Zapłacisz? To sprzedamy!

– Hipermarkety wykorzystują swoją przewagę na rynku do finansowania się naszym kosztem. „Opłaty półkowe” powodują upadek i straty setek firm – alarmują przedsiębiorcy dostarczający towary do sieci. – Handel wielkopowierzchniowy ze swej istoty wymaga nakładów na wsparcie sprzedaży – odpowiada przedstawiciel Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji. Ministerstwo Sprawiedliwości w specjalnym piśmie zobowiązało prokuratorów do podejmowania czynności służbowych w konfliktach przedsiębiorców z sieciami wielkopowierzchniowymi.

Umieszczenie towaru na półce, na palecie, w głównej alejce, wciągnięcie do systemu informatycznego, otwarcie nowego sklepu czy hurtowni, urodziny sklepu, umieszczenie w gazetce reklamowej, wyprzedaż towarów i przeceny, promocje – za to wszystko muszą zapłacić dostawcy sklepów wielkopowierzchniowych. Korzystanie z usług marketingowych jest zwykle obowiązkowe. Najczęściej zapłata za te „usługi” odbywa się przez potrącenie od kwoty należnej dostawcy (producentowi, rolnikowi) za dostarczony towar. – Obciążenie sięga nawet 25-30 proc. ceny producenta – oblicza Edward Gollent, niegdyś producent kosmetyków i chemii gospodarczej dla sieci sklepów Biedronka, obecnie animator Stowarzyszenia Poszkodowanych przez Wielkie Sieci Handlowe.

Firma pana Edwarda Gollenta nie wytrzymała finansowego obciążenia, a on sam walczy obecnie w sądach o zwrot należnych pieniędzy. Sprawa oparła się nawet o Sąd Najwyższy, który stanął w tej sprawie po stronie przedsiębiorcy.

Praktyka pobierania „opłat za wejście do sieci” zaczęła się rozprzestrzeniać pod koniec lat 90. w miarę pozyskiwania rynku przez sklepy wielkopowierzchniowe i stała się na tyle groźnym zjawiskiem, że w 2003 r. w znowelizowanej ustawie o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji została jasno zakazana. Artykuł 15 ust. 1 pkt 4 ustawy uznaje „pobieranie od dostawcy innych opłat niż marża handlowa” za przejaw „utrudniania przedsiębiorcy dostępu do rynku”, czyli działanie nielegalne.

– Okazało się jednak, że korporacje zarządzające sieciami sklepów nie dały za wygraną. Zaczęły wymagać od dostawców innych opłat, stwarzając pozory, że nie są to opłaty za wprowadzenie towaru do sklepu – mówi poseł Lidia Staroń (PO). – Nazwy są różne, np. opłata półkowa, marketingowa, listingowa, za remodeling, za logistykę, w sumie 28 różnych tytułów, a łączy je to, że od ich wnoszenia uzależniana jest współpraca z siecią, choć nie stanowią marży handlowej. Traktowane są jako wynagrodzenie za usługi ze strony sprzedawcy, ale naliczane zazwyczaj od obrotu, bez związku z nakładami ze strony usługodawcy, i potrącane z zapłaty za towar – relacjonuje posłanka.

– Zaoferowali nam umowę adhezyjną, bez możliwości negocjacji, do której dołączyli warunki handlowe zawierające dodatkowe opłaty. Drabinkę opłat wciąż podnosili w górę – wspomina Krzysztof Czaja, producent zabawek, niegdyś dostawca Tesco, który zerwał współpracę i skierował sprawę do sądu.

Problem dyktatu wielkich sieci dotyka przede wszystkim małych i średnich firm, których ofertę towarową można łatwo na półkach zastąpić. – Sklepom na nas zależy, więc mamy możliwość negocjowania zawieranej umowy. Nasza pozycja wynika z tego, że dostarczamy towar wysoko przetworzony, wymagający obsługi gwarancyjnej, a do tego bardzo „chodliwy” – mówi Grzegorz S., dostawca sprzętu elektronicznego m.in. do sieci Carrefour, Tesco i Biedronki. W przeciwieństwie do poprzedników – jest zadowolony z kontrahentów. Ale przyznaje, że i jego firma zmuszona była do zakończenia współpracy z jedną z sieci z powodu narzucania jej niekorzystnych warunków handlowych.


Kto ma wspierać rotację?


– Nie stosujemy żadnych opłat niezgodnych z prawem. Nasze relacje z partnerami handlowymi opieramy o zasady partnerskie, umożliwiające długoterminowy rozwój obydwu stronom – zapewnia Paweł Tymiński, rzecznik prasowy Jeronimo Martins Dystrybucja SA, właściciel sieci Biedronka. – Mamy ponad 450 stałych partnerów handlowych – dodaje.

