Wytrzymać napór zła
Tam, gdzie organizuje się zło, czego jesteśmy świadkami w Polsce, tam
także winno organizować się dobro. Nie wystarczy tylko nawoływać do odwagi,
podtrzymywać się nawzajem na duchu, ale trzeba działać na rzecz obrony
zagrożonych wartości.
Wydarzenia, z jakimi ostatnio spotykamy się w naszym życiu publicznym, można
ująć w jedno: zmasowany "napór zła".
Pierwszym adresatem tego naporu zła jest krzyż. Ostatnie miesiące po tragedii
smoleńskiej naznaczone zostały bezprecedensowym atakiem na krzyż i ludzi, którzy
poprzez ten krzyż chcieli upamiętnić niespotykaną w dziejach państwa polskiego
tragedię śmierci głowy państwa, prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego i jego
małżonki, ostatniego prezydenta na uchodźstwie Ryszarda Kaczorowskiego,
głównodowodzących Sił Zbrojnych, osób kierujących podstawowymi instytucjami
państwowymi i wszystkich, których ta śmierć wyrwała społeczeństwu. Pomnik ten,
którego domagało się i domaga społeczeństwo (a nie tylko rodziny), ma powstać ku
pamięci, ale i ku przestrodze. Ku pamięci tych, którzy zginęli na służbie dla
Polski, i ku przestrodze tym, którzy do tego, że tamci zginęli, dopuścili – czy
to przez zaniedbanie, czy zaniechanie właściwych działań. Ten pierwszy napór zła
ogniskuje się na znieważaniu krzyża, znieważaniu ludzi go broniących, a wszystko
po to, aby znieważyć ideę godnego upamiętnienia tej wielkiej tragedii.
Narzucają laicki ateizm
Drugim adresatem naporu zła stał się Kościół polski, który ograbiony przez
polskie władze komunistyczne z dóbr materialnych, budynków, prowadzonych dzieł
charytatywnych odzyskał w niewielkim procencie dobra, by dzięki nim mógł nadal
prowadzić swoją pracę z pożytkiem dla Narodu Polskiego.
Trzecim adresatem naporu zła stali się polscy biskupi, którzy od tysiącleci
prowadzili Kościół polski, służąc Narodowi w czasach próby i w czasach
zwycięstwa. To dzięki ich roztropnej służbie Kościół był i jest niezawodnym
przewodnikiem dla każdego Polaka: zarówno wierzącego, jak i niewierzącego.
Poświadczają to czasy "Solidarności", kiedy wielu działaczy niewierzących
ukrywało się właśnie w kościołach i działało pod ochroną Kościoła.
Czwartym polem naporu zła stała się dziedzina religii i wychowania religijnego
Polaków, które otrzymują na lekcjach religii w szkole. To przecież religia
pozwalała przetrwać Polakom jako Narodowi w czasach rozbiorów, gdy nie było
państwa polskiego. To religia pozwalała przetrwać Polakom czasy komunizmu, gdy
żyli w niewoli komunistycznej i ginęli czy to na zsyłkach na "nieludzkiej
ziemi", czy w komunistycznych więzieniach, odarci z resztek godności i szacunku.
Narzucanie laickiego ateizmu w życiu publicznym społeczeństw, jak uczy historia
ostatnich dziesięcioleci, skończyło się zagładą setek milionów istnień ludzkich
(w Europie komunizm i niemiecki nazizm).
Naród bez przyszłości?
Piąta przestrzeń naporu zła dotyczy ataku na życie człowieka przez propagowanie
cywilizacji śmierci w formie prawa do zabijania poczętych dzieci w wyniku
aborcji, niszczenie zarodków w procesie sztucznego zapłodnienia in vitro,
domaganie się prawa do eutanazji dla ludzi chorych i starych. Zapomina się przy
tym o ostrzeżeniu Jana Pawła II, że "naród, który zabija własne dzieci, jest
narodem bez przyszłości".
Szósta dziedzina naporu zła to atak na ludzką naturę i godność przez
propagowanie homoseksualizmu, kwestionowanie ludzkiej płciowości. Zamach na
nienaruszalność porządku ludzkiej natury dotyczącego czy to życia indywidualnego
(płciowość), czy społecznego (małżeństwo) jest bezpośrednio zamachem na samego
człowieka, a pośrednio na społeczeństwo. Człowiek pozbawiony natury traci
orientację co do właściwego działania dla swojego dobra, gdyż to właśnie natura
kieruje działania ludzkie do dobra i podpowiada te, które są najlepsze.
Siódma wreszcie dziedzina naporu zła, która ujawnia się w obecnych czasach, to
atak na rodzinę, na małżeństwo i jego nierozerwalność. Uderzenie w rodzinę jest
nie tylko uderzeniem w dobro dziecka, ale i w państwo, gdyż człowiek pozbawiony
rodziny został też pozbawiony wychowania do życia społecznego. Rodzina to
przecież pierwsza naturalna społeczność ludzka, w której młody człowiek uczy się
być dla drugich.
Wezwanie do odważnego działania
Te symbolicznie wyróżnione siedmiorakie dziedziny życia Polaków, poddawane
bezprecedensowemu naporowi zła, domagają się społecznego uświadomienia, zgodnie
z zasadą, że trzeba wiedzieć, aby właściwie działać, oraz odpowiedniej reakcji i
ochrony. Znakiem bowiem właściwego funkcjonowania społeczeństwa jest prawo
będące instrumentem w "ręku" państwa i państwowych instytucji. Głównym zaś celem
państwa jest formowanie takiego prawa, aby powstrzymywało napór zła, a chroniło
i ułatwiało czynienie dobra.
