Z naszego kresowego pochodzenia jesteśmy dumni
Z Józefem Tarniowym, prezesem Kresowego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego im. Orląt Lwowskich w Żarach i dyrektorem IX Ogólnopolskiego Festiwalu Polszczyzny i Pieśni Kresowej „Wielkie Bałakanie”, który odbył się pod patronatem „Naszego Dziennika”, rozmawia Magdalena M. Stawarska
Tradycyjnie już od dziewięciu lat na początku lata odbywa się Ogólnopolski Festiwal Polszczyzny i Pieśni Kresowej „Wielkie Bałakanie”. Po raz trzeci ma on miejsce w Żarach. Co przyciąga tu tak wielu uczestników?
– To prawda, że festiwal odbywa się już po raz dziewiąty i nadal przyciąga wielu sympatyków i nowych zainteresowanych tematyką kresową. Sześć pierwszych edycji festiwalu zostało zainicjowanych i zorganizowanych przez naszego przyjaciela Alfreda Janickiego, wiceprezesa zarządu głównego Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich. Początkowo z festiwalem związany był Węgliniec, Bolesławiec, Gieratów, Dolny Śląsk, ale już od trzech lat Żary, czyli stolica Dolnych Łużyc, tysiącletnie miasto, które jest dzisiaj w znakomitej większości zamieszkane przez Kresowian i ich potomków, jest gospodarzem tej uroczystości. Warto przypomnieć, że mieszkańcy Żar osiedlili się tutaj głównie po wygnaniu z Kresów Południowo-Wschodnich, głównie z Podola, z ziemi tarnopolskiej. Od czasu, kiedy przestano nam zabraniać pokazywać i pielęgnować piękno polskiej kultury kresowej, mówić o swojej ojcowiźnie, o tęsknocie do tego najcudowniejszego dla nas miejsca, staramy się chronić i promować dziedzictwo kultury kresowej.
Czym charakteryzuje się kultura kresowa?
– To kultura radosna i pogodna, otwarta na inne narody, gdyż takie było nasze życie tam, na Kresach. Mieszkaliśmy wśród Rusinów, Żydów, Ormian. Dzięki temu czerpaliśmy wszystko, co dobre i piękne z tamtych kultur, a oni przyjmowali nasze obyczaje i tradycje. Zresztą życie na Kresach nie byłoby możliwe bez współdziałania. Pamiętajmy, że na tym pograniczu były bardzo trudne warunki życia. Tylko w ciągu dwóch wieków odnotowano 220 najazdów turecko-tatarskich, które za każdym razem pustoszyły te ziemie. Mieszkający tam Polacy musieli każdego dnia zaświadczać o swojej polskości, ponieważ na Kresach nie można było być nijakim. Trzeba było swoje wartości kultywować. Dlatego też każdego roku nasz festiwal zawsze zaczynamy i kończymy w łączności z Kościołem, uczestnicząc we Mszy Świętej. Tacy są po prostu Polacy kresowi. Na tamtych ziemiach nie można było być Polakiem i nie być katolikiem. Na Kresach to było tożsame. I dobrze się czujemy z przywiązaniem do wiary i tradycji.
Patrząc na przepiękne tańce, śpiew, muzykę i zabawę, widzę, że również te elementy bliskie są sercu każdego Kresowiaka…
– Polaków kresowych charakteryzuje również to, że są szczerze gościnni i bezpośredni, a kultura kresowa wytworzyła w nich szczególne poczucie więzi, wspólnoty i bratniej pomocy. Proszę tylko wziąć pod uwagę, że wszyscy artyści, którzy tutaj przybyli, przyjechali na własny koszt i ponoszą opłaty z tym związane, jakkolwiek nie są one wysokie, ale tym niemniej na pewno na tym nie zarabiają. Tygodnie ich ciężkiej pracy, żeby się przygotować do pięknego występu, koszt zakupu ślicznych strojów, mordęga podróży czasami 500 czy 600 km, żeby tylko przyjechać do Żar i to wszystko po to, żeby podzielić się z nami tymi wartościami, które mają w sercu i w duszy. Wszechpanująca radość jest naturalna i wynika z tego, że wszyscy wspólnie tu jesteśmy. Każdy z tu obecnych mógłby ten czas zupełnie inaczej wykorzystać, np. na innej formie rozrywki, ale będąc tutaj, pokazujemy, że nasza kultura jest dla nas bardzo ważna i chcemy tym fascynować innych.
Każdego roku na festiwal przybywa dużo dzieci i młodzieży…
– I to jest szczególnie ważne dla naszego Kresowego Towarzystwa, ażeby być z nauczycielami, z dziećmi i młodzieżą, żeby przekazywać wartości następnym pokoleniom. Niezmiernie radują nas występujące tutaj zespoły dziecięce i młodzieżowe. Urocze „Iskierki” z Maciejowej, „Mała Tęcza” z Olbrachtowa, „Węglinieckie Bajbusy” z Węglińca – te dzieci na scenie jakby się urodziły. Widać, że to, co robią, nie jest wymuszone, to nie jest nakazane, one tego chcą. Obserwuję też rozwój poszczególnych grup, np. „Małą Tęczę” z Olbrachtowa; dzieci, które początkowo poruszały się z dużą tremą na scenie, w tej chwili wyszukują wiele różnych miejsc, gdzie dalej będą mogły występować i gdzie będą mogły prezentować nasze cudowne pieśni lwowskie, podolskie, bukowińskie.