– Nikt już dzisiaj nie pobiera opłat za wejście do sieci, ponieważ to jest bezprawne – wtóruje mu Andrzej Maria Faliński, dyrektor generalny Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji, zrzeszającej sklepy wielkopowierzchniowe. – Ale w handlu wielkopowierzchniowym produkt musi być wspierany. Sprzedaż setek ton i milionów sztuk towaru na ogromnej powierzchni wymaga wsparcia rotacji [tj. zwiększenia obrotu danym towarem – przyp. red.] przy pomocy marketingu, odpowiedniego rozmieszczenia towaru na półkach, akcji promocyjnych – wyjaśnia. – Nowoczesna sprzedaż jest kosztowna, jeśli ktoś tego nie rozumie, nie powinien podejmować współpracy ze sklepami wielkopowierzchniowymi, taka jest logika tego handlu – stwierdza Faliński. Zapewnia jednak, że nie ma mowy o żadnym przymusie podpisania „umowy wiązanej”. – Przedsiębiorca może sam wspierać rotację, obniżając swoją cenę za towar. Mniejsi producenci zazwyczaj nie mogą sobie na to pozwolić, więc wolą zakontraktować zbiorcze usługi marketingowe świadczone przez sieć – przekonuje. Zdaniem Falińskiego, „konkurujący między sobą dostawcy prześcigają się w gotowości do nabywania tego typu usług dodatkowych”.

Część przedsiębiorców jest jednak innego zdania i próbuje dochodzić sprawiedliwości przed sądami, ostatnio coraz częściej z sukcesem. Cóż jednak z tego, gdy w międzyczasie firma pozbawiona płynności finansowej i możliwości sprzedaży towaru upadnie? Zagraniczne sieci opanowały już ok. 50 proc. krajowego rynku.


Państwo przerywa milczenie?


– Właściciele sieci zorientowali się, że pobierając opłaty inne niż marża, narażają się na przegrane procesy, więc teraz próbują nam podsuwać umowy, w których dostawca godzi się na wyłączenie drogi sądowej i zobowiązuje się do korzystania w sprawach spornych z negocjatora. Nawet nazwisko negocjatora jest w umowie ustalone – mówi Czaja.

Chociaż problem nadużywania przewagi nad dostawcami przez wielkie sieci nasila się od lat, państwo zachowywało dotąd milczenie w tej kwestii. Czy teraz je przerwie?

Poseł Lidia Staroń, do której z prośbą o interwencję zwróciła się grupa poszkodowanych przedsiębiorców, wystosowała interpelacje – do ministra sprawiedliwości, ministra gospodarki oraz do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Najszybciej zareagował minister sprawiedliwości – prokurator generalny. „Z uwagi na wagę problemu” nakazał prokuratorom apelacyjnym w całym kraju wszczynanie postępowań i przystępowanie do toczących się postępowań, gdy zachodzi podejrzenie naruszania przez sieci handlowe ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. – Pobieranie innych niż marża handlowa opłat za przyjęcie towaru do sprzedaży jest czynnością sprzeczną z prawem – przypomniał zastępca prokuratora generalnego Andrzej Pogorzelski. Powszechność opisanych praktyk wskazuje, według niego, że zachodzi zjawisko tzw. nadmarketingu, a więc tworzenia nieokreślonych „budżetów promocyjnych” lub narzucania dodatkowych umów o charakterze kredytu handlowego.

Resort gospodarki, jak wynika z odpowiedzi na interpelację, liczy na to, że drenowaniu dostawców zapobiegnie wprowadzenie – wzorem Wielkiej Brytanii – Kodeksu dobrych praktyk w handlu. – Potrzebna jest aktywna postawa organów państwa. Zwróćmy uwagę, że te same sieci handlowe, na które skarżą się polscy przedsiębiorcy, w swoich sklepach na Zachodzie zachowują się wobec dostawców w sposób należyty – przekonuje Staroń.

Z naszych rozmów z przedsiębiorcami wynika, że ta sama sieć, która w Polsce wymaga od przedsiębiorcy „haraczu” na wsparcie rotacji, za dostawy do hiszpańskich supermarketów nie pobiera w takich sytuacjach dodatkowych opłat. Nawet hipermarkety w Pradze czeskiej, a więc za miedzą, płacą za towar bez potrąceń. – Przyjmuje się, że jeśli jedna sieć nie zajęła 40 proc. rynku – to nie ma monopolu, ale warto sprawdzić, czy nie mamy tu do czynienia z „kolektywną dominacją”, czy też zmową monopolową w sprawie traktowania dostawców – komentuje Staroń.

Mecenas Lech Obara, reprezentujący Stowarzyszenie Poszkodowanych przez Sieci Handlowe, jest zdania, że należałoby w pierwszej kolejności zakazać sklepom potrącania dostawcom dodatkowych opłat z należności za towar. – W ten sposób w sprawach spornych sieci byłyby zmuszone do dochodzenia tych opłat przed sądem i to one musiałyby udowodnić, że wykonały na rzecz dostawcy określoną usługę – podkreśla poseł Staroń, która przesłała do resortu gospodarki propozycje odpowiednich rozwiązań ustawowych.


Małgorzata Goss

drukuj