Wszyscy jesteśmy lewicą?

Przed drugą turą wyborów prezydenckich trwają podchody pozostałych na
placu boju dwóch kandydatów o elektorat zmobilizowany w pierwszej turze
przez szefa SLD Grzegorza Napieralskiego. Przekonanie do siebie
większości z ponad dwóch milionów wyborców, którzy poparli kandydata
lewicy, może przesądzić o zwycięstwie 4 lipca. Starania o łaskę
Grzegorza Napieralskiego są tak intensywne, że już nie wiemy, kto jest
bardziej lewicowy – czy sam SLD, czy może liberałowie z PO albo
prawicowcy z PiS.

Grzegorz Napieralski może zacierać ręce.
Niezły wynik w pierwszej turze wyborów prezydenckich, choć nie
spowodował „awansu” kandydata SLD do drugiej tury, to doprowadził do
tego, iż przewodniczący Sojuszu znalazł się w centrum zainteresowania
najważniejszych polityków, największych ugrupowań politycznych w kraju.
Szef SLD ciepłe słowa mógł usłyszeć zarówno od Jarosława Kaczyńskiego,
jak i Bronisława Komorowskiego. A obaj mają się o co starać. Na
Napieralskiego zagłosowało w niedzielę ponad 2,2 miliona osób. Fakt, że
poszli do wyborów w pierwszej turze, uprawdopodabnia to, iż w lokalach
wyborczych pojawią się także za dwa tygodnie, z tym że do wyboru nie
będą mieli już tego kandydata, na którego zagłosowali w pierwszej turze,
lecz staną przed dylematem: Komorowski czy Kaczyński.
Problem jednak
w tym, że wyborcy Napieralskiego w drugiej turze zagłosują tak, jak im
się to podoba, a nie tak, jak ich głosami zadysponuje Napieralski. Sam
lider SLD zapewne zdaje sobie z tego sprawę i dlatego nie zdecyduje się
otwarcie poprzeć żadnego z kandydatów.
Ze strony samych kandydatów,
jak i ich sztabów wyborczych mogliśmy w ostatnich dniach usłyszeć i
zapewne jeszcze usłyszymy, jakimi to są lewicowcami. Grzegorz
Napieralski między innymi dostąpił zaszczytu bycia zaproszonym wczoraj
przez wykonującego obowiązki prezydenta RP Bronisława Komorowskiego do
Belwederu.
Szef sztabu Komorowskiego Sławomir Nowak przekonywał
natomiast, jak bardzo Bronisławowi Komorowskiemu blisko do lewicy. –
Jest duże podobieństwo między programem Platformy Obywatelskiej a lewicą
– stwierdził Nowak.
Zbieżność programów dotyczyć ma, według Nowaka,
na przykład chęci poparcia wprowadzenia parytetu dla kobiet,
refundowania in vitro z budżetu państwa czy też wyprowadzenia polskich
wojsk z Afganistanu.
Jarosław Kaczyński już w swoim przemówieniu tuż
po ogłoszeniu sondażowych wyników pierwszej tury docenił rezultat
Napieralskiego i dziękował liderowi SLD za inicjatywę organizacji
„okrągłego stołu” w sprawie służby zdrowia, w obradach którego prezes
Prawa i Sprawiedliwości wziął udział w środę. Politycy PiS podkreślali z
kolei wrażliwość społeczną swojego ugrupowania, która przyświecać ma
też liderowi SLD.
Niezwykle dużo kosztować musiało prezesa Prawa i
Sprawiedliwości ogłoszenie, że już nie ma postkomunistów. – Niech nam
mówią, że jesteśmy lewicowi, może i trochę jesteśmy. Ja już będę od dziś
używał tego słowa, nie będę używał słowa „postkomunizm” – mówił
Jarosław Kaczyński. Prezes PiS przekonywał, że teraz nie ma
postkomunistów, a jest lewica. – Jeżeli ktoś mnie zapyta, kim jest pan
Józef Oleksy, to powiem: jest to polski lewicowy polityk
starszo-średniego pokolenia – mówił Kaczyński.
To, że te kilkanaście
procent głosów zdobył Grzegorz Napieralski, wcale dla kandydatów PiS i
PO nie było takie najgorsze. Bo co by było, gdyby do czasu drugiej tury
wyborów, na dwa tygodnie Bronisław Komorowski musiał wejść np. w skórę
Andrzeja Leppera, a Jarosław Kaczyński stać się np. drugim Januszem
Korwin-Mikkem?

Artur Kowalski

drukuj