Z CHRYSTUSEM KU ZMARTWYCHWSTANIU
Kazanie wygłoszone w czasie rekolekcji wielkopostnych
w Konkatedrze w Sokołowie Podlaskim, w niedzielę V Wielkiego Postu, roku A.
Drodzy Bracia i Siostry, obecni w tej konkatedrze;
Ukochani Mieszkańcy Miast i Wsi, Rolnicy, Pracownicy Leśni, Rybacy i wszyscy,
którzy uczestniczycie w tych rekolekcjach
za pośrednictwem Radia Maryja i Telewizji TRWAM.
1. Z CHRYSTUSEM POWSTAJEMY ZE ŚMIERCI DO ŻYCIA.
Chrystus Pan przychodząc na ziemię stał się uczestnikiem tego wszystkiego, co składa się na życie każdego człowieka. Nie mogło więc zabraknąć także tajemnicy śmierci. Doświadczył więc i jej. Ale na tym nie poprzestał.
Jeszcze za czasu pobytu na ziemi przygotowywał nas tak na swoją śmierć, jak i na zmartwychwstanie. O tym przecież mówi wskrzeszenie młodzieńca z Naim, a później Łazarza. Zmartwychwstanie zapowiadał również nauczając, że Pan Bóg jest Bogiem żywych.
Prorok Ezechiel podzielił się z nami w pierwszym dzisiejszym czytaniu wizją doliny usianej kośćmi, które powstały do życia. Mogło do tego dojść, ponieważ Pan Bóg udzielił im swego Ducha. Wizją tą nawiązywał do pobytu Narodu Wybranego w niewoli babilońskiej, a samą niewolę porównał do grobu. Z podobnymi zbieżnościami spotkamy się w naszych dziejach, zwłaszcza w odniesieniu do rozbiorów. To właśnie miał na myśli nasz poeta, gdy pisał:
„Niczym Sybir, niczym knuty,
Lecz narodu duch zatruty,
To dopiero bólów ból”.
Wizja jednak Ezechiela traci swą surowość, gdy jej treść zestawimy z odczytanym fragmentem Listu do Rzymian. Św. Paweł zachęca, aby chrześcijanie żyli zgodnie z Bożymi zasadami, a wtedy Duch Chrystusowy będzie w nich obecny. I jeśli nawet ciało kiedyś zostanie poddane śmierci, to jednak „Ten, co wskrzesił Jezusa Chrystusa z martwych, przywróci do życia wasze śmiertelne ciała – pisze Apostołów Narodów – mocą mieszkającego w was Ducha”.
I ta nadzieja powinna towarzyszyć całemu życiu chrześcijanina, gdyż dzięki niej nie popadamy w zniechęcenie, mając przed sobą otwartą perspektywę na całą wieczność.
2. Z NADZIEJĄ NA ŻYCIE WIECZNE.
Ta nadzieja na wieczne szczęście zachęca nas do sumiennego i owocnego korzystania z tego, co Chrystus Pan wysłużył i zostawił nam w Kościele, a w tym wypadku warto skierować uwagę na szczere uczestnictwo w rekolekcjach, przystąpienie do Sakramentu Pokuty i do Komunii Świętej, aby umocnić się w wierności Synowi Bożemu, aby jak najradośniej zapraszać do własnego serca i umysłu Ducha Świętego.
Tę nadzieję podtrzymuje w nas wskrzeszenie Łazarza, opisane w Ewangelii, dzisiaj czytanej. Słowa modlitwy Pana Jezusa, poprzedzającej wskrzeszenie, mają znaczenie wyraźnie wychowawcze. Zależy Mu bowiem bardzo na nas i dlatego chciałby, aby ludzie z większym jeszcze przekonaniem przyjmowali wszystko, czego nauczał i byli pewni, że to Ojciec Niebieski posłał Go dla naszego zbawienia, abyśmy uwierzyli w Niego.
Dzięki też temu z większą odwagą podejmujemy sprzeciw wobec zła. Z przekonaniem pisze właśnie o tym jeden z naszych pisarzy, podkreślając, że „…dla chrześcijanina walka ze złem musi przybrać konkretną postać „walki o Chrystusa””. Tak zatytułował -Tadeusz Miciński – jeden z ostatnich zbiorów swojej publicystyki. Czytamy tam między innymi: „Nie ma bardziej wzruszającego widowiska, niż miłość Chrystusa dla ziemi i ziemi – dla Chrystusa. On stał się symbolem naszej Nieśmiertelności. Dlatego ukochali Go Apostołowie i rzesze (…). Dlatego walczą o Niego dziś najtęźsi myśliciele, a bramini indyjscy przychodzą Doń z wielkim Przymierzem.(…)W imię Jego dziś jeszcze tysiące więźniów utrzymuje myśl swą w dali od obłędu, a serce od zatonięcia w rozpaczy. W imię Jego powołać można zawsze sumienie i prawość ludu naszego, a wiarę w przyszłość – w Polaku” (Ks. Antoni Dunajski, Tadeusza Micińskiego walka o Chrystusa, w: Pielgrzym, Pelplin, nr 1 (2008), str. 22).
