Wygrać dla zmiany
Każdy polityk musi odpowiedzieć na pytanie: po co wygrywać wybory?
Odpowiedź dla mnie jest oczywista: żeby dokonać społecznej zmiany. Zbudować
Polskę dla naszych dzieci. Tak ją zmienić, by za jedno pokolenie było już
możliwe zbudowanie "polskiej Nokii" czy wynalezienie "polskiego iPoda". By nasze
dzieci jako dorośli Polacy reprezentowali z dumą Polskę, która stanie się
mocarstwem – jeśli nie światowym, to chociaż regionalnym.
To jest w zasięgu, nawet w sytuacji zdemolowania przez Donalda Tuska części
instytucji nowoczesnego państwa (rozmontowanie systemu wspierania demografii
"Rodzina na Swoim" autorstwa Jarosława Kaczyńskiego) czy demontowania resztek
państwa dobrobytu (poprzez zmuszanie do podpisywania umów śmieciowych w służbie
zdrowia). Ktoś zapyta: jak to zrobić, jak zbudować lepsze państwo? To dość
proste, uczciwe i silne państwo ze sprawnym systemem edukacyjnym – pisał o tym
niedawno prezes PiS Jarosław Kaczyński – jest możliwe do realizacji tu i teraz.
Dlaczego się to dotąd nie udało? Nie było z kim i nie było wystarczającej woli
politycznej. Przechodzimy zatem do słowa klucza. To młodzi.
Młodzi: mięso wyborcze dla PO, fundament zmiany dla PiS
Do tej pory politycy traktowali młodych ludzi jako grupę, która może pomóc im
tylko wygrać wybory. Akcja "Idź na wybory, zmień kraj", organizowana m.in. przez
prof. Leszka Balcerowicza za pieniądze potężnych zagranicznych fundacji,
przypominała mi trochę akcję, w której potężnemu koncernowi paliwowemu nie
podoba się rząd w bantustanie, w którym wydobywa ropę. Opłaca więc bandę
rebeliantów i w zamian za to ma, co chce. Do momentu, aż banda nie zapomni, komu
zawdzięcza władzę, tak jak się to dzieje teraz. Według samych organizatorów tej
manipulacji opartej na przesłaniu "Wolność zagrożona, broń jej" przyciągnięto do
urn ok. 600 tys. nowych młodych wyborców. Fundacja Batorego, TVN czy Jerzy
Owsiak mobilizowali tych ludzi. To oni przyczynili się do zwycięstwa PO.
Zagłosowali i sami sobie zrobili krzywdę. Wybrali "cukiernię ciast trujących",
jaką niewątpliwie jest dziś dla młodych partia Donalda Tuska. To partia, która
mając poparcie dużej części elity (naiwnością jest sądzenie, że w wyborach nie
poprą one Tuska), blokuje do niej dostęp młodych. Zabetonowała ten słynny
szklany sufit i nie ma interesu go przebijać. Donald Tusk z prof. Balcerowiczem
nie zaprzęgli młodych do zmiany kraju. Zostało tylko hasło "Idź na wybory, zmień
władzę". Donald Tusk zamknął ścieżki awansu, bo oparł się na zastanych elitach.
Nie potrzebował już nowych.
Pierwszy klocek domina
Obiecywane przez ekipę Tuska cuda nie nastąpiły. Świat nie okazał się tak
kolorowy i piękny, jak miał być. Skończył się mit o możliwości zarobienia szybko
dużych pieniędzy na emigracji. Dziś jest dużo trudniej niż kilka lat temu o
kredyt na własne mieszkanie, coraz trudniej nawet o umowę o pracę na czas
nieokreślony. Zamiast tego młodzi dostają różnego rodzaju umowy śmieciowe, takie
jak samozatrudnienie czy comiesięczne zlecenia. Zmieniły się, a może raczej
stały się bardziej widoczne, warunki geopolityczne. Zamiast sympatycznej
kolorowej Unii Europejskiej, gdzie wszyscy mieli być równi, mamy coraz bardziej
widoczne interesy narodowe poszczególnych państw. Nie ma solidarności
europejskiej, jest wyłącznie umiejętna gra o własne, partykularne interesy. To i
wiele innych spraw zdecydowało, że młody człowiek musiał na nowo zdefiniować
swojej miejsce i rolę w polityce. Czy rządy Tuska przyniosły mu obiecane
autostrady, lepszą opiekę zdrowotną, dumę z bycia Polakiem na arenie
międzynarodowej? Nic z tych rzeczy nie nastąpiło.
