Więcej praw dla opozycji

Klub Parlamentarny Prawa i Sprawiedliwości po zaprzysiężeniu złoży taki
projekt. Wśród postulatów PiS jest m.in. likwidacja tzw. sejmowej zamrażarki.
Chodzi o sytuację, w której projekty ustaw przez długi czas lub wcale nie
trafiają pod obrady Sejmu. Opozycja proponuje również zmianę zasad procedury
wysłuchania publicznego. Miałoby ono być przeprowadzane także na wniosek klubu
sejmowego, a nie tylko na wniosek komisji sejmowej.

Według Kazimierza Michała Ujazdowskiego, projekt zmian w regulaminie Sejmu jest
testem na demokratyczne intencje obozu rządzącego. Jego zdaniem, cały projekt
wyrasta z najlepszych tradycji parlamentaryzmu zachodniego. Wśród pozostałych
propozycji PiS jest również wydłużenie w stosunku do zwykłych ustaw prac nad
ustawami zmieniającymi podatki, tak aby wyeliminować zmianę podatków "przez
zaskoczenie". Posłowie PiS apelują też o nadanie opozycji prawa do wprowadzania
co najmniej jednego punktu do porządku obrad posiedzenia Sejmu. Poza tym
proponują zakaz odrzucania w pierwszym czytaniu, a więc na samym początku
procesu legislacyjnego, projektów obywatelskich. Politycy PiS argumentują ten
postulat tym, że nie można blokować już w pierwszej fazie projektów, które
zyskały poparcie co najmniej 100 tysięcy obywateli. W projekcie zmian w
regulaminie Sejmu jest również propozycja trzygodzinnych debat rząd – opozycja
na wzór brytyjski z obowiązkową obecnością premiera. PiS chce również powołania
stałej sejmowej komisji ds. bezpieczeństwa energetycznego, tzw. komisji
łupkowej. Zaproponuje także szybsze prace nad projektami ustaw – w projekcie
wymienione będą konkretne terminy na przygotowanie sprawozdań przez komisje
sejmowe. Pomysły PiS błyskawicznie skrytykował Paweł Olszewski z Platformy
Obywatelskiej, uznając je za kuriozalne i niekorzystne. – Konsekwentnie przez
cztery ostatnie lata prawa opozycji były uszczuplane. Ograniczano liczbę pytań,
które można było zadawać ministrom. Przetrzymywano projekty Prawa i
Sprawiedliwości dość długo w tzw. zamrażarce marszałka. Premier i ministrowie
wielokrotnie uchylali się od odpowiedzi na bardzo poważne pytania. Dopiero
organizowanie protestów, jak np. w sprawie sprzedaży Lotosu, prywatyzacji Lasów
Państwowych wywoływało efekt i rząd wycofywał się z tych niekorzystnych z punktu
widzenia polskiej racji stanu pomysłów – komentuje w rozmowie z "Naszym
Dziennikiem" poseł Stanisław Pięta (PiS). Jak dodaje, za rządów Prawa i
Sprawiedliwości marszałek nigdy nie odmawiał posłom opozycji prawa zadawania
pytania. – To, czego doświadczyliśmy przez ostatnie cztery lata, zmusza nas do
przedstawienia propozycji, które ograniczą dążenia rządu Platformy Obywatelskiej
do zamknięcia dyskusji z opozycją. Uważamy, że są to rozwiązania, które ułatwią
komunikację samego rządu ze społeczeństwem. Jestem zaskoczony tymi krytycznymi
głosami. Nie widzimy nic niestosownego w merytorycznej debacie rządu z opozycją.
Domagamy się tego w imię konstytucyjnych obowiązków rządu, jak również naszych
praw jako opozycji. Jako przedstawiciele społeczeństwa mamy prawo kierować
również w jego imieniu pytania do przedstawicieli rządu – ocenia Pięta. Według
niego, rząd Donalda Tuska uchyla się od debat i tym samym ogranicza dostęp do
informacji nie tylko opozycji, ale przede wszystkim społeczeństwu. Dlatego Prawu
i Sprawiedliwości zależy na rozszerzeniu dyskusji sejmowej, która – w opinii
posłów PiS – może ułatwić komunikację między opozycją a rządem.

Paulina Gajkowska
 

drukuj