Zapomniano o pilotach
Dramatyczna śmierć 96 osób, które wypełniając swoje obowiązki,
współtworzyły najnowszą historię, zasługuje na naszą pamięć. Jej wyrazem jest
odsłonięta wczoraj w krypcie katedry wawelskiej tablica z nazwiskami wszystkich
ofiar katastrofy smoleńskiej. Skazą na uroczystościach stały się zaniedbania
organizatorów, którzy najpierw nie dotarli z obarczonymi błędem zaproszeniami do
wszystkich rodzin, a następnie nie odczytali znajdujących się na tablicy nazwisk
członków załogi Tu-154M.
Pięć miesięcy po katastrofie rządowego tupolewa z delegacją katyńską na
pokładzie na Wawelu w obecności przedstawicieli wielu rodzin ofiar katastrofy
uroczyście odsłonięta została tablica z nazwiskami wszystkich tragicznie
zmarłych członków prezydenckiej delegacji. Modlitwie przewodniczył ks. kard.
Stanisław Dziwisz, metropolita krakowski. Jak powiedział hierarcha, była to
dramatyczna śmierć 96 ludzi, którzy wykonując bardzo odpowiedzialne zadanie w
naszym państwie, współtworzyli jego najnowszą historię. – Ta tragedia musi
zostać utrwalona w pamięci Narodu, ponieważ Naród bez pamięci byłby Narodem bez
tożsamości i bez przyszłości – mówił. Ksiądz kardynał Dziwisz zaznaczył, że
pamięć Narodu sama w sobie nie istnieje, ale jest w ludziach, którzy ją tworzą.
Dlatego też potrzebne są nam widoczne symbole. Jak zauważył metropolita
krakowski, umieszczając tablicę obok sarkofagu tragicznie zmarłej pary
prezydenckiej, Lecha i Marii Kaczyńskich, stajemy się na moment "przewodnikami
pamięci dla innych". – Pytamy się zatem, czy sami dobrze widzimy ową drogę,
którą przeszli tragicznie zmarli nasi bracia i siostry? Czy nasza pamięć jest
dobra i czy nie wymaga oczyszczenia? – pytał duchowny.
Odsłonięta wczoraj kamienna tablica zawiera: łacińską sentencję "Corpora
dormiunt, vigilant animae" (Ciała śpią, dusze czuwają), napis "Pamięci ofiar
katastrofy w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 r." oraz alfabetyczną listę nazwisk
wszystkich ofiar tragedii. W uroczystościach uczestniczyło ponad 100 członków
rodzin ofiar, duchowieństwo, a także przedstawiciele władz państwowych i
samorządowych. Z udziału w nich zrezygnował Jarosław Kaczyński. Prezes PiS
zdecydował, że pozostanie w Warszawie, gdzie także modlono się za tragicznie
zmarłych – na Mszy Świętej oraz podczas Marszu Pamięci.
Niestety, z powodu rażących zaniedbań organizatorów krakowskie uroczystości
przebiegły pod znakiem nieporozumień. Najpierw okazało się, że organizatorzy nie
zdołali dotrzeć z zaproszeniami do wszystkich rodzin ofiar katastrofy.
Zaproszenia nie otrzymał m.in. Paweł Deresz, który uznał to za "rodzaj zemsty ze
strony kurii krakowskiej", gdyż jego zmarła w katastrofie małżonka występowała
przed Trybunałem Konstytucyjnym o usunięcie krzyży ze szkół. Władze kościelne
tłumaczyły, że to nie one były odpowiedzialne za zaproszenia, a parafia
katedralna zapraszała wyłącznie przedstawicieli lokalnych władz oraz działaczy
środowisk niepodległościowych. Winny nie czuł się też drugi z organizatorów
uroczystości – Małopolski Urząd Wojewódzki. Jak tłumaczyła Joanna Sieradzka,
rzecznik prasowy wojewody małopolskiego, urząd nie posiadał adresów rodzin
zmarłych, więc scedował obowiązek dostarczenia zaproszeń na tzw. koordynatorów –
odpowiedzialnych za utrzymywanie kontaktów z rodzinami zmarłych. Jak zaznaczyła
Sieradzka, MUW dotarł do wszystkich zainteresowanych osób z województwa
małopolskiego, a wolą urzędu było dotarcie do wszystkich zainteresowanych
rodzin. Ostatecznie sprawę wyjaśnił Stanisław Kracik, wojewoda małopolski, który
jako przedstawiciel administracji rządowej przeprosił za "nieporozumienie".
W zaproszeniach została też błędnie podana nazwa krypty, w której znajduje się
tablica. Doktor Jerzy Bukowski, przewodniczący Komitetu Opieki nad Kopcem Józefa
Piłsudskiego, zaznacza, że w wysyłanych w ostatniej chwili e-mailach i SMS-ach
jest mowa o odsłonięciu tablicy w krypcie pod wieżą Srebrnych Dzwonów, podczas
gdy została ona zamontowana tam, gdzie spoczywają Maria i Lech Kaczyńscy, czyli
w jej przedsionku, któremu zresztą jak najszybciej należałoby nadać nazwę, np.
Smoleńska, Katyńska, Prezydencka.
Niestety, to nie ostatnie przeoczenie. Już w trakcie uroczystości okazało się,
że nie odczytano nazwisk załogi Tu-154M. Po uroczystościach ten skandal
tłumaczono nieroztropnością lektora, który zamiast korzystać z oficjalnej listy,
bazował na danych zdobytych w internecie.
Marcin Austyn
