Za kogoś takiego jak Jan Paweł II nigdy dość wdzięczności Bogu!

Z JE ks. bp. Wiesławem Meringiem, ordynariuszem włocławskim, rozmawia Sławomir Jagodziński

Przeżywamy kolejną, 31. rocznicę wyboru ks. kard. Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową. Jak Ekscelencja wspomina tamte chwile sprzed lat?
– 16 października 1978 r. pracowałem w Gdyni Demptowie. O godzinie 17.30 odmawialiśmy z wiernymi modlitwę różańcową – między innymi o szczęśliwy wybór Głowy Kościoła! Nikt z obecnych wtedy w świątyni nie wiedział, jak hojna i przewyższająca nasze pojmowanie jest Boża odpowiedź! A kiedy potem, już po nabożeństwie, ktoś na ulicy, krzycząc, przekazał nam (szedłem z dzisiejszym biskupem Campo Maior w Brazylii, księdzem Edwardem Zielskim) tę wiadomość – załomotało serce: Czy to możliwe? Czy tak jest naprawdę? Boże…?
Znałem Księdza Kardynała Wojtyłę jako mojego profesora na KUL-u; mam Jego podpisy w indeksie; słuchałem Jego wykładów, na które schodzili się studenci wielu wydziałów, i to nie tylko dlatego, że były tak interesujące, ale także dlatego, że osobowość Księdza Kardynała była niezwykła: przyciągał do siebie ludzi – inaczej nie umiem tego wytłumaczyć! I teraz, 16 października 1978 r., właśnie On zostaje Papieżem, Namiestnikiem Chrystusa!

Czy zrodziły się wówczas jakieś szczególne postanowienia?
– Moje najbardziej osobiste i intymne postanowienie było takie: muszę, jak umiem, wspierać Go modlitwą, świadectwem, propagować to, co mówi, wśród wiernych, a zwłaszcza moich uczniów na katechezach… To przecież były czasy, kiedy fotografia Ojca Świętego stawała się prawdziwym kolekcjonerskim skarbem. Od początku byłem pewien, że ta niesamowita Boża decyzja spotka się z uwielbieniem, a dla wielu stanie się „znakiem – któremu sprzeciwiać się będą”. Po latach niczego w moich zwyczajach nie zmieniłem, tyle że modlę się za wstawiennictwem Sługi Bożego Jana Pawła II.

Długie lata pontyfikatu Sługi Bożego Jana Pawła II, Jego świadectwo oraz nauczanie były i oby pozostały dla nas drogowskazami, jak żyć, jak wierzyć, jak kochać bliźniego. Co zrobić, aby ten wzór wraz z upływem czasu nie stawał się jedynie „wspomnieniem”, ale wywierał realny wpływ na nasze decyzje osobiste, społeczne, państwowe?
– Dla większości katolików, nawet chrześcijan, Jan Paweł II po prostu jest autorytetem. Nie ma autorytet, On nim jest! Jego nauczanie, modlitwa, odnoszenie się do ludzi, sposób sprawowania Eucharystii, dobroć, cierpliwość i niespotykana pokora – to przecież cała tajemnica Jego wpływu na świat! Nie wierzę, by ci, którzy znali, spotykali Ojca Świętego, mogli o Nim zapomnieć, by mógł przestać być drogowskazem, światłem ukazującym drogę wyborów trudnych, bolesnych, ale i niezawodnych. A fakt, że od początku pontyfikatu nie brakowało potwarców – to tylko dowód, że nie jest „uczeń nad Mistrza”! Historia ludzkiej myśli dowodzi, że to, co piękne, prawdziwe i dobre – nie starzeje się, nie przemija. Wcale nie musimy specjalnymi akcjami, działaniami zabiegać o popularność Jana Pawła II. Wystarczy wykorzystać najrozmaitsze okazje, by Jego nauczanie przypominać, sięgać do Jego książek, wracać do myśli, sugestii, propozycji: Jan Paweł II i Jego dzieło to prawdziwa kopalnia, której nie pojęliśmy jeszcze i nie przyswoiliśmy sobie pewnie nawet w połowie! Tych inicjatyw jest zresztą tak wiele: niestrudzony w swojej pracy ksiądz kardynał Stanisław Dziwisz, centra myśli Jana Pawła II, uniwersytety katolickie i świeckie, fundacje, Dni Papieskie, rocznice wyboru, śmierci, papieskich wizyt – wszystko to sprawia, że w swoim rodzinnym kraju Jan Paweł II nadal jest obecny i nie sądzę, by Polacy o Nim kiedykolwiek zapomnieli. A prawdę mówiąc, nie tylko Polacy: w Meksyku wystarczy wspomnieć, że pochodzimy z Polski, by traktowano nas ze szczególną serdecznością i ciepłem – właśnie jako rodaków Jana Pawła II.
A czy jest to wpływ realny? Ja nie mam właściwie wątpliwości. Pewnie, najtrudniejsze są wybory moralne: nie jest czymś prostym szanować ludzką godność, kierować się miłosierdziem, być mężnym, sprawiedliwym, kochać wrogów, służyć prawdzie. Nie jest to wszystko łatwe… Ale przecież nawet Pan Jezus nie zmienił wszystkich swych słuchaczy, choć kaznodzieją, katechetą i wzorem moralnym był niedościgłym. Cena człowieka w oczach Boga jest tak ogromna, że Niebiosa radują się z nawrócenia nawet jednego. Nie wątpię, że Jan Paweł II ma takich Bożych sukcesów za sobą nieskończenie więcej!

