Zacieranie różnic płci gorsze od marksizmu

Na efekty ideologii negowania różnic płci, które będą dużo poważniejsze niż
szkody wyrządzone przez marksizm, zwrócił uwagę ks. prof. Tony Anatrella,
doradca Papieskiej Rady ds. Rodziny. – Wynikną z tego straty dla psychologii
ludzkiej oraz tożsamości kobiety i mężczyzny – przestrzegał włoski jezuita,
który był jednym z prelegentów podczas zakończonego wczoraj VIII Zjazdu
Gnieźnieńskiego. W czasie spotkania na niepokojące rozmiary kryzysu rodziny w
Europie wskazał z kolei ks. kard. Ennio Antonelli, prefekt Papieskiej Rady ds.
Rodziny.

Ksiądz prof. Tony Anatrella w swoim wystąpieniu wskazywał na paradoksy
współczesnego świata. – W życiu społecznym mówi się o parytecie płci, o równym
uczestnictwie kobiet i mężczyzn w polityce, gospodarce, chociaż tam nie różnice
płciowe są ważne, lecz kompetencje. Natomiast w rodzinie, gdzie różnice te są
istotne, mówi się, że to nie ma znaczenia – wskazywał. Doradca Papieskiej Rady
ds. Rodziny przekonywał, że nie ma wojny między mężczyzną i kobietą, „gdyż nasz
stosunek do ciała, do seksualności sprawia, że nie jesteśmy konkurencyjni, ale
komplementarni i wzajemnie się uzupełniamy, dlatego musimy być solidarni”.

Zacieranie różnicy płci we współczesnym świecie zachodnim (bo przecież nie np. w
Turcji czy w krajach afrykańskich) doprowadzić ma do zahamowania rozrodczości –
zwraca uwagę w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” prof. Piotr Jaroszyński, filozof
kultury. Z kolei dr Marek Czachorowski podkreśla, że dzisiejszy kryzys rodziny
widać przede wszystkim po tym, że nie wypełnia ona misji, do której została
powołana, czyli do zrodzenia i wychowania potomstwa. – Jeśli rodzina „nie
rodzi”, to znaczy, że nie miłuje – podkreśla.
Jednym z gości trzydniowego
spotkania w Gnieźnie był ks. kard. Ennio Antonelli, przewodniczący Papieskiej
Rady ds. Rodziny, który alarmował, że kryzys rodziny we współczesnej Europie
przybiera niepokojące rozmiary. Zaznaczył, że coraz bardziej upowszechnia się
mentalność libertyńska, relatywistyczna, hedonistyczna i utylitarystyczna.
Wymieniał też inne fakty wskazujące na kryzys rodziny we współczesnej Europie:
ponad milion rozwodów rocznie, niepełne rodziny, powtórne małżeństwa, związki
partnerskie oraz życie jako tzw. single.
Gość z Watykanu wyraził ubolewanie,
że „duża liczba młodzieży wzrasta uboga w ideały, pusta duchowo, zainteresowana
jedynie kibicowaniem sportowym, hitami muzycznymi, firmową odzieżą,
reklamowanymi podróżami, emocjami seksualnymi”. Przewodniczący Papieskiej Rady
ds. Rodziny zauważył, że wraz z kryzysem rodziny postępuje proces
dechrystianizacji Europy i zintensyfikowanie obecności islamu. Kończąc swoje
wystąpienie, kard. Ennio Antonelli wskazał na konieczność towarzyszenia rodzinom
poprzez różnorodne inicjatywy duszpasterzy służące wzrostowi duchowemu,
podtrzymywaniu odpowiedzialności za ewangelizację i zadania
społeczne.
Spotkanie w Gnieźnie przebiegało pod hasłem „Rodzina nadzieją
Europy”. Jego uczestnicy na zakończenie wystosowali przesłanie, w którym
podkreślili, że od kondycji małżeństwa i rodziny zależy przyszłość
społeczeństwa, dlatego państwo powinno je wspierać.

Małgorzata Pabis

 

—————————————–

 

Prof. Piotr Jaroszyński, filozof kultury z KUL i WSKSiM w
Toruniu:


Zacieranie różnicy płci we współczesnym świecie zachodnim (bo
przecież nie np. w Turcji czy w krajach afrykańskich) to ideologia, która ma
doprowadzić do zahamowania rozrodczości. Przyczyni się to do zdecydowanego
zmniejszenia głównie białej populacji na ziemi. To jest realizacja planu
neomaltuzjańskiego, walka z przyrostem naturalnym, tyle że główną ofiarą będzie
tu człowiek Zachodu. Być może potem przyjdzie czas na inne rasy.

 

 

Dr Marek Czachorowski, etyk, wykładowca na KUL i
UKSW:


Kryzys rodziny
dostrzegalny jest gołym okiem. Widać go wpierw w fakcie, że współczesna rodzina
polska rodzina, także katolicka rodzina, nie wypełnia tego, do czego jest
powołana, czyli do zrodzenia i wychowania potomstwa. Skoro rodzina „nie rodzi”,
to jest w bardzo poważnym kryzysie. Trzeba, by zaczęła wypełniać to swoje
zadanie i to nie dlatego, że „zaleje” nas świat islamu, ale dlatego, że rodzenie
jest znakiem miłości. Jeśli rodzina „nie rodzi”, to znaczy, że nie miłuje. Jako
ludzie, istoty nie tylko duchowe, ale także cielesne, swoją miłość okazujemy
przez cielesne znaki. Małżonkowie wyrażają swoją małżeńską miłość poprzez jej
„owocowanie”, czyli rodzenie. Trzeba więc, by rodzina wróciła do swojego
powołania, by po prostu miłowała.

not. MP

drukuj