Społeczność ludzi wierzących w Polsce nie pierwszy raz jest poddawana naporowi
zła. Jednak ten zmasowany atak, jakiego jesteśmy świadkami, wymaga odpowiedniej
postawy, która przejawia się w cnocie męstwa.
Cnota męstwa określana jest jako umiejętność realizowania trudnego dobra i
wytrzymania naporu zła, nie poddania się mu, nie ulegania mu, lecz przetrwania,
by w odpowiednim czasie zaatakować i usunąć przeszkody w realizacji dobra:
zarówno w sferze indywidualnego, jak i społecznego życia człowieka.
Czym jest męstwo? Po pierwsze – wyjaśnia św. Tomasz z Akwinu – jest pewną mocą
ducha w ogóle i zarazem składnikiem każdej cnoty, gdyż do istoty cnoty należy
to, że usprawnia do działania mocnego i niewzruszonego (Sth, II-II, q. 123, a.
1). Po drugie, męstwo to przede wszystkim "świadome i rozważne stawianie czoła
niebezpieczeństwu i znoszenie cierpień" – jak określał Cyceron.
Zadanie męstwa polega więc na usuwaniu przeszkód, które krępują wolę w dążeniu
do dobra. Bojaźń zaś i strach stanowią jedną z przeszkód, która pojawia się w
obliczu dobra trudnego do realizacji. Dlatego męstwo "ma za zadanie opanowanie
obaw przed trudnościami, które są na tyle mocne, że mogą przeszkodzić woli pójść
za wskazaniami rozumu. Z drugiej jednak strony – radzi Tomasz z Akwinu – trzeba
nie tylko niezachwianie wytrzymać nacisk trudności przez poskromienie bojaźni,
lecz także trzeba w nie uderzać, i to w sposób zdyscyplinowany, a należy to
uczynić wtedy, gdy je, dla osiągnięcia przyszłego bezpieczeństwa, złamać należy.
Otóż dzieło to należy do istoty odwagi. Tak więc męstwo ma za przedmiot zarówno
bojaźń, jak i odwagę: pierwsza powstrzymując, a druga kierując" (Sth, II-II, q.
123, a. 3).
Odczuwając zatem napór zła, a tego doświadczamy na co dzień, z jednej strony
powinniśmy wzajemnie się podtrzymywać na duchu, dodawać sobie odwagi, z drugiej
strony nie pozostawać biernymi. Należy podjąć walkę z tym złem, "uderzając w
sposób zdyscyplinowany". Tam bowiem, gdzie organizuje się zło – a widzimy, że
owo zło się organizuje – tam także winno organizować się dobro.
Jeśli zatem czegoś nam brak, to właśnie tego zdyscyplinowanego działania. Jeśli
atakuje się krzyż, jeśli atakuje się biskupów, jeśli atakuje się religię
chrześcijańską, jeśli atakuje się rodzinę, potrzebne jest zdyscyplinowane
działanie na rzecz obrony tych atakowanych wartości. W krajach demokracji są
dopuszczalne formy protestu, np. pisma, petycje, marsze, zebrania itp. Te formy
trzeba wykorzystać do obrony słusznych praw i dóbr.
Potrzebny słuszny gniew
Największym niebezpieczeństwem dla chrześcijanina żyjącego w Polsce jest
uleganie bojaźni i strachowi. Wszelkie totalitaryzmy jako narzędziami rządzenia
posługują się właśnie strachem, terrorem i bojaźnią (tak było, jak pamiętamy, w
komunizmie!). Stąd "męstwo polega więcej na opanowaniu bojaźni niż na
pohamowaniu odwagi. Opanowanie lęku jest trudniejsze, a to dlatego, że
niebezpieczeństwo, wspólny przedmiot zarówno odwagi, jak i bojaźni, samo przez
się poskramia pierwszą, a zwiększa drugą. Otóż natarcie jest aktem, w którym
męstwo trzyma na wodzy odwagę, gdy wytrzymanie jest aktem męstwa wynikłym z
opanowania obawy. Dlatego też wytrzymanie, czyli niewzruszone trwanie wśród
niebezpieczeństw, jest ważniejszym niż natarcie aktem męstwa" (Sth, II-II, q.
123, a. 6). Z tej racji jest tu także potrzebny gniew, który miarkowany rozumem,
pełni ważną funkcję nie tyle przy powstrzymywaniu naporu zła i nieuleganiu
bojaźni, ile przede wszystkim przy zdyscyplinowanym działaniu na rzecz
realizacji dobra trudnego czy dobra zagrożonego.
Pojawia się więc pytanie o to, co w obecnej chwili jest bardzo potrzebne polskim
chrześcijanom w życiu społecznym. Obok – na pewno – nawoływania do odwagi,
podtrzymywania się nawzajem na duchu, organizowania się potrzeba
zdyscyplinowanego działania na rzecz obrony wspólnego dobra. A tym wspólnym
dobrem jest właśnie krzyż, Kościół, religia katolicka, człowiek i jego rodzina,
ludzka godność i nienaruszalność ludzkiego życia od poczęcia aż do naturalnej
śmierci.
Ks. prof. Andrzej Maryniarczyk
Autor jest filozofem, kierownikiem Katedry Metafizyki na Katolickim
Uniwersytecie Lubelskim.