Przykładem, jak daleko czasem mogą się rozejść deklaracja i czyny, może chyba być trwająca w Polsce debata na temat zapłodnienia in vitro? Nauczanie Ojca Świętego Jana Pawła II, do którego lubią się przyznawać politycy, jest przecież i w tej kwestii jednoznaczne: ta procedura jest moralnie niedopuszczalna. Skąd zatem wątpliwości i złe decyzje tych, którzy reprezentują katolicki Naród Jana Pawła II w parlamencie?
– Tak, to prawda. Zarówno nauka Ojca Świętego, jak i cała nauka Kościoła jest jednoznaczna: człowiek wierzący, katolik, chcąc pozostać w zgodzie z sumieniem, nie może opowiadać się za dopuszczalnością metody in vitro.
Złe decyzje są wynikiem rozdzielenia moralności (świadomości tego, co jest dobre) od polityki (patrzenie na to, która decyzja przyniesie mi korzyść, głosy wyborców, uznanie liberalnych „autorytetów”), ulegania poprawności politycznej (jeżeli nie chcę być „średniowieczny”, muszę opowiedzieć się za aborcją, eutanazją, in vitro, itp.) bądź też świadomego opowiedzenia się po stronie cywilizacji śmierci. A jak bardzo można oddzielić moralność od polityki, świadczy np. wypowiedź polityka, że poglądy moralne należy zostawić przed drzwiami urzędu. Dla mnie jest to moralna schizofrenia.

Czy nie uważa Ekscelencja, że szereg nieporozumień w odnoszeniu się do postaci Jana Pawła II wypływa stąd, że wielu chciałoby widzieć w Nim jedynie charyzmatycznego przywódcę, wybitnego myśliciela i człowieka, którego otaczał entuzjazm milionów ludzi na całym świecie, ale niekoniecznie człowieka głębokiej wiary, przylgnięcia całym sobą do Chrystusa i wszystkiego tego, co wynika dla ludzkiego życia z Orędzia Ewangelicznego?
– Jan Paweł II bez wątpienia jest wybitnym myślicielem, teologiem, człowiekiem… Nie widzieć w Nim jednak przede wszystkim mistyka, który dzięki relacjom z Bogiem odpowiednio kształtował swoje kontakty z ludźmi – to tak jakby podziwiać wieżowiec bez fundamentów. To, co budzi największe uznanie wiernych, to przecież świętość Jana Pawła II; dali temu wyraz, wołając: „Santo subito!”, i nieustannie dopytując się o datę wyniesienia Sługi Bożego na ołtarze. Na szczęście zależy katolikom na świętości i są przekonani, że doświadczyli jej także w życiu Papieża. Świętość to swoista „przezroczystość” na Boga; za czynami, ideami, poglądami człowieka – łatwo Go dostrzec!

Z informacji, które docierają do nas z Watykanu, wynika, że proces beatyfikacyjny Papieża Polaka wszedł już w końcową fazę i może jeszcze nawet w tym roku poznamy datę jego wyniesienia do chwały ołtarzy. Czym dla nas, Polaków, zarówno w wymiarze osobistym, jak i w tak bardzo niespokojnej sferze społeczno-politycznej, powinno być to wydarzenie?
– Tu można odpowiedzieć krótko: to będzie spełnienie oczekiwań znacznej części Polaków! Już dzisiaj są przekonani o tym fakcie, ale jego urzędowe orzeczenie przez Kościół na pewno ożywi na nowo zainteresowanie postacią Ojca Świętego i będzie kolejnym elementem kształtującym ich religijne życie. Za kogoś takiego jak Jan Paweł II nigdy dość wdzięczności Bogu! Dla Polaków, dla polskich serc data beatyfikacji stanie się dniem wielkiego szczęścia!

Dziękuję za rozmowę.

drukuj