Pytanie „jak”, a nie „czy” karać
Z dr. Przemysławem Czarnkiem, konstytucjonalistą z Katolickiego
Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, rozmawia Paulina Jarosińska
Trybunał Konstytucyjny orzekł wczoraj, że przepis kodeksu karnego
przewidujący pozbawienie wolności do lat trzech za publiczne znieważenie
prezydenta RP jest zgodny z konstytucją. Czy i jak powinno być penalizowane
publiczne obrażanie głowy państwa? Czy jest możliwe, aby taki zapis nie dawał z
jednej strony możliwości nadużyć dla prokuratury, a z drugiej – był formą
"ochrony" majestatu prezydenta?
– Nie ulega wątpliwości, że publiczne znieważanie głowy państwa, czyli osoby,
która pełni funkcję "najwyższego przedstawiciela państwa" – jak to ujmuje
Konstytucja RP – powinno być penalizowane. Prezydent RP, poprzez sprawowane
przez siebie funkcje niejako uosabia państwo. Tym samym znieważając prezydenta,
znieważa się także państwo, podkopuje się jego autorytet. Pytanie, czy sankcja
przewidziana w kodeksie karnym jest zasadna, czy przypadkiem nie jest zbyt
surowa lub być może – dla innych – zbyt łagodna. To już jest jednak kwestia
ustawodawcy. Raz jeszcze powtarzam: penalizacja znieważenia prezydenta RP
powinna mieć miejsce w państwie prawa. Natomiast jestem przekonany, że
jednoznacznie precyzyjnych granic wolności słowa w tym zakresie ustanowić się
nie da. Zawsze pozostanie pewien margines interpretacyjny dla prokuratury i
sądu. Tym samym pozostanie również możliwość – jak to pani ujęła – nadużyć ze
strony prokuratury (dziś formalnie niezależnej). Ostateczną instancją pozostaje
jednak sąd, a nie prokuratura, który rozstrzyga, czy stanowisko prokuratury jest
zasadne.
Słuszne są głosy sugerujące, że obecny przepis godzi w wolność debaty
publicznej i swobodę wypowiedzi? Takie obawy wyrażała m.in. Helsińska Fundacja
Praw Człowieka.
– Nie zgadzam się z tym stanowiskiem. Wolność debaty publicznej i swoboda
wypowiedzi nie jest wolnością do bezkarnego obrażania drugiej osoby. Demokracja
jest ustrojem ścierania się poglądów i opinii w różnych sprawach, ale przy
wzajemnym poszanowaniu osób te poglądy wypowiadających (tak demokrację
zdefiniował Gustaw Zagrobelsky, były szef włoskiego sądu konstytucyjnego). Można
krytykować prezydenta RP za jego politykę, za konkretne decyzje przez niego
podjęte. Natomiast nie można przy tej okazji go znieważać, czyli kierować pod
jego adresem zwrotów obraźliwych, wyśmiewających jego cechy osobowe, tym samym
naruszać jego godności. Trzeba pamiętać to, co w ideologii liberalnej jest
spychane na dalszy plan, zapominane: nie ma wolności bez odpowiedzialności. Tak
samo korelatem wolności słowa, swobody debaty publicznej jest odpowiedzialność
za znieważenie drugiego człowieka, swego adwersarza. Jeśli znieważanym jest
natomiast głowa państwa, to skutkiem takiej odpowiedzialności jest zdecydowanie
wyższa sankcja, bo przecież, jak powiadam, prezydent RP jest najwyższym
przedstawicielem RP, uosabia państwo.
W kontekście zatrzymania przez ABW autora strony internetowej wyśmiewającej
Bronisława Komorowskiego oraz kar grzywny dla kibiców, którzy na transparentach
nazwali premiera "matołem", a z drugiej strony mając w pamięci umorzenie
śledztwa w sprawie znieważenia prezydenta Lecha Kaczyńskiego przez Lecha Wałęsę,
można dostrzec asymetrię, jeśli chodzi o przestrzeganie tego przepisu. Z czego
to wynika?
– Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Ograniczę się tylko do zacytowania
obiegowej opinii, zgodnie z którą są równi i równiejsi.
Jaką odpowiedzialność za obrażanie głowy państwa powinni ponosić wysocy
urzędnicy państwowi (ministrowie, marszałek Sejmu), jak również posłowie na
Sejm?
– Pamiętajmy, że zarówno posłowie, jak i ministrowie w rocie ślubowania
zobowiązują się do przestrzegania praw Rzeczypospolitej Polskiej. Skoro zatem
ślubują to uroczyście, to powinni spotykać się z większą sankcją za
nieprzestrzeganie prawa aniżeli zwykli obywatele, którzy takiego uroczystego
ślubowania nigdy nie składali. Wiemy jednak, że w naszym systemie prawnym
odpowiedzialność karna posła czy ministra nie jest taka sama jak zwykłego
obywatela. Co więcej, posła czy senatora chroni immunitet formalny. Niestety.
Dziękuję za rozmowę.
