Z różańcem się nie rozstawał

Z ks. infułatem Kazimierzem Suderem, świadkiem kleryckiego życia Karola
Wojtyły, wieloletnim proboszczem parafii Ofiarowania NMP w Wadowicach, rozmawia
Mariusz Kamieniecki

W jakich warunkach kształtowała się droga Karola Wojtyły do kapłaństwa?
– Była wojna, Polska znalazła się pod okupacją hitlerowską, a Kraków stał się
stolicą Generalnego Gubernatorstwa. Budynek seminarium duchownego zarekwirowano
dla SS. W tej sytuacji studia seminaryjne miały tajny charakter. Część z nas
została posłana na parafie w charakterze pracowników kancelaryjnych, inni,
pracując w zakładach kontrolowanych przez władze niemieckie, odbywali studia
teologiczne w domu. W 1941 r. trafiłem na parafię do Makowa Podhalańskiego.
Kleryków obowiązywał regulamin seminaryjny, dla bezpieczeństwa nie znaliśmy się
jednak osobiście. W wyznaczonym terminie składaliśmy egzaminy u określonych
księży profesorów. W pierwszym tygodniu sierpnia 1944 r., po wybuchu Powstania
Warszawskiego, książę metropolita Adam Sapieha polecił mi zgłosić się do Pałacu
Arcybiskupiego w Krakowie. Tam poznałem siedmiu kolegów z roku, wśród nich
Karola Wojtyłę. Miał na sobie białą koszulę, drelichowe spodnie i drewniaki na
nogach. Na głowie było widać bliznę po niedawno odniesionej ranie, kiedy został
potrącony przez samochód. Na drugi dzień od krakowskich księży otrzymaliśmy
sutanny. Mieszkaliśmy w sali audiencjonalnej obok mieszkania ks. abp. Sapiehy,
tam również odbywały się wykłady. Program obejmujący zajęcia duchowe i naukę był
bardzo napięty.

Czy wspólne przebywanie zbliżyło do siebie Karola Wojtyłę i Księdza Infułata?
– Tak, przecież spędzaliśmy razem niemal całe dnie. Dzięki temu dowiedziałem
się, że Karol Wojtyła pochodził z Wadowic, że po maturze postanowił studiować
polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim, poznałem też losy Jego najbliższych.
Wiedziałem ponadto o Jego pracy w kamieniołomie na Zakrzówku i fabryce Solvay
oraz o wyborze w 1942 r. drogi do kapłaństwa.

Co uderzało w osobie Karola Wojtyły?
– Przede wszystkim dobroć, życzliwość i koleżeńskość. Bez trudu nawiązywał
kontakt z rozmówcą, starał się go zrozumieć. Poruszał tematy, którymi każdy z
nas żył. Był jednak oszczędny w słowach, więcej słuchał, niż mówił, a od czasu
do czasu wtrącał dyskretnie swoje spostrzeżenie. Własnego zdania jednak nikomu
nie narzucał. Nikogo też nie ranił przykrym słowem. Miał pogodne spojrzenie i
był dowcipny, lubił słuchać komicznych historii, które śmieszyły Go podobnie jak
każdego z nas. Przestrzegał pilnie regulaminu seminaryjnego. Skupiony podczas
wykładów, w lot wychwytywał zasadniczą myśl profesorów. Na każdej stronie Jego
notatek, zresztą bardzo przejrzystych, widniały inicjały Jezusa i Maryi. Nigdy
nie posługiwał się kłamstwem. Na egzaminach, bardzo opanowany, budził
zadowolenie księży profesorów, a w nas podziw. Fascynował nas darem modlitwy,
długo klęczał, a z różańcem się nie rozstawał. Na szyi nosił szkaplerz
karmelitański, nie widziałem, żeby go kiedykolwiek zdejmował. Nie oddzielał
studium teologii od modlitwy. Po Wielkanocy 1945 r. rozpoczęły się wykłady
teologii na UJ, Karol zadziwił nas, kiedy w przerwach między zajęciami uczył się
języka hiszpańskiego, posługiwał się przy tym podręcznikiem gramatyki w języku
niemieckim. Znajomość hiszpańskiego była mu potrzebna, by czytać w oryginale
dzieła św. Jana od Krzyża. Zresztą analiza tych tekstów była przedmiotem jego
prac: magisterskiej i doktorskiej.

Jako kardynał i Papież zawsze wyróżniał się wrażliwością na ludzkie
cierpienie…

– Miał miłosierne serce. Tak było też w seminarium, kiedy dzielił się z biednymi
tym, co miał, lub tym, co otrzymał od innych. Często byłem mimowolnym świadkiem
takich sytuacji. Co ważne, Karol potrafił obdarowywać dyskretnie i z szacunkiem,
tak że ludzie ci nie czuli się upokorzeni.

Dlaczego kleryk Wojtyła był wyświęcony wcześniej niż pozostali koledzy z
rocznika?

– Wiązało się to z Jego wyjazdem na studia do Rzymu. Ksiądz arcybiskup Sapieha
wykorzystał chwilową "życzliwość" władz komunistycznych, które z początkiem
września 1946 r. wydały dwa paszporty dla kleryków: Karola Wojtyły i Stanisława
Starowieyskiego. To przyśpieszyło święcenia subdiakonatu, diakonatu, a 1
listopada święcenia prezbiteratu w kaplicy ks. abp. Sapiehy. Metropolita był
przekonany o pełnej dojrzałości kleryka Wojtyły, Jego niezwykłych zdolnościach i
przygotowaniu do pełnienia funkcji w Kościele.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj