Wieś woli PiS

Ludowcy nie będą trzecią siłą w Sejmie, a przed wyborami w tym kierunku
zmierzały aspiracje PSL. Tymczasem partia Waldemara Pawlaka uzyskała nieco
mniejsze poparcie niż w 2007 roku. Wtedy za PSL opowiedziało się 8,91 proc.
wyborców, a teraz, po podliczeniu głosów z ponad 99 proc. obwodowych komisji
wyborczych, okazuje się, że ludowcy zebrali tylko 8,36 proc. głosów. Tylko, bo
plan minimum sztabu wyborczego zakładał przekroczenie progu 10-procentowego.

Co więcej, jeśli nic nie zmieni się po podliczeniu wszystkich głosów, to PSL
straci jedno miejsce w Sejmie – zamiast 31 będzie miało 28 posłów. W PSL panuje
więc duże rozczarowanie, bo przecież już po ogłoszeniu pierwszych prognoz
działacze partii nie ukrywali, że liczyli na to, iż będą mieli większą
parlamentarną reprezentację. – 8 procent poparcia to nie jest sukces PSL, taki
wynik wyborów, jeśli się utrzyma, będzie poniżej oczekiwań. Sukces byłby wtedy,
gdybyśmy mieli między 12 a 14 proc. – mówi minister rolnictwa Marek Sawicki.
Podobnie myślą inni działacze.
Skąd brał się optymizm przed wyborami, którego miejsce zajął teraz niedosyt?
Przede wszystkim w PSL oczekiwano, że uda się zbliżyć do wyniku z
ubiegłorocznych wyborów samorządowych, gdy ludowcy dostali aż 16,3 proc. głosów
w wyborach do sejmików wojewódzkich. Dlatego dwucyfrowy rezultat wydawał się jak
najbardziej realny.
Ludowcy są także zawiedzeni tym, że nie udało im się "odbić" choćby części
wyborców wiejskich z rąk PiS. Bo w tym roku partia Jarosława Kaczyńskiego znowu
wygrała wybory na wsi, zdobywając tu ponad 36 proc. głosów, przed PO – niespełna
29, i PSL – 15 procent. A cztery lata temu ludowcy zebrali 17 proc. głosów wśród
wyborców mieszkających na wsi.

Bez rozliczeń
– Byłaby klęska i Waldemar Pawlak by się raczej nie uratował, gdyby nie udało
się utrzymać koalicji z Platformą. Wiadomo przecież, że wtedy stracilibyśmy
ministrów, wiceministrów, wojewodów, wicewojewodów i wiele innych stanowisk w
administracji państwowej i spółkach Skarbu Państwa – mówi jeden ze
starych-nowych posłów PSL. – Sam byłem przekonany, że w moim okręgu przybędzie
nam tylu wyborców, że będziemy mieli o jednego posła więcej. Nie udało się,
trudno, ale już podczas wieczoru wyborczego dostałem wiele telefonów od
zawiedzionych takim wynikiem działaczy – dodaje nasz rozmówca. I podkreśla, że
głos ministra Sawickiego, który nie krył zawodu z wyniku wyborów, jest swego
rodzaju "głosem ludu", bo trudno znaleźć w PSL osobę, która byłaby zadowolona z
rezultatu.
Ale Pawlak nie może spać spokojnie, jego partyjni koledzy oczekują sukcesu w
negocjacjach z PO na temat utworzenia nowego rządu. Teoretycznie nie powinno być
z tym problemów, wszak i Platforma Obywatelska wyraziła chęć kontynuacji
dotychczasowej koalicji. Nie wiadomo jednak, jaki będzie ostateczny kształt
nowej umowy koalicyjnej, czyli choćby to, jakie resorty przypadną PSL. W
odchodzącym rządzie ludowcy mieli trzech ministrów: gospodarki, rolnictwa i
pracy. Ale minister pracy Jolanta Fedak nie dostała się do Sejmu i nie wiadomo,
czy zachowa ministerialny fotel. Tym bardziej że z drugiej strony może dojść do
połączenia resortów rolnictwa i ochrony środowiska w jeden. Może być i tak, że
Platforma uzna, iż dwa duże ministerstwa PSL powinny w zupełności wystarczyć. Od
dawna wszak można w Platformie usłyszeć, że ministerstwo pracy chciałby objąć
Michał Boni, "nadminister" w kancelarii premiera. Marszałek Sejmu Grzegorz
Schetyna otwarcie zaś mówi, że koalicja będzie stara, ale z nowym składem i
nowym programem.
Platforma jest w lepszej sytuacji niż cztery lata temu, bo teoretycznie może
wymienić PSL na SLD, zwłaszcza gdyby przywództwo w tej partii objął po Grzegorzu
Napieralskim polityk bardziej przychylny PO. Platforma może też liczyć na
poparcie Ruchu Palikota. PSL wcale nie jest więc niezastąpione i dlatego Donald
Tusk może naciskać na Waldemara Pawlaka, by przyjął nowe, gorsze dla swojej
partii, warunki współpracy koalicyjnej. – Gdyby tak się stało i Platforma nas
ograła, to sądzę, że Waldemar Pawlak mógłby za to zapłacić funkcją prezesa
partii. A przywództwo w partii zdobyłaby osoba "twardsza" – mówi polityk
zaliczany do "wewnętrznej opozycji" w PSL. Ale prezes ma poważny atut w
rozmowach z Tuskiem. Jeśli premier będzie przejawiał chęć do zmarginalizowania
PSL, wówczas Pawlak może zagrozić złożeniem dymisji z funkcji rządowych. – A to
dla Tuska duże ryzyko, bo Waldemara Pawlaka zdążył już dobrze poznać, dogadują
się w rządzie, a jak będzie wyglądała współpraca z nowym wicepremierem, tego
nikt nie wie – wyjaśnia poseł PSL.
Nasz rozmówca uważa, że większym problemem od kwestii personalnych będzie
program przyszłego rządu. W Platformie jest coraz więcej zwolenników np.
likwidacji KRUS, zwiększenia obciążeń podatkowych rolników, bo to mają być ważne
elementy reformy finansów publicznych. Przed tą reformą Tusk nie ucieknie.
Pytanie tylko, jak ją przeprowadzić, żeby nic stracić.

Krzysztof Losz

drukuj