Wystawa o zsyłkach rusza w Polskę
Z Anną Danilewicz, koordynatorem projektu wystawy pt. "Skazani na Sybir.
Deportacje obywateli polskich do ZSRS 1940-1941", przygotowanej przez Muzeum
Wojska w Białymstoku, rozmawia Adam Białous
Skąd pomysł przestrzennej, tak nietypowej formy wystawy?
– Pomysł jest nasz, chociaż nie sprawdzaliśmy, czy wcześniej wpadł on komuś
innemu do głowy. Wystawa ukazuje losy 29 Polaków wywiezionych na Wschód. Każdej
z tych osób poświęcony jest jeden kartonowy sześcian, na ścianach którego
wydrukowane są m.in. wspomnienia danej osoby z pobytu na Wschodzie, opisy
historyczne, zdjęcia archiwalne. Te kartonowe kubiki umieścimy w ażurowej
konstrukcji przypominającej wagon – w jednym bydlęcym wagonie jechało na Sybir
około 29 osób. Forma prezentacji tych dokumentów na surowym kartonie, złożonym w
kubik, ma swoje znaczenie. Żeby zapoznać się z treściami, które niesie
ekspozycja, trzeba wziąć ten kubik do rąk, przez co kontakt osoby odwiedzającej
wystawę jest bezpośredni, dotyka ona niejako historii opisanej na tym
eksponacie. Oglądanie wydruków w formie płaskiej, plansz, tablic nie daje
możliwości takiego "dotyku". Natomiast kiedy trzymamy taki kubik blisko siebie,
dociera do nas wyraźniej, że ci ludzie i ich losy to nie jakieś postacie z
zamierzchłych czasów, ale żywe osoby i ich żywe losy. Gotowe kubiki
pokazywaliśmy już Sybirakom. Nasz pomysł bardzo im się spodobał.
Do jakiego odbiorcy chcieliby Państwo dotrzeć?
– Mówiąc ogólnie – do każdego. Jednak gdy tworzyliśmy wystawę, mieliśmy na celu,
aby szczególnie mocno przemówiła do młodzieży. Dlatego również jej forma jest
taka nietypowa, żeby przyciągnęła uwagę młodych, żeby język przekazu był dla
nich atrakcyjny. Wiadomo, że wraz z upływem czasu coraz szybciej maleje liczba
sybiraków. Wraz z ich odchodzeniem może odejść pamięć o wywózkach. Dlatego
bardzo ważne jest, by tę pamięć przejęło młode pokolenie Polaków.
Jakimi treściami zapełnione są ściany kubików?
– Chcieliśmy pokazać, jak dramatycznie wywózki zaważyły na życiu osób, których
dotknęły. Dlatego pokazujemy również ich zdjęcia osobiste i rodzinne z okresu
przedwojennego. Na tych fotografiach widzimy rodziny w domowym zaciszu czy
podczas pikniku, bawiące się dzieci. Znajdują się tu również obrazy z czasu po
wywózkach. Najtragiczniejsze są oczywiście fotografie ukazujące straszną
rzeczywistość okresu pobytu na "nieludzkiej ziemi". Wstrząsające jest zdjęcie
rodziców grzebiących swoje dzieci, które zmarły wskutek nieludzkich warunków.
Celem pokazywania tych dokumentów jest m.in. uświadomienie oglądającym, w jaki
sposób jedna noc, w której kazano w krótkim czasie zbierać się i wsiadać do
bydlęcego wagonu wywożącego Polaków na Sybir, zniszczyła całe ich normalne,
spokojne i szczęśliwe życie. Zniszczyła wszystko to, czym żyli.
Wystawa będzie prezentowana z okazji 71. rocznicy drugiej masowej wywózki
Polaków na Wschód. Czy sowiecka deportacja miała jakieś charakterystyczne cechy?
– Na pewno cechowała ją znaczna liczba dzieci, które wówczas wywieziono.
Projektując kartonowe sześciany, które są oryginalnym sposobem ekspozycji,
wzięliśmy to pod uwagę. Dlatego są kubiki duże – symbolizujące mężczyzn, średnie
– kobiety, i małe – dzieci, tych jest najwięcej. Jedna z bohaterek naszej
wystawy, która została wywieziona jako dziecko, wspomina, że do wagonów
deportacyjnych trafiła wraz z innymi dziećmi wprost z letnich kolonii, które
spędzała w Druskiennikach. Rodziny tych dzieci przez kilka lat nie miały
pojęcia, co się stało z ich dziećmi.
Ekspozycja ma związek z powstającym w Białymstoku Muzeum Pamięci Sybiru?
– Projekt wystawy ściśle wpisuje się w ideę tworzenia Muzeum Pamięci Sybiru. Ta
powstająca na obecnych Kresach Polski instytucja ma za zadanie m.in.
przedstawienie problemu wywózek, nie tylko na terenie województwa podlaskiego,
ale na obszarze całego kraju i nawet poza jego granicami, ponieważ tragedia
wywózek dotknęła wszystkich Polaków. Sybiracy i ich potomkowie żyją przecież w
kraju i za jego granicami. Dlatego wystawą chcemy również uświadomić decydentom,
że jak najszybsze powstanie Muzeum Pamięci Sybiru jest sprawą bardzo ważną.
Chcemy też dotrzeć do świadomości ogółu społeczeństwa z informacją, że takie
muzeum powstaje. By mogło prawidłowo funkcjonować, potrzebne są pamiątki,
wspomnienia ludzi, którzy je posiadają. Nieustannie spotykamy się z sytuacjami,
kiedy ktoś zaskakuje nas informacją: w mojej rodzinie też jest ktoś, kto był
wywieziony, ale dopiero wtedy, gdy wspominamy o budowie muzeum. Wówczas pojawia
się myśl, że w rodzinnych archiwach jest jeszcze jakieś zdjęcie, dokument. A my
właśnie takich pamiątek potrzebujemy. W ten sposób to muzeum będziemy mogli
budować wszyscy razem.
Wystawa jest pokazywana w Sejmie do 18 kwietnia.
– Tak. Jej oficjalne otwarcie odbyło się 13 kwietnia. Po zakończeniu prezentacji
tej ekspozycji w budynku parlamentu będziemy ją pokazywać w innych miejscach
Polski.
Dziękuję za rozmowę.
