Wykształcić dobrych dziennikarzy


Z dr Hanną Karp, dziennikarzem, wykładowcą w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, rozmawia Dorota Zbierzchowska



Obecnie wielu młodych ludzi pragnie zostać dziennikarzami, marzy o błyskach fleszy i ekranach telewizyjnych. Czy to jest łatwy zawód?


– Błyski fleszy, o których mowa, nie są wcale dla prawdziwych dziennikarzy. Dziennikarz ma być niemal niewidoczny. Nie może sobą absorbować ani tym bardziej pojawiać się regularnie na pierwszym planie. Niestety, dziś coraz bardziej objawia się typ dziennikarza-gwiazdy, którego życie codzienne trawi kolorowa prasa. Praca takiego gwiazdora nie ma nic wspólnego z pracą i misją dziennikarza. To przecież jeden z nielicznych zawodów zaufania społecznego, tak jak lekarz, sędzia czy nauczyciel. Dziennikarza obowiązuje wysoki standard „na łamach”, a także poza nimi. I wielka szkoda, że sami dziennikarze tak często podważają sens własnej pracy, godząc się na łamanie podstawowych zasad etyki swojego zawodu czy wykazując rażącą tendencyjność. Tymczasem powinni wydobywać na światło dzienne tematy, ludzi i sprawy, o których nikt nie pamięta, które są niewygodne i często z tego powodu przemilczane. Ich zadaniem jest eliminowanie z życia publicznego sfer milczenia. Oznaczać to może stawanie w poprzek różnych grup interesu, znajdowanie się na linii konfliktu czy ochronę najbardziej pokrzywdzonych bądź poniewieranych, o których nikt już nie dba. Dlatego to jedna z najtrudniejszych profesji. A jej wykonywanie wcale nie daje gwarancji, że lata praktyki przyniosą uznanie czy pomyślność materialną. O tym też warto pamiętać. Pamiętam jeszcze swoich niektórych starszych kolegów z okresu PRL, którzy jako niepokorni byli wręcz „brani głodem”, gdy ktoś chciał ich upokorzyć i złamać; zmusić do pisania według obowiązującej sztancy.


Jakimi cechami zatem powinien charakteryzować się dobry dziennikarz?


– W tym zawodzie potrzebna jest skromność, i to najlepiej, gdy jest wrodzona. A jeśli jej brak, to po prostu trzeba pracować nad swoim – czasem trudnym – charakterem. Choć z drugiej strony, niepokorny charakter może w tym zawodzie być skarbem. Trzeba też lubić wędrówki pod prąd i własnymi ścieżkami; odrzucać mody i obowiązujące trendy. Najlepiej próbować wytyczać własne szlaki. Choć ta umiejętność pojawia się z czasem. Z drugiej strony, trzeba pamiętać, że praca dziennikarza jest zasadniczo pracą zespołową. A w zespole redakcyjnym obowiązuje lojalność i solidarność, czyli stara dobra zasada: jeden za wszystkich – wszyscy za jednego. Jednak przede wszystkim niezbędna jest ciekawość świata i ludzi. Wręcz pasja ich poznawania. Jeśli więc dziennikarz będzie kochał ludzi, będzie też im służył swoją pracą. Jak więc widać, jeśli ktoś lubi bardzo spokojne i bezproblemowe życie, to winien być świadomy, jaki zawód obiera. Jest to droga dla tych, którzy nie lubią łatwych rozwiązań.


Pani Doktor, jest Pani dziennikarzem, ale też uczy Pani młodych ludzi trudnej sztuki dziennikarstwa. Na co przede wszystkim powinno się zwrócić uwagę w procesie kształcenia dziennikarzy?


– To, na co ja sama kładę nacisk podczas swoich zajęć, to przede wszystkim wydobycie młodego aspiranta dziennikarstwa z błogiego, ale jakże częstego, stanu zgubnej naiwności w ocenie widnokręgu ludzkich dążeń i postaw. Chodzi o wypracowanie nieustającego stanu przytomności umysłu. Nawet bardzo młody dziennikarz ma od pierwszych chwil być człowiekiem świadomym. Nie może szukać przyczyn różnych błędów poza samym sobą. Od początku potrzebna jest w tym zawodzie osobowa dojrzałość, a to oznacza przede wszystkim zauważanie drugiego człowieka i jego spraw. Potem, oczywiście, jest warsztat i rzetelność zawodowa, upór oraz wytrwałe drążenie interesujących tematów.

