Zaczęłam normalnie chodzić
28 lipca 1986 r., gdy miałam 79 lat, spadłam ze strychu z wysokości
ok. 4 m, w wyniku czego doznałam złamania szyjki udowej. Natychmiast wezwano
pogotowie ratunkowe i po prowizorycznym unieruchomieniu i opatrzeniu innych
drobniejszych obrażeń przewieziono mnie do szpitala, gdzie założono mi gips na 3
miesiące. Lekarz orzekł, że już nie będę chodzić. Gdyby zrobili operację, to i
tak noga byłaby krótsza, ale ze względu na wiek odradzano mi tego typu zabieg.
Po założeniu gipsu odwieziono mnie do domu. Bardzo cierpiałam. Nasz ksiądz
proboszcz przywoził mi co jakiś czas Komunię Świętą. Leżałam w łóżku jak kłoda.
Martwiłam się, co będzie dalej ze mną, gdyż mieszkamy tylko z mężem. Córki
wyszły za mąż i mieszkają z dala od domu. Przyjeżdżają, aby tylko dorywczo pomóc
w pracach.
Po kilku dniach takiej męki z wielką ufnością i bardzo gorąco zaczęłam się
modlić do księdza Jerzego o zdrowie. W niedługim czasie ból prawie nagle ustąpił
i poczułam się na tyle mocna, że mogłam wstać z łóżka. Poruszałam się po
mieszkaniu z tym gipsowym usztywnieniem i nie odczuwałam już żadnego bólu w
miejscu złamania.
Po 3 miesiącach przywieziono mnie karetką do szpitala na
zdjęcie gipsu. Po uwolnieniu mnie od gipsu zaraz zaczęłam normalnie chodzić, co
wywołało ogromne zdziwienie lekarza i personelu, którzy znali stan mojej nogi.
Sam lekarz stwierdził, że to nie do wiary – w tym wieku i po takim złamaniu
poruszam się bez kul, nawet bez żadnej pomocy. To było zaskakujące!
Upłynęło
już prawie pół roku od tego czasu, a ja chodzę i nie odczuwam żadnej
dolegliwości w nodze, w miejscu złamania. Jestem głęboko przekonana, że to, co
się stało, jest łaską od Boga wyproszoną mi przez śp. księdza Jerzego
Popiełuszkę, do którego tak gorąco się modliłam i nadal modlę. Wiem, że on,
który tyle wycierpiał, zrozumiał mój ból, cierpienie i wyprosił mi zdrowie.
Chodzę bez najmniejszej obawy i trudu. Noga jest normalna.
22.04.1987 r.
córka była w szpitalu, aby odebrać kliszę i kartę informacyjną. Spotkała wówczas
lekarza prowadzącego. Pytał o mój stan zdrowia i dwukrotnie podkreślił: „Niech
mama dziękuje Bogu, bo to jest naprawdę niezwykła sprawa”.
Helena
