezrozumienia i cierpienia,
objawiając jej nowe dzieło, nową regułę zakonną. Bóg Ojciec zapragnął bowiem,
aby w Kościele zaistniał zakon przypominający o Bożej miłości, która najpełniej
zajaśniała w Chrystusie, i aby każdy, kto odwiedza wspólnotę redemptorystek,
spotykał pośród nich żywego Jezusa. Nasza zakonna rodzina ma być w dzisiejszym
świecie „żywą pamiątką” Odkupiciela.
Maria Celeste spisywała swoje duchowe
refleksje w formie dziennika. Próbowała wiernie oddać słowa i obrazy, które
„odbierała”, trwając przed Panem. Miała świadomość, że czyni to niezgrabnie,
nieadekwatnie do tego, co przeżywa, ale chciała z miłością i pokorą przekładać
to, co Pan jej przekazywał, na język zrozumiały dla innych, dlatego słuchała i
pilnie notowała. Tak powstawały jej teksty, z których dzisiaj obficie korzystamy
w naszych redemptorystowskich wspólnotach na całym świecie i które także
wydajemy, bo są bogactwem dla całego Kościoła. Maria Celeste nie była teologiem,
nie studiowała. Kobiety w tym czasie (w XVIII wieku) nie miały takich
możliwości. Jako neapolitanka o gorącym sercu należała do grona tych
„zakochanych w Chrystusie dusz”. Na kartach swoich pism powierzyła nam sekrety
spotkań z Panem, spotkań pełnych pasji, w czasie których wielokrotnie padało
słowo „miłość”. Podyktował jej nowe reguły, z których pierwsza zaleca miłość
wzajemną jako drogę i owoc kontemplacji Jego samego.
Maria Celeste przeszła
przez drogę oczyszczającą i oświecającą, aby z coraz większą intensywnością
poznawać Boga na ścieżkach kontemplacji. Dla niej kontemplacja była spojrzeniem
wiary utkwionym w Jezusie. Światło spojrzenia Jezusa oświecało oczy jej serca i
dlatego zmienił się jej sposób patrzenia na świat. Wszystko w nim udostępniało
Boga.
„Patrzę na niebo, wpatruję się w gwiazdy – Ty jesteś ich światłem i
blaskiem, Tyś ich pięknem i w Tobie istnieją. Patrzę na słońce i księżyc, że Ty
jesteś ich blaskiem, istnieniem, życiem.
Patrzę na morze – głos wód i szmer
fal są śpiewem radosnego uwielbienia dla uszu mojej duszy, ponieważ w nich
objawiasz się jako Życie i Mądrość.
Patrzę na ziemię, trawy, kwiaty i owoce –
czuję Twoją woń.
Słodki śpiew ptaków raduje moje uszy – Ty, Boże, jesteś
najdelikatniejszą muzyką we wszystkich stworzeniach.
Wszystko, co piękne i
godne podziwu w otaczającym mnie świecie, pozwala mi dostrzec Boskie piękno
płynące od Ciebie…”.
Opowiadając o naszym kontemplacyjnym życiu, trzeba
odwołać się do tych treści, do przesłania, które otrzymała nasza założycielka i
które stało się jej życiem.

Być żywą księgą dla innych
Nasz dzień rozpoczynamy od
zanurzenia się w mądrość Słowa Bożego, czytamy Ewangelię, aby ją medytować i w
oparciu o nią przemieniać naszą codzienność, by stawała się bardziej
ewangeliczna. Wzywamy Ducha Świętego: „Veni Creator Spiritus”, i bierzemy do
ręki Ewangelię przypadającą na dany dzień. Otwieramy ją z głęboką miłością, aby
napełniać się Słowem i wypowiadać własnym życiem, jak Maryja: „Niech mi się
stanie według Słowa Twego”. Nasze Konstytucje zalecają nam takie trwanie w
Słowie Bożym, które uczyni nas żywą Ewangelią. Podobnie jak o św. Franciszku w
aspekcie modlitwy mówiło się, że stał się uosobieniem modlitwy,
człowiekiem-modlitwą, tak my mamy się stać żywą księgą dla innych. „Dla wielu
bowiem jedyną Ewangelią, jaką spotykają w swoim życiu, jesteśmy my sami” (ks.
kard. Leo Suenens).
Aby żyć radykalnie Słowem Bożym, potrzebne jest wytrwałe
Jego studium. Staramy się to czynić, nie tylko podejmując refleksję nad postawą
Chrystusa, ale także prosząc o łaskę Bożego Rzeźbiarza, Ducha Świętego, aby
ukształtował w nas Syna Bożego. Chcemy bowiem czynić naszymi także Jego myśli i
uczucia. Dlatego to spojrzenie utkwione w Chrystusa („sguardo fisso”),
kontemplacja Jego postaw, Jego słów to nasza nieustanna troska. „Patrzmy na
Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala”. Pragnienie wpatrywania
się w Jezusa, które rodzi się na modlitwie, na adoracji, przenosi się na
wypatrywanie Go w codziennych zajęciach, w siostrach, w ludziach, którzy nas
odwiedzają. Dlatego czas osobowego spotkania z Chrystusem jest tak bardzo ważny
i nic go nie zastąpi. Prosimy więc Ducha Świętego o pewną zdolność, o
umiejętność szukania Jezusa dla Jezusa, bo jak twierdzi św. Augustyn, niewielu
szuka Go dla Niego samego. Wierne przebywanie w obecności Pana, szukanie Jego
oblicza dzień po dniu, tydzień po tygodniu, w całkowitym zawierzeniu, z „miłosną
uwagą” przenika nasze życie i je przemienia.