Każdego roku spotykacie się pod hasłem „Wielkie bałakanie”! Co oznacza ta nazwa?
– „Bałakać” – czyli mówić w gwarze lwowskiej. A przypomnę, że język lwowskiej ulicy był soczysty, barwny, dosadny, dowcipny. To jest coś, co charakteryzuje ludzi ze Wschodu, z Kresów.
Czy mają Państwo pomysły na kolejny, jubileuszowy już festiwal, który odbędzie się w przyszłym roku?
– Tak jak już wspomniałem, do tej pory w Żarach odbyły się już trzy takie festiwale. Trwają prace nad przygotowaniem przyszłorocznego, jubileuszowego festiwalu. Jest już nawet ustalony termin tych uroczystości, będą one miały miejsce 14-15 czerwca 2008 roku. Władze miejskie zadeklarowały, że odbędzie się on w najbardziej honorowym miejscu w mieście – na rynku przed samym ratuszem. Cały plac rynku ma być przeznaczony dla naszego festiwalu i chcemy go ubogacić jeszcze festynem, kuchnią kresową, kiermaszem książek kresowych. W tym czasie będzie już czynny Dom Kultury Kresowej, który pracowicie remontujemy. Znajdować się tam będzie przede wszystkim klub, który pomieści ok. 200 gości. Będziemy tam mogli spokojnie się spotykać, śpiewać, słuchać referatów naukowych, prezentować nowe książki, słuchać programów patriotycznych naszej młodzieży. Jest już wyremontowana biblioteka kresowa, w której są tylko dwa działy: o Kresach i o Łużycach – na których obecnie mieszkamy. To Muzeum Kresowe jest naszą największą dumą. Wspomnę jeszcze o tym, że w ubiegłym tygodniu przeżyliśmy niezwykle podniosłe wydarzenie, kiedy to dr Stanisław Tokarczuk przekazał nam od JE ks. abp. Ignacego Tokarczuka ogromny dar dla naszego muzeum – pastorał, mitrę, szaty, dokumenty i kilkadziesiąt książek. To dla nas tym bardziej cenne, gdyż ksiądz arcybiskup jest wielkim tarnopolaninem. Pamiętamy o tym i chcemy w muzeum poświęcić jemu specjalny dział. Wielkim darczyńcą jest również o. Józef Chromik, jezuita zasłużony dla Draganówki i Kresów – dziś mieszkający w Opolu. Dziesiątki eksponatów i książek przekazali podolanie z naszego powiatu. Widząc, jak w ludziach głęboko tkwią te sprawy kresowe, wiemy, że nie możemy zawieść ich zaufania i chcemy spełnić ich oczekiwania. Wszystko to robimy przede wszystkim dla naszego społeczeństwa, a także dla siebie, dla naszych dzieci, sąsiadów, bo z naszego kresowego pochodzenia jesteśmy dumni.
Powiedział Pan, że „ta muzyka jest jak narkotyk, gdy raz się ją pozna, nie sposób do niej nie powrócić”…
– Tak. Czasami idąc ulicą, słyszę kolegów, którzy nucą sobie kresowe piosenki. To wpada w ucho i ta muzyka pomaga żyć. Każdy, kto tu przybędzie, nie może przejść obojętnie obok tej kultury i klimatu, który towarzyszy całemu wydarzeniu.
W obliczu dzisiejszej kultury masowej i różnego rodzaju form rozrywki Wy, Kresowiacy, nie wstydzicie się swojej kultury, swego dziedzictwa, a wręcz jesteście z nich dumni. I pokazujecie, że na co dzień można tym żyć…
– I to jest jedna z przyczyn, dlaczego się tym zajmujemy, dlaczego to organizujemy. W dzisiejszym czasie przy tak ogromnych możliwościach technicznych, jak internet czy telewizja, od których oczywiście nie uciekniemy, widoczne jest jednoczesne poczucie coraz większej samotności. Każdy się gdzieś atomizuje, zamyka w sobie, a to, co tu się dzieje na Festiwalu, jest dokładnie tego odwrotnością. My zaczynamy czuć potrzebę bycia taką dużą rodziną, która wzajemnie sobie pomaga i raduje się poprzez śpiew. I to jest rekcja na to, co nas otacza. W tym miejscu dziękuję „Naszemu Dziennikowi”, Radiu Maryja i Telewizji Trwam za przekazywanie prawdy, zwłaszcza dotyczącej najboleśniejszej dla nas sprawy – nieosądzonego ludobójstwa na Polakach kresowych, dokonanych przez zbrodniarzy z OUN-UPA. My tę prawdę znamy, choć nie wiemy jeszcze, gdzie są wszystkie groby naszych bliskich, ale ta prawda jest potrzebna przede wszystkim naszym braciom ze Wschodu, bo oni też kiedyś dojdą do prawdy i będą musieli uporządkować swoje wewnętrzne sprawy. Chcemy, by pojednanie było budowane na prawdzie.
