Wrócimy w następnym Sejmie

Z Arturem Zawiszą z Ligi Prawicy Rzeczypospolitej rozmawia Krzysztof Losz

Spodziewał się Pan takich wyników wyborów?

– Liczyliśmy się z tym, że możemy nie wejść do Sejmu. Ten wynik na pewno napawa nas smutkiem, ale to nie koniec świata. Nic się nie skończyło, a wszystko się zaczyna. Będziemy przecież działać dalej.

Takie deklaracje można odczytywać jako niepoprawny optymizm…

– To nie tak. My przecież doskonale pamiętamy wybory z 1993 r., gdy Kongres Liberalno-Demokratyczny też nie wszedł do Sejmu, a teraz jego lider – Donald Tusk, jest zwycięzcą wyborów. LPR też jest cierpliwa, mamy czas, aby znowu przypomnieć o sobie Polakom i w następnym Sejmie już zdobyć lepszy wynik.

To może być trudne poza parlamentem…

– Tak, ale możliwe. Teraz wielu wyborców głosowało na PiS, bo wmówiono im, że tylko w ten sposób można pokonać liberałów z PO. Teraz ci sami wyborcy będą kierować się sercem i na pewno przypomną sobie o LPR. Na pewno liczba osób, które podzielają nasze poglądy, jest o wiele wyższa, niż wskazuje na to wynik głosowania. Polsce potrzebna jest prawica narodowo-chrześcijańsko-wolnościowa, a takim ugrupowaniem jest na pewno Liga Prawicy Rzeczypospolitej.

Czy teraz, oprócz wygranej PO, może też dojść do wzmocnienia lewicy, o czym mówili niektórzy z Pana kolegów?

– Tego rzeczywiście nie można wykluczyć. Zresztą to był jeden z argumentów, dla których i Prawica Rzeczypospolitej, i Liga Polskich Rodzin, które teraz tworzą koalicję, w trakcie debaty nad samorozwiązaniem Sejmu przekonywały do odrzucenia tej uchwały. Myśmy wskazywali, że albo zostanie zachowany istniejący układ sił w parlamencie, albo pójdzie on bardziej na lewo. Ta druga ewentualność będzie oznaczać nie tylko koniec rządów premiera Jarosława Kaczyńskiego. Mało kto już opamięta, ale Marek Jurek, lider PR, przestrzegał posłów PiS i PO przed powtórzeniem się sytuacji z roku 1993. Wtedy przedwczesne rozwiązanie Sejmu spowodowało najpierw zwycięstwo lewicy i powrót postkomunistów do władzy, a potem wygranie przez Aleksandra Kwaśniewskiego wyborów prezydenckich. Teraz też lewica może powrócić do władzy, jeśli nawet nie teraz w koalicji z PO, to za kilka lat. Jestem przekonany, że mentalnie PO jest gotowe do takiej koalicji.

Rozumiem, że nie rezygnuje Pan z politycznej aktywności?

– Oczywiście, wszak polityka polega nie tylko na pracy w parlamencie. Gdyby tak miało być, byłby to absurd. Mam wiele możliwości aktywności i trzeba je wykorzystać. Na pewno LPR nie da o sobie zapomnieć.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj