Wychowawczy fantom
Jak dotąd Ministerstwo Edukacji i Nauki
nie poddało ocenie programu "Ratujemy
i uczymy ratować" Fundacji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, ponieważ
mimo zapowiedzi złożonej 21 marca w Sejmie Jerzy Owsiak nie poprosił o to resortu.
Program nie jest więc zatwierdzony, a mimo to od wtorku kilka szkół publicznych
(Suwałki, Kalisz, Opatówek) wpuściło na swój teren ekipę WOŚP, która szkoliła
nauczycieli nauczania początkowego, jak udzielać pierwszej pomocy. Fundacja
planuje w ciągu dwóch lat objąć programem ok. 800 tys. uczniów. Nie bez przesady
można
chyba powiedzieć, że cała akcja to kolejny fantom wychowawczy Owsiaka.
Zgodę na przeprowadzenie programu wydało do wtorku 550 dyrektorów szkół. Tymczasem
z ministerstwa edukacji dochodzą sygnały, że lepiej byłoby, gdyby Owsiak oficjalnie
zgłosił tę inicjatywę do resortu, ponieważ trzeba ją przeanalizować. Wiceminister
edukacji Jarosław Zieliński powiedział ponadto, że w szkołach działa już siedem
programów z zakresu pierwszej pomocy i ratownictwa, które zostały zbadane i
dopuszczone przez resort.
Idea Owsiaka nie jest więc tak nowatorska, jak się to próbuje wmówić. Należałoby
się raczej zastanowić, dlaczego mimo obecności kilku programów (niektóre z
nich należałoby pewnie zmodernizować) nauczyciele ich nie realizują – i jak
zmienić
ten stan rzeczy. Nikt nie kwestionuje bowiem potrzeby, aby dzieci posiadły
wiedzę na temat podstawowych zasad udzielania pierwszej pomocy – taki obowiązek
nakłada
ustawa o systemie oświaty. W art. 1 pkt 16 czytamy: "System oświaty zapewnia
w szczególności upowszechnianie wśród dzieci i młodzieży wiedzy o bezpieczeństwie
oraz kształtowanie właściwych postaw wobec zagrożeń i sytuacji nadzwyczajnych".
Czy przejęcie całości tych zadań przez jedną – przez część społeczeństwa uważaną
za kontrowersyjną – organizację pozarządową, która nie skonsultowała swych
działań z resortem przed ich wdrożeniem, nie powinno zaalarmować rodziców i
wychowawców?
Czy obecność WOŚP w szkołach nie jest szukaniem narybku na związane z osobą
Owsiaka inne akcje?
Marian Stebelski, autor programu pierwszej pomocy i edukacji dla bezpieczeństwa
w przedszkolu i podręcznika do nauczania pierwszej pomocy w klasach I-III szkoły
podstawowej według programu nauczania "Elementy ratownictwa i obrony cywilnej" zatwierdzonego
przez resort edukacji w 1999 r., w liście przysłanym do naszej redakcji pisze,
że nauczanie pierwszej pomocy powinno mieć charakter permanentny. Wskazuje, że
nie jest prawdą to, co podaje WOŚP, jakoby "Na dzień dzisiejszy nikt w Polsce,
mimo wysiłków i różnych podejmowanych prób, nie opracował kompleksowo takiego
programu [nauczania pierwszej pomocy] i nie spróbował go w takim ogólnopolskim
zasięgu uruchomić".
Marian Stebelski, nauczyciel przysposobienia obronnego (dziś na emeryturze),
tłumaczy, że od reformy w oświacie z 1999 r. istnieje "system permanentnego
nauczania pierwszej pomocy w każdym etapie edukacyjnym, począwszy od klas I-III
szkoły podstawowej" – powiązany z zatwierdzonymi przez ministerstwo podręcznikami
dla szkoły podstawowej, gimnazjum i szkół ponadgimnazjalnych. "Niestety,
tylko nieliczne szkoły podstawowe i nieliczne gimnazja prowadzą naukę pierwszej
pomocy" – ubolewa.
"Róbta, co chceta" – to nie abstrakcja
W dyskusji, jaka toczy się wokół nowego programu Owsiaka, istotnym argumentem
nakazującym zastanowić się nad ewentualnymi pożytkami i szkodami wychowawczymi
płynącymi z obecności przedstawicieli WOŚP w szkołach jest demoralizacja
młodzieży, jaką można było zaobserwować na jego Przystankach Woodstock. Mimo
że dziś Jerzy Owsiak nerwowo odżegnuje się od swojego czołowego hasła "Róbta,
co chceta", zapewniając, że to tylko taki abstrakcyjny tytuł, na jednej
ze zorganizowanych przez niego imprez reporterzy stwierdzili wiele niepożądanych
zachowań: spożywanie alkoholu przez nieletnich czy osławione kąpiele w błocie.
Trudno więc uwierzyć, że to był tylko głupi tytuł.
"
Każdy miał okazję, oprócz wiedzy teoretycznej, spróbować i nauczyć się praktycznie
niesienia pomocy osobom poszkodowanym. Najciekawszą częścią szkolenia okazała
się próbna lekcja, zaprezentowana przez nas już na Targach kieleckich w zeszłym
tygodniu. Jak zauważyliśmy, nasi kursanci nie mieli żadnego problemu, żeby
nagle przyjąć rolę dziecka uczestniczącego w zabawie – lekcji pierwszej pomocy.
Byliśmy bardzo miło zaskoczeni, a cała sala bawiła się wyśmienicie" –
czytamy na stronach internetowych WOŚP w relacji z drugiego dnia szkoleń przedstawionej
przez niejakiego "Szczurka". Poza tym że było wesoło, z tekstu nie
dowiadujemy się jednak niczego o niezależnej (tzn. przeprowadzonej przez ekspertów
niezwiązanych z realizatorami) ocenie skuteczności programu. Takiej oceny po
prostu NIE MA. Bez ewaluacji zewnętrznej trudno stwierdzić nawet to, czy ktokolwiek
się tu czegokolwiek nauczył – i na ile trwała okaże się ta wiedza.
Sam "Jurek" (jak mówi o sobie Owsiak) uważa szkolenia za rewelacyjne
– taką ocenę wystawił sobie z fantazją w internecie w dniu
6 kwietnia. Każdy chwali swoje… Jednak coś jest nie tak, bo puszczają mu
nerwy i posuwa się do snucia czarnych wizji, a nawet złorzeczeń wobec krytyków
akcji. "Niech się nadmuchają i pękną ze złości ci, którzy tak strasznie
naszczekali na ten program, a którzy jeszcze za 100 lat nie zrobią niczego,
żeby ktokolwiek inny ruszył z taką ogólnopolską akcją. W gębie mocni i to wszystko".
Wypadałoby, żeby dobry wychowawca miał szacunek dla każdego, również dla osób
o innych zapatrywaniach, i powinien tego uczyć swoich podopiecznych. Walka
ideologiczna pod płaszczykiem nauczania pierwszej pomocy jest zachowaniem nieetycznym,
a szkoła na pewno nie może być przestrzenią, w której ta walka się toczy. Wypada
mieć nadzieję, że swoich obraźliwych sformułowań Owsiak nie używał przy dzieciach
i pedagogach – a jednak beztrosko upublicznił je poprzez internet! Rodzice,
czy aby na pewno chcecie, aby Wasze dzieci uczyli "wychowawcy" posługujący
się takim językiem?
Jolanta Tomczak