Dalsze kształcenie dotyczy wiedzy na temat współczesnych mediów. Ich rozwój wykształcił obecnie wiele gatunków dziennikarstwa. Inny będzie dziennikarz prowadzący dziennikarstwo informacyjne, który ma być neutralnym pośrednikiem w przekazywaniu informacji; funkcją pierwotną jest wtedy możliwie obiektywne opisywanie faktów – tu występuje też relatywnie niski zakres autonomii redakcyjno-zawodowej. Innych cech i kompetencji wymaga dziennikarstwo interpretacyjne. Tu dziennikarz ma kształtować opinie odbiorców, gdzie prezentacja i opis faktów ma charakter subiektywny, a jednym z głównych zadań jest interpretacja, wyjaśnianie problemów zjawisk i procesów zachodzących w dzisiejszym skomplikowanym świecie. Dlatego w tym wypadku zakres autonomii redakcyjno-zawodowej jest bardzo szeroki. Inne jest natomiast np. dziennikarstwo śledcze, gdzie reporter występuje w roli przysłowiowego „czuwającego psa” (watchdog) i w znacznym stopniu w roli rzecznika opinii publicznej. Pomijam fatalny rodzaj dziennikarstwa wykonywanego jako rodzaj działalności rynkowej, gdzie praca stanowi produkt rynku i podlega dystrybucji jak każdy towar. Dodajmy, towar powstały w procesie pracy selektywnej i stronniczej. Ma on wzbudzać wyłącznie zainteresowanie szerokiej publiczności. Ten rodzaj dziennikarstwa pleni się w mediach elektronicznych, zwłaszcza komercyjnych. Przykłady tego czytelnicy na pewno potrafią znaleźć sami.


W WSKSiM duży nacisk kładziony jest także na uwrażliwienie młodych ludzi na różnego rodzaju manipulacje medialne. Jak przeciętny widz czy czytelnik może się ustrzec przed tego typu podstępnymi działaniami mediów?


– Jest to bardzo trudne zadanie, ale dziś niezbędne dla każdego, kto korzysta z mediów. Po pierwsze, należy być świadomym własnego sytemu wartości oraz tego, kim jestem i dlaczego jestem tym, kim jestem. Wówczas do naszej świadomości i duszy nikt tak łatwo nie będzie miał dostępu. Po drugie, pamiętajmy, że fakty jako takie są neutralne. Dopiero my lub ktoś inny nakłada na nie swoją ocenę i emocje. Poza tym chodzi o to, by nie powtarzać cudzych opinii – nasza może być całkiem inna. W informacjach, które do nas docierają, roi się niestety od kłamstwa, arbitralnego ustalania ważności informacji, selektywności, podawania informacji niepełnych. Już samo rzucenie oskarżenia ma wagę obciążającą. Dlatego powtarzam swoim studentom, by uczyli się czytać gazety. To tylko pozornie łatwa czynność. Tu proponuję ćwiczenie Czytelnikom „Naszego Dziennika”: niech Państwo zaobserwują sposób umieszczania prasowych informacji obok siebie i zastanowią się, czy oddziałałyby na nas tak samo, gdyby były umieszczone oddzielnie. Pomijam już fakt, że część informacji jest przekazywana, nie będąc formułowana wprost. Chodzi tu o tzw. przekazy podprogowe i nowe dziedziny mediów związane z neuromarketingiem. Z czasem dzieje się tak, że odbiorca mediów traci stopniowo zdolność samodzielnej oceny faktów. Poza tym media bardzo umiejętnie żonglują tzw. słowami „emocjonalnie aktywnymi” (np. ojczyzna, patriotyzm, honor, miłość, wolność) i przenoszą wraz z nimi głównie emocje, a nie treści. Przez co ingerują w nasz osobisty system wartości. Doskonałym przykładem tego zjawiska jest choćby olbrzymie emocjonalne zamieszanie, jakie dzieje się obecnie wokół książki Jana T. Grossa „Strach”.


Niebawem w wydawnictwie Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej ukaże się książka Pani Doktor pt. „Cuda na sprzedaż. Oblicza polskiej transformacji”. Proszę uchylić rąbka tajemnicy i przybliżyć Czytelnikom problematykę podjętą w tej publikacji.


– Książka ta jest pokłosiem moich zainteresowań religioznawczych, ale też dziennikarskich. Powstała także w dużym stopniu z zadziwienia nad ludzką potrzebą wiary w cokolwiek. W Polsce mało jest literatury opisującej procesy „ezoteryzacji” życia codziennego i społeczno-politycznego. Całe zjawisko jest wciąż nowe i wykluwa się na naszych oczach. Publikacja opisuje ekspansję ezoteryki w wiele dziedzin życia, wskazuje na powstawanie alternatywnych propozycji wobec tradycyjnej zachodniej kultury, psychologii, medycyny i edukacji. Stanowi próbę przyjrzenia się fantasmagorycznej rzeczywistości, która korzystając z bardzo realnych narzędzi, np. prawa, w sposób namacalny kształtuje coraz głębiej świadomość jej uczestników. Zresztą, nie tylko w Polsce, ale także w całym świecie Zachodu.


Dziękuję bardzo za rozmowę.
drukuj