Ostatnio, po zauważonej jakościowo zmianie nastawienia do Prawa i
Sprawiedliwości wyborców w grupie 18-35 lat, pojawiło się sporo poważnych i
niepoważnych teorii o przyczynach tego zjawiska. Od zaprzeczenia, że to
nieprawda i jest wręcz odwrotnie. W "Gazecie Wyborczej" W. Szacki podpiera tę
tezę sondażem na grupie 19-26-latków (nie uwzględnia tych, którzy wchodzą w
bezrobocie po studiach, według naszych badań w grupie 25-35 PO traci
najbardziej) kabaretowymi teoriami prof. Radosława Markowskiego o filmach z
teorią spiskową w tle. To jest próba przekonania, że młodość to
establishmentowość, a nie chęć zmiany. Są też bardziej wiarygodne próby
wytłumaczenia zjawiska, że najmłodsi wyborcy w tej grupie nie brali udziału w
praniu mózgu przeciw IV RP i oni nie mają uprzedzeń. Wiadomo, że młodość to
nonkonformizm, więc tu przeważa PiS. Tak jest, tylko ta teoria zakłada, że te
600 tys., które pomogło wygrać PO, jest już na zawsze dla Prawa i
Sprawiedliwości stracone. Każdy, kto miał 18 i więcej lat w 2007 roku, był
częścią antypisowskiego matrixa, jest więc nie do odzyskania. To nieprawda.
Wartości, które są najważniejsze, także przy politycznych wyborach, zmieniają
się w tym wieku niezwykle szybko. Hasło "Wolność i róbta, co chceta" jest
atrakcyjne na początku studiów. Potem życie przyspiesza: praktyki w pracy,
problem z utrzymaniem się w dużym mieście, koniec studiów, brak pracy (co drugi
absolwent jej nie może dostać, a jeśli już, to rzadko jest to umowa na czas
nieokreślony), kupno mieszkania, rodzina, małe dzieci. Co się staje ważniejsze
od nieskrępowanego poczucia, że robię, co chcę? Godność i bezpieczeństwo pracy,
poczucie uczciwego awansu społecznego, bezpieczeństwo moje i przyszłych dzieci
etc. Czyli Prawo i Sprawiedliwość. Jeśli tak jest, to ktoś zapyta, czemu PiS w
tej grupie nie nokautuje PO? To kolejne ważne pytanie.
Bezpieczniki w systemie
Ponieważ istnieją bezpieczniki w tym systemie beznadziei dla młodych ludzi. Jak
żyć w świecie z zabetonowanym sufitem? Dać subiektywne poczucie udziału w
elicie. Jestem przyjacielem Mellera na Facebooku, napiszę twitta do Hołdysa,
przez TVN zadam pytanie Tuskowi, które wypowie w moim imieniu Tomek Lipiński, a
raz kiedyś to nawet Doda odpowiedziała na mojego e-maila. To się jednak dzieje
tylko w świecie symbolicznym. Realne niepowodzenia na rynku pracy kompensują
sobie tzw. kulturą CV i "grą w karierę", jak opisał to dr Adam Ostolski z
"Krytyki Politycznej". Na czym polega ten bezpiecznik? Nie zdobywam pracy, ale
buduję swoje CV: tu szkolenie, tam punkty za staż, tu dodatkowe kursy, studia
podyplomowe etc. Rosnące punkty w CV rekompensują mi obecną marną sytuację, bo
jak CV pęcznieje, to pewno jutro się uda. Zadaniem naszej polityki musi być
obnażanie tego mechanizmu. Bo bez politycznej zmiany jutro będzie jeszcze
gorsze.
Po co Polsce młodzi?
Tu zaczyna się poważne wyzwanie, ale i poważna oferta systemowa. Jeśli Prawo i
Sprawiedliwość nie ocenia dużej części polskich elit jako zdolnych unieść
poważną przebudowę, musi szukać gdzie indziej. Do zbudowania nowoczesnego
państwa z poważnymi ambicjami na arenie międzynarodowej potrzeba dwóch rzeczy:
poparcia mas i grupy przygotowanej, by to zrobić. Trzeba przywrócić godność
wielu grupom społecznym, by te poparły i zrozumiały zmianę, i zaproponować
budowę nowoczesnego państwa młodym, wykształconym, bez kompleksów. Dla
przyszłości, dla naszych dzieci. To uczciwe postawienie sprawy. My potrzebujemy
Was, Wy nas. Więc idź na wybory i naprawdę zmień nasz kraj!
Adam Hofman
Autor jest posłem PiS, pełni funkcję rzecznika PiS oraz jego klubu
parlamentarnego.