Jakby dalszym ciągiem wypowiedzi Tadeusza Micińskiego może być fragment wiersza Zbigniewa Herberta, któremu rok poświęcony obchodzimy:
„…..Żyłem rozpięty między przeszłością a chwilą obecną
ukrzyżowany wielokrotnie przez miejsce i czas.
A jednak szczęśliwy ufający mocno,
że ofiara nie pójdzie na marne”. (Miasto).
A wszystko to zawdzięczamy życiu, nauczaniu, męce i śmierci, a zwłaszcza Zmartwychwstaniu Boga – Człowieka!
I tak już jest od wieków. Walka o człowieka, o jego duszę i wieczność jest jednocześnie walką o Chrystusa. Tak było w pierwszych wiekach chrześcijaństwa i tak było później i tak jest za naszych dni.
3. CHRYSTUS IDZIE PRZEZ WIEKI.
W tym też momencie wypada odwołać się do słów jednej z pieśni religijnych ku czci Chrystusa Pana, w której śpiewamy:
„Idziesz przez wieki, krwią znaczysz drogę
startą od cierpień i bólu.
Krzyż niesiesz ciężki, koisz ból i trwogę,
o Jezu, Chryste, nasz Królu”.
Dziwny zaprawdę jest to Król, ale to właśnie z tego względu Jego Królestwo nie ma końca. Wiedzieli o tym dobrze Apostołowie i kolejni Męczennicy. Rozumiano to w różnych czasach, chociaż nie brakło „cierpień i bólu”. Podobnie jest obecnie, gdy wydaje się, że zło się odradza, że zła przybywa. Zastanawiając się nad tym, co się dzieje w ciągu ostatnich blisko trzech wieków, to nasuwa się pewne porównanie do okresu Wędrówek Ludów. Inna panowała podówczas kultura, inne były warunki życia, ale podobieństwo tkwi w szczególnym charakterze barbarzyństwa tamtych epok i naszej.
Wędrówki ludów, które trwały przez kilka wieków, zwłaszcza w drugiej połowie pierwszego tysiąclecia i później, mogły doprowadzić do całkowitego zniszczenia kultury śródziemnomorskiej, obejmującej swoim zasięgiem niemal całą Europę, Północną Afrykę i Małą Azję. Groziły one również chrześcijaństwu.
Wielkie rzesze wojowników, liczne plemiona z głębi Azji wyruszały w stronę Zachodu i podążały, niszcząc wszystko po drodze, przez stepy kazachskie, ponad Morzem Kaspijskim i Czarnym, albo na południe od jednego i drugiego. Docierały do Europy, przedostawały się do Afryki. A wśród tych plemion byli: Wizygoci i Ostrogoci, Wandalowie i Hunowie, nieco zaś później: Połowcy i Pieczyngowie, Tatarzy i Turcy.
Chrześcijaństwo wówczas stanęło wobec poważnego niebezpieczeństwa. Wiązał się z tym dylemat, czy walczyć wespół z wojskami miejscowymi przeciwko wędrowcom, czy szukać sposobów dotarcia do nich, do ich dusz z Jezusem Chrystusem? Św. Leon Wielki, papież, postawił na tę drugą drogę, ewangeliczną. Nie lękał się cieszącego się złą sławą przywódcy Hunów – Attyli, spotykając się z nim w 452 roku, a później z Genzerykiem, wodzem Wandalów, aby ich przekonywać do rezygnacji z mordów i podpaleń. Obaj przyjęli argumenty Papieża, a plemię Hunów nawróciło się na chrześcijaństwo, osiedlając się nad Dunajem i stało się narodem bardzo z nami zaprzyjaźnionym. To są Węgrzy, w których łacińskiej nazwie jest widoczne pochodzenie, a brzmi ona – Hungaria.
W dziedzinie obyczajowości wiele trudu wniósł Kościół, aby oswoić nowe plemiona i przekonać do przyjęcia Ewangelii. Nie była to droga łatwa, ale od barbarzyństwa doprowadziła do etosu rycerskiego.
