Wyborcze tournée Bieńkowskiej

Ze Stanisławem Ożogiem, posłem PiS, wiceprzewodniczącym sejmowej Komisji
Finansów Publicznych, członkiem sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i
Polityki Regionalnej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

W trakcie wizyty minister Elżbiety Bieńkowskiej na Podkarpaciu na spotkanie z
szefową resortu rozwoju regionalnego nie zaproszono parlamentarzystów opozycji,
w tym PiS. Czy była to zatem wizyta partyjna?

– Wszystko by na to wskazywało. Zatem narzuca się pytanie, czy minister
Bieńkowska była na Podkarpaciu służbowo czy prywatnie w ramach urlopu, celem
prowadzenia akcji przedwyborczej PO. Podobny, czysto wyborczy charakter miały
wcześniejsze wizyty innych ministrów i samego premiera Tuska. Myślę, że
odpowiednią formą otrzymania odpowiedzi na powstałe wątpliwości będzie zapytanie
poselskie do minister Bieńkowskiej czy też interpelacja poselska, które
rozważam. Podobnie jak społeczeństwo chciałbym się dowiedzieć, za czyje
pieniądze pani minister gościła na Podkarpaciu. Prawdopodobnie była to wizyta
partyjna, bo gdyby było inaczej, to w dyskusji o rozwiązywaniu problemów
Podkarpacia i w ogóle Polski Wschodniej mogliby wziąć udział posłowie PiS. Warto
przypomnieć, że w naszych szeregach jest senator Władysław Ortyl, który w
rządzie Jarosława Kaczyńskiego był sekretarzem stanu w Ministerstwie Rozwoju
Regionalnego, czyli pierwszym zastępcą śp. min. Grażyny Gęsickiej. Z tego, że
nie otrzymaliśmy zaproszenia, wnioskuję jednoznacznie, że była to wizyta czysto
partyjna.

Podkarpacie staje się obowiązkowym przystankiem na przedwyborczym szlaku. W
ten scenariusz wpisała się minister Bieńkowska, przekonując o wsparciu rządu dla
regionu.

– Przypomnijmy może kilka faktów. To nie kto inny jak minister Bieńkowska z
wrodzonym sobie urokiem w grudniu 2007 roku, w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej"
mówiła, że trzeba doprowadzić do sytuacji normalnej, bo nienormalną rzeczą jest,
że rząd PiS forował Podkarpacie czy w ogóle rozwój Polski Wschodniej. Zresztą
pani minister konsekwentnie do tego dążyła i w efekcie do tego doprowadziła. 1
lutego 2008 r. wykreśliła bowiem wszystkie projekty sektorowego Programu
Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko, w obszarze zabezpieczeń
przeciwpowodziowych. Również później byliśmy świadkami tylko i wyłącznie
wykreślania czy ograniczania przez ten rząd projektów PiS i zabierania pieniędzy
z Podkarpacia dla innych części kraju.

Może Pan podać jakieś konkretne przykłady?
– Weźmy chociażby drogę ekspresową S19, która w deklaracjach rządu Donalda Tuska
i min. Bieńkowskiej również miała być budowana na całej długości. Tymczasem
droga S19 jest budowana tylko na długości 6 km od węzła wschodniego do
Stobiernej. Natomiast pozostałe jej części według informacji rządowych mają być
tworzone dopiero po 2035 roku. Złamano tu międzynarodowe porozumienie zawarte w
2006 roku. Miała to być droga łącząca Skandynawię z krajami Półwyspu
Bałkańskiego i co z tego zostało? Miała być modernizacja dalszego ciągu krajowej
"czwórki" wraz z budową obwodnic Łańcuta, Przeworska aż do Radymna, ale
inwestycja została również wykreślona. Podobnie jest z modernizacją drogi
krajowej nr 19, drogi krajowej nr 28 na południu Podkarpacia, w kierunku Nowego
Sącza, czy drogi S74 z Niska w kierunku Piotrkowa Trybunalskiego, które to
inwestycje również skreślono. Sprawa dotyczy też zaniechania budowy wspólnej
obwodnicy Niska i Stalowej Woli czy połączenia kolejowego pomiędzy Rzeszowem a
Warszawą na trasie Ocice, Skarżysko-Kamienna, Radom, gdzie na jego realizację w
przyszłorocznym budżecie nie ma ani złotówki. Warto też odnotować zaniedbania w
zakresie realizacji ochrony środowiska czy chociażby zabezpieczeń
przeciwpowodziowych i inne przykłady traktowania po macoszemu Polski Wschodniej
przez rząd Donalda Tuska, które można mnożyć.