Dialog serca
Najważniejszy i najpiękniejszy moment
naszego życia – jego „źródło i szczyt” – stanowi Eucharystia. Każdego dnia
kontemplujemy w tej celebracji dzieło Odkupienia, doświadczamy przemiany, tego
przedziwnego cudu miłosierdzia, gdy „Bóg wchodzi w nasze życie i daje nam się
cały” (Maria Celeste Crostarosa). Radość z zamieszkania Boga w każdej z nas jest
jednocześnie wezwaniem do gorliwości o zbawienie każdego brata, każdej siostry.
„Spraw, aby żaden człowiek Krwią Twoją odkupiony nie pozostał z dala od Ciebie”.
Nie mamy nic więcej do ofiarowania nad pokorną pomoc ludziom w wędrówce ku Bogu,
nad zachętę do uwewnętrznienia wiary, aby nie była jedynie jurydycznym
wypełnianiem przykazań, ale partycypacją serca w dialogu z najpiękniejszym
spośród synów ludzkich, osobową z Nim relacją. Bo On nie tylko jest, ale także
działa. „Spójrzcie na Niego, a rozpromienicie się radością”.
Nie trwamy w
klauzurze, myśląc o sobie, o własnej wygodzie, o jakimś dolce vita z Panem. Tu
rozgrywa się walka duchowa i nasze życie staje się bojowaniem z własnym egoizmem
i o zbawienie dusz. Do klasztoru przychodzi się, aby tę walkę podjąć. Czasami
wydaje się, że życie w skupieniu, dla Boga, jeszcze bardziej ją zaostrza, ale
przychodzi chwila, gdy pokój zstępuje w serce człowieka jako dar Bożego
miłosierdzia. I tym mamy i chcemy promieniować – Bożym pokojem. To On,
Odkupiciel, wejrzał na nicość swojego stworzenia, aby napełnić je szczęściem, bo
jak to wyraził św. Alfons: „Chwałą Boga jest człowiek szczęśliwy”.

Miłość musi być pełna
Uczucia przychodzą i odchodzą,
napisał Papież Benedykt XVI w swojej pierwszej encyklice „Deus caritas est”.
Mogą być iskrą, lecz nie stanowią o pełni miłości. Miłość dojrzała angażuje
całego człowieka, również jego wolę i intelekt. Jak „Słowo, które stało się
Ciałem”, tak miłość wyraża się też za pośrednictwem ciała przez obecność,
ciepło, solidarne wspieranie się w pracy. Wiemy, że miłość wymaga nie tylko
fizycznej obecności, ofiarności w obowiązkach, ale także ciepła. W prawdziwej
rodzinie nie istnieje emocjonalna obojętność. Chcemy być rodziną, w której
panuje życzliwość, nie brakuje serdecznego uścisku, uśmiechu. Przez kontakt
pozawerbalny pragniemy także powiedzieć sobie nawzajem: „Dobrze, że jesteś!”. W
tym właśnie wyraża się szacunek dla Boga obecnego w sercu mojej siostry, z którą
żyję na co dzień. Jeśli się o to staramy, pracujemy nad sobą także w wymiarze
ascetycznym, nasze świadectwo pośród ludzi, którzy do nas przychodzą, staje się
czytelne.
Bóg nie daje nam cieszyć się Sobą na modlitwie i we wspólnocie
jedynie dla nas samych. Mamy przekazywać innym owoce naszej kontemplacji. Nie
zaniedbać żadnego środka ani żadnej możliwości, by On mógł być
kochany.
Człowiek żyjący w świecie, także Ty, Drogi Czytelniku, nawet gdy
jesteś zapracowany, zabiegany, nie zwalnia Cię to od modlitwy, która zaangażuje
Twoje serce. Jeśli Bóg jest dla Ciebie najważniejszy, jeśli jest na pierwszym
miejscu, znajdziesz czas dla Niego, weźmiesz do ręki Ewangelię, aby usłyszeć, co
mówi do Ciebie dzisiaj! Przechodząc obok kościoła, wstąpisz, aby uczcić Go w
Najświętszym Sakramencie, również w spotkaniu z drugim człowiekiem spróbujesz
zobaczyć w nim – jak zalecała nam, redemptorystkom, Maria Celeste Crostarosa –
„żywe tabernakulum”, mieszkanie Boga samego. A wszystko to w tym celu, aby
kształtować w sobie postawę ku kontemplacji, aby promieniować pokojem, dobrem,
życzliwością i budować wokół siebie cywilizację miłości.

s. Ewa Klaczek –
redemptorystka

drukuj