5. NOWA WIARA I NOWE OBYCZAJE.
Kościół podejmując się wielkiej misji, dostosował swoje nauczanie do mentalności i obyczajów przybywających plemion i ludów. Wiedziano, że najtrudniejszą sprawą będzie wyzwolenie się z barbarzyństwa, zaniechanie mordów, łupiestwa i zniszczeń. Św. Benedykt i jego następcy oddali się wychowywaniu do pracy tak fizycznej, jak i intelektualnej; do wprowadzenia w świat kultury.
Trzeba było też nauczyć innego posługiwania się bronią, z innymi zadaniami. W tej pracy pomogła pamięć o szlachetnych ludziach. Rozgłosu wówczas nabierze legenda o Graalu, o wspaniałym kielichu, w którym zostały umieszczone krople krwi, zebrane przez św. Marię Magdalenę pod Krzyżem. Przechowywane były przez wieki z ogromnym poświęceniem. Do tego skarbca mógł dotrzeć i ten Kielich zobaczyć jedynie taki człowiek, który łączyłby w sobie odwagę, siłę i czystość postępowania. Wielu było śmiałków, ale tylko Parsifal, jeden z rycerzy króla Artura, dokonał tego. On bowiem był nie tylko mężny, ale i czysty w myślach i uczynkach. Rycerze ci również gromadzili się wokół okrągłego stołu, aby dać świadectwo wzajemnej równości. Z punktu widzenia wychowania najeźdźców było to niesłychanie istotne. Trzeba było przecież tym okrutnym wcześniej wodzom dać konkretne przykłady innego sposobu sprawowania przywódczej funkcji, a ich podkomendnym ukazać inne cele w posługiwaniu się bronią.
Rycerzem mógł więc zostać ktoś, kto posługując się mieczem bronił czci i godności kobiet, który strzegł chorych i ciemiężonych. Walczył o sprawiedliwość i wiarę. Zawsze musiał mówić prawdę i stać na jej straży. Rycerz nie mógł zdradzić Boga, kobiety, suwerena i kogokolwiek. Na rycerzu można było zawsze polegać, jak na jednym z nich, dobrze nam znanym – Zawiszy.
Rycerzem zostawano podczas specjalnego obrzędu, zwanego pasowaniem. Obrzęd ten poprzedzało przygotowanie ducha, a więc modlitwa – najczęściej całonocna w kościele. Całą uroczystość wieńczyło złożenie przysięgi w imię Boga.
Słuchając tych kilku zdań na temat wędrówek ludów i powstania etosu rycerskiego, może wielu z nas postawić pytanie, dlaczego o tym mówię? Warto jednak przypomnieć tamte doświadczenia, gdyż jest wiele podobieństw pomiędzy tamtymi wiekami a współczesnością. A historia magistra vitae est – historia jest nauczycielką życia.
6. BARBARZYŃSTWO NASZYCH CZASÓW.
Historia pozwala nam na porównywanie różnych wydarzeń, niezależnie od czasu i miejsca. Tak jest i w tym wypadku. Wspólnym od dwóch tysięcy lat okazuje się z jednej strony barbarzyństwo, a z drugiej – poszukiwanie ratunku w chrześcijaństwie. Te porównania nie są w żadnym wypadku przesadą, z tym, że barbarzyństwo naszych czasów nie wypływa z wędrówek ludów, ale z wędrówek straszliwych ideologii. To od blisko trzystu lat te ideologie wnoszą ogromne spustoszenia. Najpierw weźmy pod uwagę rewolucję francuską z jej zakłamaniem i śmiercią milionów istnień ludzkich, a później ideologie nazistowskie, komunistyczne i znowu miliony ofiar na wojnach, w obozach i z racji na eksperymenty gospodarcze i społeczne. I tu wystarczy przypomnieć głód na Ukrainie i kilka milionów śmiertelnych ofiar. Cechą natomiast łączącą te ideologie jest całkowite zakłamanie. Jest nią także dążenie za wszelką cenę do władzy i do bogactw. A wszystko zaczyna się od odrzucenia wiary w Boga. Ma w pełni rację Cyprian Kamil Norwid, gdy pisze:
„Nie trzeba myśleć, że jest podobieństwo
Być demokratą… bez Boga i wiary
(Czego, jak świat ten – nie bywało – stary!)”. (Początek broszury politycznej…)
Odejście od Pana Boga twórców tych ideologii wiąże się zawsze z ich walką z Kościołem i ze zmuszaniem innych, aby odstępowali od Stwórcy. Zmierzano ku temu drogami przemocy, metodami administracyjnymi, a teraz robi się to najczęściej za pośrednictwem środków masowej komunikacji, zawsze atakując i ośmieszając Kościół. W czasach komunizmu ludzi Kościoła oskarżano i skazywano na straszliwe wyroki, ze śmiercią włącznie za rzekomą współpracę z amerykańskim imperializmem i inne przestępstwa, a po zmianie barw i sztandarów ci sami względnie ich potomkowie albo wychowankowie oskarżają o opór przed uzależnieniem Polski od obcych. Przemiany zaś dokonujące się od dwudziestu lat, również chorują na podobną chorobę, gdyż jako coś najważniejszego bierze się transformację. A więc nie człowiek jest drogą nowej rzeczywistości, ale transformacja. Nie wolno było też mówić o nędzy i upadających pegeerach, o bezrobotnych, bo najważniejsza była transformacja, a nie człowiek. Czyż nie jest to barbarzyństwem? Tak to też widział Papież, ale i Jego za to atakowano. Naszym jednak wrogom, można to przyznać, że udało się jedno, a mianowicie osłabienie wrażliwości na prawdę. I znowu wypada odwołać się do Norwida, który przestrzegał:
„- Nie trzeba kłaniać się okolicznościom,
A prawdom kazać, by za drzwiami stały:” (Początek broszury politycznej…).