Patrząc na obietnice minister Bieńkowskiej wyrażone na Podkarpaciu, można
odnieść wrażenie, że PO zmieniła swoją koncepcję rozwoju kraju.

– Prawda jest taka, że PO od 2007 roku we wszystkich dokumentach – czy to
politycznych, partyjnych czy rządowych – mówi o rozwoju kraju w oparciu o tzw.
lokomotywy rozwoju, a więc o pięć ośrodków. Z kolei dopiero te rozwijające się
ośrodki wspierane przez rząd Donalda Tuska mają na zasadzie działania
dyfuzyjnego pomóc w rozwoju kraju. Czyżby zatem PO zmieniła koncepcję i w tej
chwili zaczyna głosić strategię solidarnego rozwoju kraju? To żart! W dodatku
bardzo kiepski i tu, na Podkarpaciu, słowa min. Bieńkowskiej nie są inaczej
odbierane. To nic innego jak próba oszukania kolejny raz mieszkańców Podkarpacia
i pozostałych części Polski Wschodniej. PO prezentowała i prezentuje bowiem inną
koncepcją rozwoju gospodarczego kraju, w której nie ma miejsca dla Podkarpacia i
w ogóle województw Polski Wschodniej. PO widzi rozwój Polski na zachód od Wisły
w oparciu o tzw. lokomotywy rozwoju. Podkarpacie, Lubelszczyzna, Świętokrzyskie,
Podlasie czy Warmia i Mazury nie są w obszarze objętym programem partyjnym czy
rządowym rozwoju. Wcale nie chodzi tu o niwelowanie różnic. Nie słyszałem, by w
tej materii cokolwiek się zmieniło. Takie działania są również zaprzeczeniem
strategii lizbońskiej, czyli solidarnego rozwoju kraju i równoważenia szans
gospodarczych najuboższych regionów.

Sztandarowym projektem wspomnianych przez Pana pięciu województw ściany
wschodniej jest budowa ponadregionalnej sieci szerokopasmowej internetu, która
ma być gotowa w 2015 roku. Według Bieńkowskiej, to jeden z wielkich sukcesów
Podkarpacia.

– Jeżeli zostanie to zrealizowane do końca, to owszem – byłby to duży sukces,
ale nie tylko min. Bieńkowskiej. Ten projekt nie był negocjowany przez rząd PO z
Komisją Europejską, ale przez poprzedni rząd premiera Jarosława Kaczyńskiego i
śp. min. Grażynę Gęsicką. Życzę Podkarpaciu i innym regionom i bardzo chciałbym,
aby ten projekt został do końca 2015 roku, a więc w perspektywie 2007-2013 plus
2 zrealizowany i rozliczony.

Kończą się unijne pieniądze przeznaczone na inwestycje w latach 2007-2013.
Według PO zostały one niemal w całości wykorzystane.

– Pani minister lubi się chwalić nieswoimi sukcesami. Zdecydowaną większość
wykorzystują, bo wciąż jest to proces, samorządowcy i przedsiębiorcy. Natomiast
jeżeli chodzi o stronę rządową, czyli programy centralne, to nie chciałbym się
kolejny raz znęcać nad tym rządem ani kopać leżącego. Weźmy chociażby program
infrastruktury kolejowej – to rząd sam podawał, że wykorzystanie środków jest tu
na poziomie zaledwie dwóch procent. Nie wierzę w zapewnienia resortu
infrastruktury, że te pieniądze zostaną wykorzystane. Podobnie jest w innych
dziedzinach, w których finansowanie odbywa się poprzez sektorowy Program
Operacyjny Infrastruktura i Środowisko. Realizacja projektów programu poprzez
szeroko pojętą administrację rządową jest niewystarczająca i budzi poważne
obawy. Jedynie samorządy i przedsiębiorstwa od mikro poprzez średnie do dużych
czy organizacje samorządowe realizują program wykorzystania pieniędzy w sposób
bardzo sprawny.

Co ze Strategią Polski Wschodniej, na bazie której ma być negocjowany budżet
na kolejną perspektywę?

– Sądzę, że Bieńkowska postępuje właściwie, rezygnując z przygotowywania tego
dokumentu przez Ministerstwo Rozwoju Regionalnego. Wierzę w to, że samorządy –
przypomnę, że jest tu mowa o pięciu samorządach wojewódzkich – przygotują w
terminie dobry program, który będzie podstawą w negocjacjach realizacji i
kontynuacji programu dla tej części Polski, który rozpoczął rząd PiS.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj