Wielość mediów gwarancją demokracji
Pod patronatem Naszego Dziennika
– Najlepszą gwarancją demokracji jest policentryczność mediów wzajemnie ścierających się i konkurujących ze sobą, a wszelkie ich ujednolicenie powoduje zagrożenie wolności słowa – podkreślił filozof prof. Bogusław Wolniewicz podczas I Ogólnopolskiej Konferencji Oddziału Łódzkiego Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy pod hasłem: „Dziennikarz – między prawdą a kłamstwem”, która odbyła się w Łodzi.
Profesor Bogusław Wolniewicz stwierdził, że okiełznać władzę mediów może tylko ich policentryzm, przez co będą one konkurować ze sobą. Tymczasem usiłuje się je zunifikować. Sprzyjają temu zwiększające się koszty prowadzenia mediów, co powoduje uzależnienie od kapitału. Jednak jak podkreślił filozof, główne czynniki, które leżą u podstaw dążeń do ujednolicenia mediów, są polityczne. – Chodzi o podporządkowanie opinii publicznej przez monopolizację mediów – ocenił profesor. Media muszą się charakteryzować kakofonią, inaczej ma miejsce zagrożenie dla demokracji, której gwarancją jest wolność słowa. – To po tej kakofonii poznajemy, że demokracja działa – podkreślił naukowiec. Według profesora, niewiele warte są kodeksy moralne dziennikarstwa, apele, rezolucje. – To jest tylko usypianie opinii publicznej – zaznacza. Dodał, że takie instytucje jak np. Rada Etyki Mediów tworzą tylko kamuflaż dla mediów, że rzekomo podlegają one kontroli społecznej.
Profesor Wolniewicz powiedział, że dziennikarz jest wyrobnikiem słowa, ponieważ pisze to, na co mu pozwalają medialni decydenci, a staje się najemnikiem, kiedy pisze wbrew swej wiedzy. – Dziennikarze są tak dobierani, by bez słowa odgadywali, co mają robić. W ten sposób dokonuje się infiltracji świadomości społecznej medialnym fałszem, jak np. krzewienie od około dwudziestu lat pojęcia judeochrześcijaństwo, mimo rzeczywistej odrębności obu idei, mające na celu rozmiękczenie tradycji chrześcijańskiej. – W mediach uporczywie powtarzany fałsz staje się medialną prawdą – podkreślił. Dodał, że w ten sposób stosuje się wobec opinii publicznej „tresurę medialną”.
Sami dziennikarze nie są czwartą władzą, jak sami o sobie megalomańsko myślą, lecz są instrumentem pewnej władzy. Władzę medialną stanowią bowiem ich medialni mocodawcy, ale te centra trudno określić, ponieważ są w dużej mierze anonimowe. Profesor Wolniewicz podkreśla, że wielu właścicieli jest pozornych, za innymi stoją anonimowe korporacje.
Socjolog z UMK prof. Andrzej Zybertowicz zwrócił uwagę, że w kontaktach z mediami należy zachować ostrożność, „flirtować” z nimi i prowadzić pewną grę. Nie można być szczerym, bo to jest samobójcza postawa. Mediom trzeba dawkować informacje. Znany socjolog z własnego doświadczenia wie, że ktoś, kto zaczyna udzielać wypowiedzi do mediów, staje się bezlitosnym przedmiotem publicznej oceny. Jako „grzechy” dziennikarzy prof. Zybertowicz wymienił m.in. szukanie sensacji, radykalizowanie języka, techniki uintymniania rozmowy, aby w ten sposób wydobyć jakieś informacje, unikanie autoryzacji oraz zamieszczanie wypowiedzi wyrwanych z kontekstu. Socjolog powiedział, że naukowiec ma możliwość stawiania także błędnych hipotez, co jest niedostrzegane w mediach, które podają pewne hipotezy jako już udowodnione.
Redaktor Krzysztof Wyszkowski podkreślił, że suwerenność medialna Polski jest zupełnie stracona. Jest to skutek uwłaszczenia się po 1990 r. postkomunistów na RSW oraz przejęcia, głównie przez Niemców, większości prasy. Były sekretarz tygodnika „Solidarność” uważa, że gdyby media miały polskich właścicieli, „miałyby szanse zwracać uwagę na interesy narodowe”. Redaktor Wyszkowski podał przykład, kiedy za przytoczenie jego opinii przez jednego z dziennikarzy „Dziennika” został on wezwany na dywanik przez redaktora, obok którego siedział niemiecki kurator.
Skutki przejęcia przez postkomunistów i obcy kapitał mediów przedstawił w swoim referacie prof. Jerzy Robert Nowak. Na wstępie przypomniał rozmiary niszczenia patriotyzmu i świadomości narodowej w różnych okresach PRL. Mówił o atmosferze upodlania polskości w dobie stalinowskiej, o fali prasowych i filmowych ataków na tzw. bohaterszczyznę i powstańcze „rzucania się” w latach 60. I wreszcie wskazał na kolejną próbę pomniejszania i poniżania polskich powstań antyrosyjskich w dobie jaruzelszczyzny. Prelegent zwracał uwagę na dalsze osłabienie polskości i patriotyzmu na skutek emigracji w latach 80. ponad 800 tys. Polaków, głównie związanych z „Solidarnością”. Szeroko przedstawił również przyczyny wyjątkowo silnego ataku na polskość i patriotyzm po 1989 roku. Były to przede wszystkim wciąż podejmowane przez michnikowszczyznę próby dogadania się „czerwonych” z „różowymi” na wspólnej platformie strachu przed Polską patriotyczną i religijną. Były to równocześnie działania zmierzające do takiego zakompleksienia Polaków, by coraz bierniej znosili totalne uzależnienie naszej gospodarki i mediów od zagranicznych inwestorów.
Konferencja została zorganizowana przez łódzki oddział Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.