Stąd się też bierze niechęć i wrogość do jakiegokolwiek pisma, radiostacji czy telewizji, jeśli tylko starają się one być niezależne. Jasna rzecz, że media zabiegające o niezależność mogą mieć także i własne braki, gdyż nie zawsze są w stanie konkurować zwłaszcza w dziedzinie technicznej, ale nie to jest istotne. Albowiem najważniejszą sprawą jest lęk ich przeciwników przed prawdą.
7. KOŚCIÓŁ WYCHODZI NAPRZECIW NASZYM TRUDNOŚCIOM.
Brak szacunku dla prawdy rzutuje na kulturę i obyczaje, na wychowanie nowych pokoleń i na życie rodzinne. Kościół nie może patrzeć obojętnie na to wszystko. Został przecież powołany do istnienia przez Jezusa Chrystusa, aby głosił prawdę i jej bronił. Podejmuje więc różne inicjatywy i wysiłki. Do nich należy zaliczyć Sobór Watykański II i całą działalność Jana Pawła II. My natomiast nie możemy zapomnieć cierpień, męczeństwa wielu duchownych i świeckich, od Sługi Bożego Ks. Kardynała Stefana Wyszyńskiego zaczynając. Pamiętamy dobrze heroiczne czasy służby dzieciom i młodzieży w latach organizowania katechizacji przy kościołach i w domach prywatnych.
Z szacunkiem wspominamy tych, których usuwano z pracy, którzy siedzieli w więzieniach, a nawet obecnie mają kłopoty z utrzymaniem siebie. Bolesne jest dla nich zwłaszcza to, że oni nadal ledwie sobie radzą, a ich prześladowcy cieszą się dobrymi emeryturami i tanimi mieszkaniami.
Ale to wszystko jeszcze bardziej nas mobilizuje, aby zapewniać każdej osobie ludzkiej dostęp do prawdy, jak i do walki o prawo każdej istoty ludzkiej do życia. Dzielenie ludzi na narodzonych i nienarodzonych jest diabelskim wymysłem, jest antyludzkim zakłamaniem. Życie jest jedno, choć ma różne przejawy. Nie będzie nigdy narodzonych, jeżeli nie będzie nienarodzonych. Diabeł jest mistrzem kłamstwa i na wszelkie sposoby zabiega o to, aby pomieszać pojęcia, poprzestawiać zasady i pozaciemniać rzeczywistość.
Nasz wysiłek musimy skoncentrować na oczyszczaniu pojęcia rodziny, na przypominaniu jej misji, opartej na miłości i służącej życiu. A następnie przed nami wciąż jest otwarte pole pracy, związane z wychowaniem nowych pokoleń. Kościół zaś – jak przed wiekami potrafił dotrzeć do serc i umysłów ludów barbarzyńskich, tak i teraz stara się to samo czynić, aby w miejsce nieludzkich ideologii wprowadzać wzorzec rycerski, wizję człowieka zawartą w Ośmiu błogosławieństwach, ugruntowaną na prawdzie i otwartą na miłość. W miejsce Parsifala jawią się nam dziewczęta i chłopcy, odważni w wyznawaniu wiary i z życzliwością pomagający swoim koleżankom i kolegom w odrywaniu się od nałogów, a nawet i w wyzwalaniu się z uzależnień. Świętego Benedykta czy też św. Franciszka, św. Klarę, albo św. Jadwigę niech zastępują kolejne roczniki rodziców i nauczycieli.
Starajmy się sięgać do doświadczeń i nauk Jana Pawła II, Prymasa Tysiąclecia, ks. Fr. Blachnickiego, ks. Wincentego Frelichowskiego i nie zapominajmy o ks. gen. Stanisławie Brzósce i jego następcach z puszcz i lasów. Niech etos rycerski przeniesiony w nasze czasy przez ruch oazowy, Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży i harcerstwo – umacnia się w naszej kulturze, jako że wierności i uczciwości, prawdomówności i szlachetności ciągle powinno być więcej.
I nie martwy się, że zło nie śpi, że są jeszcze ludzie, którzy chętniej powierzają sprawy publiczne wychowankom starego systemu aniżeli osobom o formacji harcerskiej. Zwycięstwo należy do prawdy, a szczęście zapewnia jedynie życie godne człowieka, oparte na Ewangelii.
I dziękujmy Panu Bogu za to, że wprawdzie powoli, ale jednak wiele się zmienia na lepsze. „Idzie nowych ludzi plemię”. A są to ludzie o sercu gołębim i silnym ramieniu, są to ludzie o dobrych charakterach.
Bądźmy też głęboko przekonani, iż na nic się zda przewidywanie Nietschego, który głosił, że lepsze „barbarzyństwo niż nuda”, gdyż miejsce jednego i drugiego powinna zajmować prawda i miłość. Nie może się również spełnić filmowa wizja Francisa Fukuyamy, która ukazywała gdzieś na stepach azjatyckich straszliwe rumowiska, pozostałe po ongiś wielkich metropoliach. Nie było już miast na całym świecie, ani uczelni, ani fabryk, ani stadionów. Człowiek to zniszczył. Zabrakło i jego. Po tych gruzach, podskakując poruszała się małpka z dwoma kwiatkami w łapie, a gdy podeszła do surowego głazu, u jego stóp, jak pod pomnikiem na cześć zniszczenia i niszczących, złożyła te kwiatki ironicznie wyrażając w ten sposób podziękowanie rodzajowi ludzkiemu, który sam siebie doprowadził do zagłady.
8. Z NADZIEJĄ JEDNAK PATRZMY W PRZYSZŁOŚĆ.
Zło i różne błędy, jakie popełnia człowiek, nie mogą osłabić naszej wdzięczności i miłości do Chrystusa. On bowiem jest razem z nami we wszystkich okolicznościach naszego życia. On nas nie zostawia i nie zostawi nigdy samymi. Odchodząc z tego świata zapewnił: „A Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28, 20).
Był i jest w naszych dziejach i w ludzkich sercach. Jego obecność daje o sobie znać w zachowaniach i postawach jakże wielu świętych, wyniesionych na ołtarze i wielkiej ich liczby w osobach ofiarnych i mężnych, cichych i pogodnych naszych poprzedniczkach i poprzednikach. Z Jego obecnością spotykamy się tutaj w Sokołowie i w każdej wiosce, w naszych lasach i nad naszymi wodami. Dla Jego Miłości nie ma znaczenia ani wczoraj, ani dziś, ani jutro. On jest zawsze w pogotowiu ze swoją łaską i mocą. On jest w Kościele i w każdej ochrzczonej osobie, wierzącej i praktykującej. On jest zawsze po to, aby pomagać nam w dobrym postępowaniu, aby stać na straży naszego pokoju, aby darzyć nas miłością.
To właśnie On, jak pisze czwarty Wieszcz:
„Do historii, która wielkich zdarzeń czeka,
Dołączył biografię każdego człowieka”.
Od nas już tylko zależy, czy podejmiemy, czy będziemy podejmowali Jego zaproszenie. A mamy w tym wypadku kolejne wsparcie w słowach Jana Pawła II. Wierzymy, że jest On duchowo zjednoczony tutaj z nami i powtarza do nas ten apel, jaki wypowiedział w Lyonie (1986), nawiązując do słów św. Piotra, skierowanych do chorego przy świątyni: „Nie mam srebra ani złota. Nie mam gotowych odpowiedzi na ważne pytania. Postaram się spojrzeć na nie w świetle Jezusa Chrystusa. I mówię do was (tutejsi parafianie, polscy rolnicy, leśnicy i rybacy, do każdej i do każdego): wstań, nie skupiaj się na słabościach i wątpliwościach, wyprostuj się..Wstań i idź” za Chrystusem aż do zmartwychwstania Jego i naszego… Amen.
